Historia na wskroś dramatyczna, czyli…poszedł ojciec na zebranie.
I jak zwykle to moja wina. Za późno dowiedziałam się o zebraniu szkolnym, nie mogłam odwołać swojego spotkania, więc chcąc nie chcąc, dzisiaj wieczorem naszą rodzinę na zebraniu klasowym musiała reprezentować jej głowa, czyli ojciec.
Radość biła z niego ogromna i chyba nie dowierzał szczęściu, bo co chwila mnie pytał: „A ty na pewno nie możesz iść?”, jakby się bał, że odbiorę mu rozkosz siedzenia w ławce, rozmowy z innymi rodzicami, opłacenia składek na ubezpieczenie i… (wisienka na torcie!) – poznania w końcu wychowawczyni, która pełni tę funkcję już prawie cztery lata.
Chwilę pobawiliśmy się w „Milionerów”. Padały pytania za sto złotych:
– „Którędy mam wejść?”
Znałam odpowiedź:
– „Głównym wejściem.”
Kolejne za pięćset:
– „Tym obok donicy z tują?”
To było trochę podchwytliwe, ale nie dałam się:
-„Nie. Tym obok donicy wchodziłeś jak mały był w pierwszej klasie, a już nie jest. Przy głównym wejściu stoi sosna.”
– „Znam kogoś w tej klasie?”
Tu rzuciłam koło ratunkowe:
– „Znasz tatę Janka. Zmieniasz u niego opony.”
(Chyba wygrałam milion)
Ze zdziwieniem patrzyłam jak głowa rodziny przygotowuje się do wyjścia, bo to w końcu zwykłe zebranie, a nie manewry wojenne, ale mężczyzna musi być przygotowany na każdą ewentualność, a nie wiadomo co w tak nieznanym środowisku jak szkoła może go zaskoczyć:
„Długopis jest, notes stukartkowy jest, telefon jest, portfel jest, kluczyki do auta są!” – wymamrotał, ostatni raz rzucił mi błagalne spojrzenie, ale udałam, że kicham i pojechał.
Zanim wszedł do klasy zdążył mi wysłać smsa: „Jestem tu jedynym mężczyzną, zadowolona?!”
Hmm czy to znaczy, że poczuł się w tym gronie jak prawdziwy mężczyzna czy, że przyszły tylko kobiety?
Jak myślicie?😅😀😉
Wieczorem zadzwoniła wychowawczyni: „Pani Kornelio zauważyłam, że pani mąż notował każde moje słowo. Nie kręcił się i nie wiercił. Nie gadał. Wzruszyłam się. W całej mojej karierze nauczycielskiej nikt tak uważnie mnie nie słuchał.”
Z notatek (cztery strony A4 zapisane maczkiem) pozostawionych mi ostentacyjnie na stole w kuchni, wyczytałam, m.in. że uczniowie siedzący w ławkach z przodu klasy huśtają się na krzesłach, a ci z tylnych ławek śpią na stolikach.
Żeby mieć ogląd sytuacji, dopytałam latorośl w której ławce siedzi. W pierwszej.
Uff! Czyli nie śpi.
😁
A na załączonym zdjęciu pstrykniętym mi przez Anię Marię Zagórską, zastanawiam się kto pójdzie na kolejne zebranie. I chyba już wiem.
A jak u Was z zebraniami? Kto chodził: matka, ojciec czy…raczej matka?