• Może to mój ostatni wpis…

    Zaraz przejedzie mnie jakiś samochód. Stoję na środku ulicy i nie wiem w którą stronę się ruszyć. Jestem rozdarta. Mam ogromny problem i nie widzę rozwiązania. Rozterki Hamleta wydają się niczym w porównaniu z moimi rozterkami. On tylko pytał „być czy nie być”, moje pytanie ma więcej czasowników. Ale czuję się jak on – samotna, pozostawiona samej sobie, bez nadziei na znalezienie właściwej odpowiedzi. Co robić? Do kogo zadzwonić? Kogo zawołać? Hop, hop pomoże ktoś? Nasłuchuję. Znikąd pomocy. Zaczyna padać. Stoję ciekając wodą i rozglądam się. Po jednej stronie ulicy – salon kosmetyczny „Piękniejsza ty”, a po drugiej -„Jak ta lala”. Nie mogę się zdecydować do którego wejść. Nie wiem…

  • Pan tu nie stał, a pani jest spóźniona.

    Nie wiem skąd i kto w przychodni dowiedział się, że lubię gry towarzyskie. Na pewno nie mówiłam tego podczas ostatniej wizyty u lekarza rok temu, bo jedyne co mogłam wtedy wykasłać to: „chrypa utrzymuje się od czterech dni, tak mam kaszel, ale nie rozróżniam suchego od mokrego”. Na pewno nie dowiedzieli się tego od Izki, bo odkąd przegrała ze mną w sobotę w makao, udaje obrażoną (minie jej do następnej gry, jak zwykle). Inne przyjaciółki  też tego nie zdradziły, bo nawet gdyby chciały zatelefonować to dodzwonić się do przychodni na początku tygodnia w sezonie grypowym??? Życzę powodzenia. Współspacza również nie podejrzewam, bo w ogóle o mnie z nikim nie rozmawia.…

  • Modele spędzania wolnego czasu.

    Lubię niedziele. Można dłużej pospać, chodzić cały dzień w piżamie, nadrobić zaległości czytelnicze lub po prostu zwyczajnie włączyć komputer i prześledzić co też takiego ciekawego mają nam do zaoferowania sklepy internetowe. Można też, tak jak ja, spędzić kilka godzin w szpitalu na SORze. Można nie oznacza trzeba. Spędzajmy niedziele jak kto woli. Niczego wam nie narzucam. Ja też wolałabym siedzieć z laptopem na kolanach, niż z tyłkiem na szpitalnym krzesełku. Ale stało się. Ostatni weekend karnawału zostanie zapamiętany nie z powodu oszałamiającej kreacji, w którą się wcisnęłam (czarna sukienka z koronki, z dekoltem prawie do kolan, na widok którego brunet zapytał „a królewna nie obawia się przeciągów?”), ale z powodu…

  • Chciała prezent to ma.

    Gośka była wściekła. Emocje  przeniosła na kubek, zamaszyście mieszając w nim  łyżką i rozchlapując herbatę. -Siorbał barszcz i nawet okiem nie mrugnął, kiedy robiłam z siebie durnia. Cała rodzina przy stole, a ja z wyciągniętą łapą cieszę się z prezentu – złotego pierścionka z diamentem. Uśmiecham się. Matka go chwali. Duma mnie rozpiera, a ten wsuwa barszcz z twarzą pokerzysty. Myślę: „skromny człowiek”. A ten oszust, oszust… – Gośka miesza herbatę, a właściwie to już tylko dzwoni łyżką w pustym kubku. -Gdybyś tak dopłynęła do brzegu z tą opowieścią kochana – poprosiła Basia wycierając blat. -Bo facetom się nie ufa, sto razy mówiłam, ale kto mnie słucha?-Padło retoryczne pytanie spod…

  • Nikt nie rozumie artystów!

    Czy jako dziecko bawiłaś się w widoczki? Trzeba było znaleźć szkiełko, zerwać ukradkiem bratki  lub róże z klombu, wykopać dołek w ustronnym miejscu (najczęściej za blokiem, pod balkonami) i ułożyć w nim kompozycję z kwiatów. Przykrywaliśmy je szkiełkiem, zasypywaliśmy ziemią, by następnie odgarnąć troszkę  ze środka i zobaczyć jaki wyszedł obrazek. Do zrobienia widoczku używaliśmy również patyczków, liści, ale i sreberek po czekoladzie. Byłam właścicielką całkiem pokaźnej galerii dzieł kwietno-liściastych. Jak tak pomyślę to od małego ciągnęło mnie w stronę sztuki. Ale również od małego nie byłam rozumiana przez otoczenie. Nie wiedząc czemu, zostałam ukarana, kiedy okazało się, że do zrobienia ostatniego dzieła użyłam banknotu leżącego na stole. Nie umiałam…

  • Samochwała dawno w kącie nie stała.

    „Oj nieładnie się przechwalać, oj nieładnie” – mówiła nam pani w szkole, mówiły babcie, ciocie. Dobrze wychowane dziewczynki nie przechwalały się. Uczyły się na pamięć wierszyka o Samochwale i znały konsekwencje chlapania jęzorem co popadnie. Swoją drogą zawsze podobała mi się ta zadziorna dziewczynka. Stała w kącie, a i tak brzęczała pod nosem jaka to jest zdolna niesłychanie. Nie dała sobie wmówić, że ma być jak wszyscy, przeciętna. Czuła się wyjątkowa jak  jej najpiękniejsze ubranie. W dzisiejszych czasach Samochwały nie stoją w kątach. Jest ich tak dużo, że zajęłyby wszystkie kąty świata. Ale nie są tak sympatyczne jak ta z wierszyka Brzechwy. Zajmują lewy pas na autostradzie jadąc wolniej niż…

  • Do czego służy tusz do rzęs?

    Nie przejmuj się – łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jestem miła. Jestem do cholery miła!  Na dzień dobry odpowiadam dzień dobry.  Cieszę się z sukcesów innych. Nie pluję jadem. To wszystko za mało… Za mało, żeby traktować mnie jak człowieka. Jestem kobietą słabą, wahającą się, z kompleksami, pomimo świadectw z czerwonym paskiem, kurzących się gdzieś w szafie. Wiadomości zdobyte podczas odległej edukacji pewnie się zdezaktualizowały, ale są jedynym potwierdzeniem, że głupia chyba jednak nie jestem, skoro wkułam złoża naturalne Konga, budowę pantofelka i eugleny zielonej na całkiem przyzwoite oceny. Świat się zmienił. Wymyślono koło. Osiągnięto postęp, a ja ciągle tkwię mentalnie w odległych czasach, kiedy wszystko było prostsze. A może tylko…