• Niewygodny temat

    -Muszę dokonać terminalnej eliminacji w najbliższą sobotę! – Krzyknęłam do dziewczyn siedzących w kawiarni. Rzuciłam się na fotel, rozpięłam szary płaszcz i wyciągnęłam nogi. Gośka wcinała bezę, Izka siorbała sok przez słomkę a Basia czekając aż jej kawa przestygnie, przeglądała czasopismo o modzie. Pan w mocno średnim wieku, zajmujący stolik obok, wychylił nos zza gazety. Popatrzył na mnie wzrokiem mówiącym: „zwykła wariatka, ale na wszelki wypadek przeniosę się”, zgarnął pod pachę gazetę i kapelusz, po czym oddalił się na drugi koniec kawiarni. Rzuciłam torebkę na pusty fotel i westchnęłam zrezygnowana. – Nie jestem dobra w nieboszczykach. – Nogi już wyciągnęłaś – zwróciła uwagę Izka ku ogólnej wesołości dziewczyn. Zabawne. Martwię…

  • Wielka pisarka

    Postanowiłam zostać wielką pisarką. Wielką w sensie poczytną, a nie wielką gabarytowo. Zapisałam się na kurs, który ma mi przybliżyć świat literacki, celebrycki a przynajmniej interpunkcyjny i stylistyczny. Mam się dowiedzieć jak uczesać nieuczesane myśli, jak rozczesać kołtuny zdań, żeby wyszła z tego elegancka fryzura, a nie gniazdo piorunem czesane. Do zajęć podeszłam z nabożeństwem, namaszczeniem i pokorą. Chciałam nawet założyć okulary, żeby mądrzej wyglądać, ale ponieważ bez okularów niewiele widzę to nie mogłam ich znaleźć. Nadszedł ten dzień i ta godzina. Połączyłam się online z grupą i prowadzącą zajęcia (prawdziwą pisarką!) i rozpoczęłam wędrówkę ku literackiej sławie. Właściwe to postawiłam dopiero pół stopy na tej drodze, ale oj tam,…

  • I pogrzeb wziął w łeb.

    – Ciesz się, że to nic gorszego – przywołała mnie do porządku Izka włączając czajnik. – Cieszę się – jęknęłam – naprawdę się (chlip) cieszę. – Tylko co? – Dopytywała Ewka wyłączając suszarkę. Poczekałam aż odprowadzi do drzwi ostatnią klientkę i znowu chlipnęłam: „Nic”. – Iza herbata to za mało – zarządziła Ewka. – Po zlewem jest coś mocniejszego. Miało być dla kontroli covidowej, ale chyba już nie chodzą. Przekręciła klucz w zamku, zasłoniła żaluzje i wyciągnęła palec w moją stronę: – Położysz się, wytną co trzeba, pobyczysz się na szpitalnym łóżku, podadzą coś fajnego w kroplówce. Same plusy. A może boisz się, że się nie obudzisz? – Oj nie…

  • Prawdziwy list miłosny.

    -Sąsiadka przytrzyma mi drzwi – poprosiła pani Ala z trzeciego piętra. – Próbuję wyjść już z pięć minut, ale zaklinowałam się przez te walizki i teraz ani w tę, ani we wtę. -Bardzo proszę – usłużnie szarpnęłam za klamkę, pchając jednocześnie kolanem większą walizkę. – Czyżby zimowy, dłuższy wyjazd? -Jakby sąsiadka zgadła: dłuższy wyjazd z życia tego pana z trzeciego piętra, z którym pożycie przypominało wieczną zimę, chłód i mróz. A ja nie nadaję się na Królową Lodu. We mnie sąsiadko – sapała pani Ala szarpiąc walizki – ciągle tli się wulkan energii a serce gra sambę i tańczy kankana. Proszę sobie wyobrazić, że przez tyle lat małżeństwa ani razu…

  • Nić porozumienia a właściwie cały łańcuch.

    Dzisiaj będzie opowieść z cyklu podróżniczych, zasłyszanych w trakcie zimowej wędrówki. I nie obruszać mi się, że czas zarazy a ja zwiedzam obce kraje, dalekie strony, bo wędrówka była z tych bliższych,  po ojczyźnie, a konkretnie po własnym mieszkaniu. Zwiedzałam kąty, dawno niewidziane szuflady, wspinałam się na szafki, zdobywałam szczyty szaf – ot takie piesze wędrówki przedświąteczne. Nie szłam sama – towarzyszył mi płyn do mebli, ścierka do kurzu i wyjątkowo wredny odkurzacz z wiecznie skręcającą się rurą, przez którą na usta cisnęły mi się różne słowa, bynajmniej nie słowa kolędy. Mówią, że podróże kształcą. Potwierdzam. W trakcie wędrówki dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. O, na przykład tego, że mam…

  • Covidowy wieczorek.

    No i się zaczęło. Wieść gminna rozniosła się po lasach, polach, łąkach i rodzinie: Kornelia ma wirusa. Paradę telefonów rozpoczęły cioteczki, córki jednej matki, rywalizujące pomiędzy sobą o wszystko – głównie o to która w młodości miała większe powodzenie i czy Franek Caban to przychodził do Hanki czy jednak tak naprawdę podobała mu się inna siostra i która. „Oby to była prawda, bo jestem na ciebie zła.- powiedziała pierwsza. – Żebym JA z internetów dowiadywała się, że masz wirusa!  Bo chyba jesteś chora? Czy to fikcja literacka? Wolę się upewnić zanim jak głupia podeślę Janka z rosołem. Sama nie przyjdę, bo jestem delikatnego zdrowia, ale Janek ma słaby łeb, ale…

  • Covidowe powidoki

    Dzień pierwszy: Byłam już kiedyś izolowana. W szpitalu.  Miałam wtedy 12 lat, żółtaczkę typu B oraz niebieską koszulę nocną z falbaną i bufiastymi rękawami. W szpitalu czułam się jak księżniczka zarówno przez tę falbanę jak i przez salę na najwyższym piętrze (wiadomo księżniczki mieszkają w wysoko położonych apartamentach). Na  tym jednak kończyły się prawie boskie atrybuty.  Nie posiadałam żadnego wybranka serca ani odpowiedniej fryzury, dlatego przez okno szpitalnej komnaty spuszczałam sznurek a nie warkocz, a paczki ze słodyczami i szamponem przywiązywał do niego tata a nie książę. Izolacja, jak zaznaczyłam na wstępie, to dla mnie nie nowość, dlatego ze stoickim spokojem przyjęłam i wynik testu i pisemną informację, że przez…

  • LIST OTWARTY

    LIST OTWARTY (bo się klej wylizał i nie mam jak zamknąć koperty). Szanowni Państwo, Chciałam Was z tego miejsc  bardzo serdecznie przeprosić i przyznać się w pierwszym zdaniu, że  decyzja o zamknięciu cmentarzy to MOJA wina. Nie ma co owijać w bawełnę i szukać winnych, bo winna siedzi teraz na łóżku, na którym dochodzi do siebie po kwarantannie a nie jak krzyczą z kuchni, symuluje opad z sił,  żeby nie robić obiadu (skądże!). Od początku. Bez konsultacji z rodziną zachciało mi  się kupić wieniec na grób. Miał się wyróżniać. Zamówiłam arcydzieło u miejscowego Michała Anioła nagrobnej florystyki. Wyszło pięknie  – połączenie jakże modnego stylu skandynawskiego z nutką glamour i muśnięciem…

  • Wpadłam na genialny pomysł…

    Zachciało mi się pożyć jak kobieta XXI wieku, taka z telewizji lub czasopism, która pakuje walizkę tudzież plecak, wyrusza dokąd chce, a nie tylko przemieszcza się utartą trasą praca-dom-spożywczak-praca-dom-spożywczak. Wymyśliłam… samotny kilkudniowy wyjazd. Wkładając do walizki sweter, dres, kostium kąpielowy, książki, dwa kilogramy maseczek pielęgnacyjnych, wyobrażałam sobie jak cudownie będzie wyłączyć telefon, odciąć się od cywilizacji, pobyć sama ze sobą. Nie wzięłam nawet laptopa, tylko notatnik i długopis i …pojechałam na Kaszuby. Las, jezioro, piękna pogoda – zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia, co nie jest jakimś wyczynem, bo zakochuję się często i przeważnie od pierwszego wejrzenia. Wieczorami siadałam na tarasie z lampką wina. Wsłuchiwałam się w ciszę.…

  • Pestka, obcas i empatia.

    Pędzę do domu na złamanie karku i obcasa 7  i pół centymetra wzwyż, pod jedną pachą trzymając kilogram mąki i cukru, a w drugiej ręce targając siatkę z zawartością przekraczającą dozwoloną ładowność o jakąś tonę. I lecę tak omijając kałuże, bo zaczęło padać dokładnie w chwili, kiedy wychodziłam z pracy, choć przez osiem godzin słonecznie jakoś było (!) i tak lecę i czuję, że wydłuża mi się ręka trzymająca siatkę  i zaraz przekonam się organoleptycznie na czym polega prawo grawitacji, bo mnie siata przeciąża, więc próbuję złapać równowagę odchylając się w stronę przeciwną do siaty i wyglądam teraz jak ten dzwonnik z tej spalonej katedry. I tak balansuję pomiędzy życiem…