• Jak nie zadziałał mój urok osobisty, czyli horoskopy jednak się sprawdzają.

    Iza trajkotała jak nakręcona. Biło od niej szczęście. Nic dziwnego. To  był jej pierwszy wolny weekend od wielu tygodni.  Z powodu pracy, którą zwaliła jej na głowę szefowa, Izka odcięła się od świata:  „do czasu zapięcia roboty na ostatni guzik lub do czasu,  aż w moją trumnę wbiją ostatni gwóźdź”  – jak się odgrażała. Na szczęście czarna wizja z leżącą w trumnie Izką się nie spełniła. Guzikowa wizja i owszem – wczoraj zapięła ostatni, co wyraziłam radosnym: Hip, hip hura! Czekał na nas Wrocław, czekał babski weekend  i czekało włoskie wino wypychające mi torbę podróżną. –  Kornelia kupię jeszcze tylko gazetę. Gdyby nam się podróż dłużyła – Iza już biegła…

  • Dziewczyny wymiatamy!!!

    Słuchając webinarium o tym, jak nie odkładać rzeczy ważnych na później, czyli „Zrób to jak najszybciej!” … zatrzymałam wzrok na szafie w przedpokoju. Szafa już częściowo przebrana. Z powodu wiosny i wiosennych porządków wymiotłam pajęczyny z kątów, potem z serca (jeszcze tylko ostatni ruch miotłą i  wymiecione z duszy), ale zaczęłam od szafy. Pozbyłam się czterech (!) pudeł ciuchów posegregowanych według kategorii: „kiedyś jeszcze będą pasować”, „na pewno wróci na nie moda” i „szkoda wyrzucić”. Jeśli któraś z Was ma partnera sklasyfikowanego w  ten sposób, to zastanów się proszę KOBIETO, czy i jego nie objąć wiosennymi porządkami. Przyznać się – która uparcie kolejną wiosnę wpycha do szafy pudło z facetem,…

  • bonusik do kawy.

    Taka sytuacja: Gośka wyprawia imieniny Pawłowi. Tłum zaproszonych gości ściska i całuje solenizanta, wręcza prezenty. Wchodzi ciocia Hania – w ogromnym kapeluszu, z szerokim uśmiechem na ustach i głośnym: kooochaaani!!! Uwielbiamy ją na odległość. Jej pikantne historyjki rodzinne przyprawiają niektórych o rumieńce (wszyscy wiedzą o tym, jak czterdzieści lat temu stateczna babcia Zosia porwała rajstopy w drodze z kościoła i dlaczego sąsiad Borowski jest podejrzewany o współudział w rwaniu rajstop), innych o palpitacje serca (Pawełku obchodzisz urodziny w maju, a mama brała ślub w grudniu, dobrze mówię?). Ale ciocia ma też drugą twarz. Potrafi wpaść niespodziewanie („dosłownie na chwilkę, przechodziłam w pobliżu”) i zrobić szybką rundkę po mieszkaniu, sprawdzając czy…

  • Nie rezygnujmy z siebie, czyli kiedyś miałyśmy marzenia…

    Pamiętacie o czym myślałyście po maturze, po osiągnięciu pełnoletności, albo kończąc inny ważny etap w życiu? Pamiętacie te głowy pełne planów A, planów B, „wieloplanów”. Wchodziłyśmy w dorosłe życie z jakimś pomysłem na siebie, a potem…odpuszczałyśmy. Dziewczyny! Co się stało? Rzeczywistość nas dopadła? Zweryfikowała boleśnie nasze marzenia? Teraz żyjemy czy udajemy, że żyjemy? Spełniamy czyjeś pragnienia i wyobrażenia, a co z nami? Wypisujemy się z angielskiego, bo syn chciałby chodzić na basen w tym samym  czasie, a wiadomo potrzeby dziecka są na pierwszym miejscu. Chciałyśmy spędzić kilka dni w górach, ale rozumiemy JEGO potrzebę spotkania się z rodziną. Siedzimy więc przy świątecznym stole, grzecznie słuchając przytyków typu: „he he he…

  • Ogarnij się kobieto, czyli terapeutyzuję się.

    Przychodzi taki moment, kiedy widzisz, że doszłaś do końca. Drzazga w sercu tkwi nadal, leczenie trwa, ale czujesz, że twoje otoczenie ma już dosyć. Temat „ona jest znowu sama” był ciekawy, dyskutowany, omawiany telefonicznie i twarzą w twarz przy kawowym stoliku, przy blacie w kuchni, na twojej sofie, na tarasie i w innych miejscach, prawie codziennie. Ale tak, jak ze wszystkimi wiadomościami, twój temat uległ przedawnieniu. Z interesującego stał się męczący. Ile można płakać Izie do słuchawki? Jak długo Zuza będzie czytać twoje wiadomości o długości rolki papieru toaletowego? Kiedy dotrze do ciebie, że już nadszedł ten moment, aby się ogarnąć? Ogarniesz się czy nie? – pytają przyjaciółki i  koleżanki.…

  • Na dobry początek dnia, czyli drobna porada.

