Prawdziwy list miłosny.

-Sąsiadka przytrzyma mi drzwi – poprosiła pani Ala z trzeciego piętra. – Próbuję wyjść już z pięć minut, ale zaklinowałam się przez te walizki i teraz ani w tę, ani we wtę.

-Bardzo proszę – usłużnie szarpnęłam za klamkę, pchając jednocześnie kolanem większą walizkę. – Czyżby zimowy, dłuższy wyjazd?

-Jakby sąsiadka zgadła: dłuższy wyjazd z życia tego pana z trzeciego piętra, z którym pożycie przypominało wieczną zimę, chłód i mróz. A ja nie nadaję się na Królową Lodu. We mnie sąsiadko – sapała pani Ala szarpiąc walizki – ciągle tli się wulkan energii a serce gra sambę i tańczy kankana. Proszę sobie wyobrazić, że przez tyle lat małżeństwa ani razu nie napisał do mnie odręcznego, miłosnego listu!  Ani jednego! Ale koniec z tym! Do widzenia.

Zostałam jak ta głupia z otwartymi drzwiami i otwartą buzią, bo właśnie uświadomiłam sobie, że mnie również Współspacz nigdy  epistolograficznie nie rozpieszczał. Niczym romantycznym, papierowym nie obsypał, bo rachunki z  Biedronki ostentacyjnie wieszane na lodówce mówią raczej „patrz ile ten związek mnie kosztuje” i nie zaliczają się ani do romantycznych ani do odręcznych.

Obudziłam się rano zdenerwowana, że to już poniedziałek i że trzeba wstać i nie zdążyłam dośnić numerków w lotto i mam tylko trzy, więc marzenia o podróży dookoła świata znowu trzeba odłożyć.

Przeciągnęłam się, spojrzałam na stolik, a tam… odręczny list! Na różowym papierze.

Jest światełko w tunelu. Nie muszę się wyprowadzać z życia i szukać kogoś, kto powiesi żyrandol ten, co go kupiłam w sobotę. Współspacz nawet nie wie, że już był po cichu pakowany, a tu proszę: list, odręczny, pewnie bardzo romantyczny.

Oj, niech się schowa Marysieńka ze swoimi wypocinami do Jana III Sobieskiego.

Oj, trzeba będzie pisać podręczniki polskiego od nowa, bo takich wyznań nie znajdziecie w korespondencji Mickiewicza do Maryli.

Zapomniałam o niedoszłej wygranej. Założyłam okulary.

Różowy papier okazał się ulotką z pudełka po witaminach, na której Współspacz odręcznie napisał ołówkiem:

„Wstaw mi koszule do prania, bo nie będę miał na jutro”.

Cóż…jaka Józefina taki Bonaparte.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *