-
LIST OTWARTY
LIST OTWARTY (bo się klej wylizał i nie mam jak zamknąć koperty). Szanowni Państwo, Chciałam Was z tego miejsc bardzo serdecznie przeprosić i przyznać się w pierwszym zdaniu, że decyzja o zamknięciu cmentarzy to MOJA wina. Nie ma co owijać w bawełnę i szukać winnych, bo winna siedzi teraz na łóżku, na którym dochodzi do siebie po kwarantannie a nie jak krzyczą z kuchni, symuluje opad z sił, żeby nie robić obiadu (skądże!). Od początku. Bez konsultacji z rodziną zachciało mi się kupić wieniec na grób. Miał się wyróżniać. Zamówiłam arcydzieło u miejscowego Michała Anioła nagrobnej florystyki. Wyszło pięknie – połączenie jakże modnego stylu skandynawskiego z nutką glamour i muśnięciem…
-
Wpadłam na genialny pomysł…
Zachciało mi się pożyć jak kobieta XXI wieku, taka z telewizji lub czasopism, która pakuje walizkę tudzież plecak, wyrusza dokąd chce, a nie tylko przemieszcza się utartą trasą praca-dom-spożywczak-praca-dom-spożywczak. Wymyśliłam… samotny kilkudniowy wyjazd. Wkładając do walizki sweter, dres, kostium kąpielowy, książki, dwa kilogramy maseczek pielęgnacyjnych, wyobrażałam sobie jak cudownie będzie wyłączyć telefon, odciąć się od cywilizacji, pobyć sama ze sobą. Nie wzięłam nawet laptopa, tylko notatnik i długopis i …pojechałam na Kaszuby. Las, jezioro, piękna pogoda – zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia, co nie jest jakimś wyczynem, bo zakochuję się często i przeważnie od pierwszego wejrzenia. Wieczorami siadałam na tarasie z lampką wina. Wsłuchiwałam się w ciszę.…
-
kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, hejtuje
– Nie odbierasz telefonu. Dodzwonić się królewno do ciebie nie można. Zaczęłam się martwić, że leżysz jako nieboszczka z zawałem pod stołem i kto mi wtedy brytfankę odda? Spadkobiercy się zlecą, łapę na majątku położą, jak udowodnię, że naczynie należało do mnie? To już wolałam przyjść, zdążyć jeszcze za życia odebrać co moje. Dlaczego tak nosem pociągasz?- Dopytuje Izka gramoląc się do mieszkania (z kolejną brytfanką szarlotki). -Przez literaturę i czytanie ze zrozumieniem- westchnęłam. -I właśnie dlatego po książki sięgam w ostateczności! Jak mam się doprowadzać do takiego stanu to podziękuję – puściła oko. – Nie flukaj nosem, bo pójdzie do zatok. Co się stało? -Aj tam. Wieczorem było tak…
-
Historia na wskroś dramatyczna, czyli…poszedł ojciec na zebranie.
I jak zwykle to moja wina. Za późno dowiedziałam się o zebraniu szkolnym, nie mogłam odwołać swojego spotkania, więc chcąc nie chcąc, dzisiaj wieczorem naszą rodzinę na zebraniu klasowym musiała reprezentować jej głowa, czyli ojciec. Radość biła z niego ogromna i chyba nie dowierzał szczęściu, bo co chwila mnie pytał: „A ty na pewno nie możesz iść?”, jakby się bał, że odbiorę mu rozkosz siedzenia w ławce, rozmowy z innymi rodzicami, opłacenia składek na ubezpieczenie i… (wisienka na torcie!) – poznania w końcu wychowawczyni, która pełni tę funkcję już prawie cztery lata. Chwilę pobawiliśmy się w „Milionerów”. Padały pytania za sto złotych: – „Którędy mam wejść?” Znałam odpowiedź: – „Głównym…
-
Jak uratowano mój Instagram, czyli wielka miłość.
Już miałam likwidować konta w social mediach. Już wyciągałam rękę, aby nacisnąć: kasuj to! Powód? Wczoraj wieczorem wydarzyło się coś cudownego! Jakiś przystojniak z Chin napisał do mnie na Instagramie: „hello gorgeous, my beauty”. Obrażał czy pięć złotych chciał pożyczyć? Ciekawość wzięła górę. Wyszarpnęłam słownik spod szafy (dzięki niemu mebel jeszcze jakoś stoi) i wyszło mi, że człowiek z dalekiego kraju urodę moją wychwalał. Zerknęłam do lustra. Łypnęłam okiem. Zdziwiłam się, ale wiecie – w różnych krajach kanony piękna są różne. Mogłam się więc wstrzelić w azjatycki. Przybliżyłam ekran komputera. Pan Chińczyk na zdjęciu prężył dumnie pierś, a szyję oplatał mu stetoskop. Lekarz znaczy się. Przecież niemożliwe żeby ktoś kłamał…
-
Wakacyjny romans.
-W taki upał lody smakują wybornie – Izka zamknęła oczy, rozkoszując się truskawkową gałką. -Ma któraś ochotę na więcej? – Zapytała Zuza wstając od stolika. Siedziałyśmy na tarasie kawiarni z widokiem na morze. Szukałyśmy chłodu. Gdybyśmy szukały udaru, siedziałybyśmy na plaży. Żadna nie chciała ryzykować, że zamiast z opalenizną wróci do domu z oparzeniami. Kolejny dzień zaprzyjaźniałyśmy się z miejscowym baristą i barmanem w jednym. Karta drinków w lokalu powoli, nieubłaganie kończyła się, a przed nami jeszcze tyle dni odpoczynku. Byłam ciekawa jak chłopak rozwiąże problem. Poszuka inspiracji w internecie? -Kornelia – wodę, herbatę czy tylko szklankę?- rozbawiła mnie pytaniem Zuza. -Szklankę. Koniecznie mrożoną. Może być wstrząśnięta, ale nie obtłuczona…
-
Dzieci dzwonią z kolonii, czyli mali hipochondrycy.
-Mamo czy jestem na coś uczulony?- Z takim pytaniem zadzwonił do Izy syn. Wyjechał tydzień temu na kolonię nad jezioro. -Nie, nie jesteś. Stało się coś?- zainteresowała się Iza. -Bo mam takie czerwone policzki. Bardzo. Naprawdę. Rano nie miałem – kontynuował. Piotruś dba o siebie wyjątkowo. Kiedy skaleczy się w palec, pokazuje ranę całej rodzinie i owija rękę bandażem aż do łokcia. -Byliście dzisiaj nad jeziorem? -Tak – przytaknęło dziecko. -Kąpaliście się? -Tak. -Jak pływałeś miałeś głowę nad wodą? -Tak. Czy to coś poważnego? Muszę jechać do szpitala? – zapytał podekscytowany. – Nie synu. Opaliłeś się po prostu -sprowadziła go na ziemię Iza. – Kolejny hipochondryk rośnie – mruknęła rozłączając…
-
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz.
-Zwalniam go za tydzień – powiedziała Anka przegryzając arbuza. -Rozumiem, że nie apartament w Ritzu- zażartowałam. -Bartka zwalniam. Dałam mu miesiąc. Owszem, cieszy oko i nawet pogadać z nim można, ale reszta dramat: żadnej własnej inwencji, żadnego własnego pomysłu. Czeka, aż ja podsunę temat. Byliśmy w Kazimierzu, bo wspomniałam, że to ładne miasto. Na pierwszą kolację poszliśmy do restauracji obok pomnika Mickiewicza, nieopatrznie wyraziłam zachwyt miejscem to nie zabiera mnie już nigdzie indziej. Karta dań dawno się skończyła i Bartek też się skończył. -Nie przesadzasz? Wodzireja szukasz czy mężczyzny na życie? -Wodzirejem też bym nie pogardziła – westchnęła Anka.- Wiesz co zrobił w poprzedni weekend? Przemalował mieszkanie, bo mu powiedziałam,…
-
Dlaczego nie mamy szczęścia w miłości?
-Wiesz, że kawa należy do najczęściej spożywanych napojów na kuli ziemskiej, a statystyczny Polak wypija jej trzy kilogramy rocznie- Iza przyniosła mi kolejną filiżankę. -My na pewno podwyższamy statystyki – odpowiedziała Zuza. – Nie wyobrażam sobie poranka bez kawy z mlekiem. -Poranka, środka dnia, popołudnia – wyliczałam. – W pracy, w domu, na urlopie. W każdym miejscu i czasie. A tę kawiarnię lubię najbardziej. -Leżenie na plaży wyszłoby taniej – zauważyła Basia,- ale rzadko wyjeżdżamy razem, więc nie marudzę (uniosła ręce jakby się broniła). Przesiądźmy się na sofę na tarasie. Pogapimy się na morze i poudajemy damy odginając mały palec trzymając filiżankę. Rozciągnęłyśmy się na sofach delektując się kawą. Przy…
-
Lato, plaża, wakacje, czyli od przeznaczenia nie uciekniesz
Nie jest łatwo pisać na plaży, kiedy długopis wyślizguje się z nasmarowanej olejkiem dłoni, a piach sypie w oczy. Jakaś panna co pięć minut strzepuje kocyk, a wiatr przenosi wszystko na mnie. Nie robię awantury. Może to jedna z tych, której odrobinka piasku uwierającego w tyłek powoduje dyskomfort psychiczny? Co robi w takim razie na plaży? Dopóki nie zasypie mnie całej, nie odezwę się. Chociaż – gdyby zrobiła ze mnie rzeźbę piaskową, mogłabym się stać atrakcją nadmorską i zgarnąć ładną sumkę za oglądanie. Muszę pomyśleć. – Gdybym miała parawan -westchnęłam. – Ja ci dam parawan. Umówiłyśmy się, że nie robimy developerki parawanowej – Zuza wróciła z kąpieli w Bałtyku. -Wiem,…