    -Ciociu wiesz, że to co przed chwilą zrobiłaś to kradzież? – wielkie oczy czterolatka oskarżycielsko na mnie patrzyły. -Ja? Kradzież? Kochanie w tym sklepie można psiukać się perfumami. To są testery. Stoją tu, żeby poznać zapach i wybrać ten, który się najbardziej podoba – tłumaczyłam dziecku. -Tak, ale na papierek, a ty psiukałaś na siebie. Co by było, gdyby każdy psiukał na siebie? Musieliby zamknąć sklep, bo nie mieliby towaru- czterolatek nie dawał za wygraną. – I czy to znaczy, że jak ja zacznę chodzić na randki, jak będę miał czterdzieści lat, to przed każdą mogę tu przyjść i się popsiukać? -Mam nadzieję, że zaczniesz chodzić na randki wcześniej –…

  • Mylne pierwsze wrażenie, czyli obrażona Szwedka.

    Zawsze odnoszę mylne pierwsze wrażenie. Też tak macie? Jak ktoś mi się spodoba od pierwszego rzutu okiem (nie ma znaczenia lewym czy prawym), to za chwilę okazuje się  maminsynkiem, wredną koleżanką, egocentrycznym przełożonym  lub po prostu złym człowiekiem. Źle również oceniam sytuacje, własne możliwości i pogodę. Jeśli założę rano cienki płaszczyk, możecie być pewni, że nastąpi nieoczekiwane oberwanie chmury, nierzadko połączone z gradobiciem. Tak mam i już. Głupotą jest, że ciągle o tym zapominam. Zapomniałam również wczoraj, kiedy poznałam Mikołaja dźwiękowca. Gdzie? Kulturalnie. W teatrze. Uwielbiam teatr (już ktoś usnął? Nie będzie wymądrzania się na temat wyższości tragedii nad komedią. Spokojnie). Zdobyłam trzy bilety na -skie spotkania teatralne i razem…

  • Ostatnia opowieść zimowa tej wiosny, czyli godność upadła

    Wystrojona jak nieboskie stworzenie (według mojej rodzicielki) lub jak stróż w Boże Ciało (określenie Zuzy przyjaciółki, projektantki mody), czyli według mnie: całkiem ładnie, wysiadłam z pociągu ciut spóźniona, bo kolej zafundowała mi wycieczkę krajoznawczą i pół godziny stałam w lesie, oglądając przez okno zaśnieżone choinki, sztuk trzy. Byłam tak zła, że nie rozbawił mnie nawet tekst konduktora sprawdzającego bilety: „czy ktoś z państwa doszedł?” Ciekawski! Na dworze trzymał mróz, ja trzymałam ręce w kieszeniach, bo kolejny raz tej zimy zgubiłam rękawiczki. Kaptur od kurtki naciągnęłam głęboko na czoło – wiadomo o cenny umysł trzeba dbać, chronić przed zimnem. Nie daj Boże wymrze moja ostatnia szara komóreczka. I tak opatulona, zakręcona szalikiem…

  • Co ty w nim widzisz, czyli wada wzroku.

    1,  2, 3 SZUKAM Szukamy. Poszukiwanie mamy we krwi. Poszukiwanie dzielimy np. na wykonywane codziennie (gdzie są klucze?!) czy okazjonalnie (gdzie ten przepis na przegrzebki?). Szukamy nerwowo (na pewno mam ten  bilet w torebce! Już, już, momencik). Szukamy rozważnie (kupić buty czarne do pracy, czy czerwone na imprezę?) i mniej rozważnie (…). Szukamy okularów, miejsca do parkowania, dobrej kosmetyczki, fryzjerki, która nie zniszczy włosów, niedrogiej zagranicznej oferty wakacyjnej (choć i tak pewnie skończy się na tym, że pojedziemy dziesiąty raz do Władysławowa). Robiąc brzuszki proste i skośne, szukamy talii, którą miałyśmy w liceum. Zapisując się na jogę szukamy siebie (może tam się znajdę/odnajdę?).  Niektórych rzeczy szukamy całe życie i nie…

  • Dla szukających w sobie talentu, czyli upycham pranie

    – Nie mam żadnego talentu. Kornelia potrzebny mi talent! Na już, a najpóźniej do jutra! – rozgorączkowana Iza krzyczała do słuchawki. – Ale taki biblijny? Żebyś mogła zakopać? – zapytałam półprzytomna, próbując upchnąć do pralki kołdrę i dwie poduszki. – Zwariowałaś? Do jakiego zakopania?!  Do odkrycia potrzebuję! – uściśliła. – Ja mam talent do psucia związków i urządzeń elektrycznych. Chcesz któryś? – oferowałam się. – Wariatka. Anka w pracy chwali się szydełkowaniem – przyniosła własnoręcznie wydziergany całun. Monika robi witraże – zakleiła nam jedno okno w pokoju Świętym Józefem z pastuszkiem, Ewka biega, Paweł zwija sushi językiem, a Maciek hoduje pszczoły na dachu. I to afrykańskie czy syberyjskie! Jakieś ostre…