Jak uratowano mój Instagram, czyli wielka miłość.

Już miałam likwidować konta w social mediach. Już wyciągałam rękę, aby nacisnąć: kasuj to!

Powód? Wczoraj wieczorem wydarzyło się coś cudownego! Jakiś przystojniak z Chin napisał do mnie na Instagramie: „hello gorgeous, my beauty”.

Obrażał czy pięć złotych chciał pożyczyć? Ciekawość wzięła górę. Wyszarpnęłam słownik spod szafy (dzięki niemu mebel jeszcze jakoś stoi) i wyszło mi, że człowiek z dalekiego kraju urodę moją wychwalał.

Zerknęłam do lustra. Łypnęłam okiem. Zdziwiłam się, ale wiecie – w różnych krajach kanony piękna są różne. Mogłam się więc wstrzelić w azjatycki.

Przybliżyłam ekran komputera. Pan Chińczyk na zdjęciu prężył dumnie pierś, a szyję oplatał mu stetoskop. Lekarz znaczy się. Przecież niemożliwe żeby ktoś kłamał w internecie i wrzucał czyjeś zdjęcia. Ależ skąd.

Czyli lekarz…

Nie namyślając się długo zaczęłam pakować walizki. Jeśli mężczyzna pisze  w ten sposób do kobiety to oczywiście, że w celach matrymonialnych. Nie ma co czekać, mamusia zawsze mówiła: „kochanie pamiętaj, najlepsza partia to albo prawnik albo lekarz”.

I kiedy targałam walizki, w drzwiach zatrzymał mnie mąż przypominając że jestem uczulona na sos sojowy.

Kurde! Zapomniałam!

Także tego… wróciłam do pokoju rozpakować się.

Człowiek latami szuka wielkiej miłości,  a jak się zjawi na Instagramie to w komplecie z przeszkodą.

Życie bywa okropnie niesprawiedliwe.

Konta na Facebooku i Instagramie mam nadal.

 

foto-bank unsplash

 

 

 

 

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *