Facet nielot, czyli pomidor, pomidor.

Marzyłam o tym, żeby polecieć samolotem. Dokądkolwiek. Sama albo z koleżankami. Marzenie z tych nie do spełnienia, gdyż mój brunet nie latał, siłą rzeczy ja też nie mogłam, bez znaczenia czy z nim czy z kimś innym. Wyznawał filozofię nie po to Bóg dał człowiekowi nogi, żeby latał. Każda pokazywana w tv katastrofa lotnicza była komentowana: „Widzisz? A ty mi każesz latać!” Tak jakbym codziennie ciągnęła biedaka za nogę i wlokła po pasie startowym do samolotu. Na wakacje, czy wycieczki zawsze jeździliśmy autobusem. Długość podróży nie miała znaczenia. Jedyny akceptowalny środek transportu to autokar.

Ostatnia wycieczka do Włoch skończyła się tym, że zamiast zwiedzać, szukaliśmy na parkingu węża z wodą. Po co? Żeby uprać walizkę! Brunet zapakował do niej dwa kilogramy pomidorów  i kilogram cukru. Na moje podniesione brwi, zareagował: „A jak w hotelu nie będą mieli?” Nie rozumiałam dlaczego we Włoszech ma nie być pomidorów i po co miałyby być w pokoju hotelowym, ale nie wtrącałam się. A powinnam.

Podróż trwała półtora dnia i w czasie transportu pomidory się zgniotły, zmieszały z cukrem i w postaci pulpy próbowały wydostać się przez ścianki walizki z ziemi polskiej do włoskiej. Upaprała się walizka i upaprałam się ja. Brunet dyrygował procesem czyszczenia trzymając węża z wodą, więc się nie upaprał.

Turyści wysiadający z sąsiednich autokarów patrzyli na pomidorowe przedstawienie i kiedy myślałam, że nie może być gorzej, rozległ się przeraźliwy dźwięk. To darł się wniebogłosy budzik, który Pan Przezorny zapakował do bagażu podręcznego (a jak nas nie obudzą na czas?!).

Na kolejną wycieczkę poleciałam samolotem, z koleżankami, bez pomidorów. Na wszelki wypadek wyłączyłam budzik w telefonie.

 

photo by Lufa Farms from flickr.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *