Covidowy wieczorek.
No i się zaczęło.
Wieść gminna rozniosła się po lasach, polach, łąkach i rodzinie: Kornelia ma wirusa.
Paradę telefonów rozpoczęły cioteczki, córki jednej matki, rywalizujące pomiędzy sobą o wszystko – głównie o to która w młodości miała większe powodzenie i czy Franek Caban to przychodził do Hanki czy jednak tak naprawdę podobała mu się inna siostra i która.
„Oby to była prawda, bo jestem na ciebie zła.- powiedziała pierwsza. – Żebym JA z internetów dowiadywała się, że masz wirusa! Bo chyba jesteś chora? Czy to fikcja literacka? Wolę się upewnić zanim jak głupia podeślę Janka z rosołem. Sama nie przyjdę, bo jestem delikatnego zdrowia, ale Janek ma słaby łeb, ale zdrowe płuca to nic mu nie będzie. Postawi ci garnek pod drzwiami. Co Janku? A co ja takiego powiedziałam? Przecież nic złego. Cała rodzina doskonale wie, że masz słabą głowę i po ostatnich imieninach u Kornelii to chyba nie zdradzam żadnych tajemnic. O już się nadąsał. Kończę.”
„Gdzieś ty to złapała? – Zapytała druga. – A mówiłam zakładaj ciepłe majtki a nie te firanki, które trzymasz w szufladzie! Widziałam przypadkiem. A mówiłam zakładaj czapkę i szalik?! Mówiłam? I co z tego, że nie było mrozów? Babcia Helena zawsze opatulała się po sam nos i dożyła setki! Chyba chcesz dożyć setki? Chcesz? To musisz nosić ciepłe majtki. A wietrzysz pokój? Trzeba mocno wietrzyć. Wirus nie lubi zimna. Kożuch załóż i zawiń się w kołdrę, ale na Boga często wietrz pokój!”
„Bierz witaminę C i D – doradziła trzecia. – I koniecznie musisz kupić nebulizator i to na palec..ten… pulsometr. A…nie możesz wychodzić. Podjadę wieczorem, powieszę ci na płocie. A termometr masz? Na wszelki wypadek kupię drugi. Zapytać czy mają przenośne respiratorki? Nie przesadzam moja droga. To wezmę i dla siebie.”
„Dzwonił lekarz? – zainteresowała się kolejna ciocia. – Bo do znajomej lekarz z przychodni dzwonił dwa razy. Dwa razy! Pytał jak się czuje. Ale to wiesz…Warszawa. A do ciebie dzwonił? Dzwonił? No proszę. A my nie Warszawa”.
„Nie ma żadnego covida – stanowczo zdiagnozowała ciocia Zocha. – Grypę masz. Wiem co mówię”.
„To na pewno nie grypa – ponownie zadzwoniła ciocia Hania. – Słuchaj lekarza. Kto takie głupoty wymyśla, że wirusa nie ma? Niech zgadnę – pewnie Zocha. ale wiesz Zocha nigdy zbyt lotna nie była. Do tej pory myśli, że Franek Caban przychodził do niej, a przecież wiadomo, że do mnie”.
„Masz nową piżamkę na „w razie czegoś” do szpitala? – Dopytywała się ostatnia .- Wiesz, żeby nie świecić udami w szpitalu jak ci się nie daj Bóg pogorszy. Fifrak na ramiączka i krótkie spodenki to nie jest piżama. Zawsze trzeba mieć odłożoną piżamę do szpitala i sukienkę do trumny!”
Nie, piżamy na „w razie czegoś” nie mam – jęknęłam – i sukienki na ostatnie pożegnanie też nie, ale niech się ciocia nie martwi, na cioci pogrzeb ubiorę się w coś ładnego. Wstydu nie będzie”.
Powiedziałam to na głos? Chyba tak, bo cisza zaległa w telefonie . 🙂
Błagam niech już wynajdą lekarstwo na wirusa i proszę niech ono ma chociaż 40 procent!