Co ty w nim widzisz, czyli wada wzroku.

1,  2, 3 SZUKAM

Szukamy. Poszukiwanie mamy we krwi. Poszukiwanie dzielimy np. na wykonywane codziennie (gdzie są klucze?!) czy okazjonalnie (gdzie ten przepis na przegrzebki?). Szukamy nerwowo (na pewno mam ten  bilet w torebce! Już, już, momencik). Szukamy rozważnie (kupić buty czarne do pracy, czy czerwone na imprezę?) i mniej rozważnie (…).

Szukamy okularów, miejsca do parkowania, dobrej kosmetyczki, fryzjerki, która nie zniszczy włosów, niedrogiej zagranicznej oferty wakacyjnej (choć i tak pewnie skończy się na tym, że pojedziemy dziesiąty raz do Władysławowa). Robiąc brzuszki proste i skośne, szukamy talii, którą miałyśmy w liceum. Zapisując się na jogę szukamy siebie (może tam się znajdę/odnajdę?).  Niektórych rzeczy szukamy całe życie i nie znajdujemy ich, inne pojawiają się znikąd. Do której kategorii zaliczyć poszukiwanie właściwego mężczyzny?

Nie lubię grać w poszukiwanie, szczególnie jeśli chodzi o szukanie tego jedynego. Wydawało mi się, że już nie muszę szukać – do wczoraj, kiedy doprowadził mnie do płaczu. Teraz mam podpuchnięte oczy. Będzie je widać cały dzień. Dobrze, że mam wolne i nie trzeba odpowiadać ciekawskim w pracy: „Oczy? Alergia na pyłki”. Pyłki! Na jeden pyłek szczególnie mam uczulenie. Pyłek powiedział: „Niczego ci nie obiecywałem. Niczego ode mnie nie oczekuj. Jestem samotnikiem. Lubię żyć według swoich zasad. Teraz najważniejsza jest moja forma na zawody. Przez najbliższe pół roku skupiam się tylko na tym. I to nie jest spowiedź  przed rozstaniem”.  Rzucił mnie, czy tylko przesunął na dalszy plan, do momentu aż zdobędzie tytuł mistrza kraju czy kosmosu?

Kolejny raz musiałam odpowiadać przyjaciółkom na pytanie: „Co ty w nim widzisz?!”

Sylwia (zakręcona na punkcie fitnessu) biegając na bieżni sapie do słuchawki: „Nie obraź się kochana, ale ani to przystojne, ani miłe, no i ma tendencje do tycia”. Monika (miłośniczka psychologicznych książek): „To typowy toksyk. Trochę ci da, potem zabierze, powie, że kocha, by za chwilę ze zdziwieniem zapytać: ja to mówiłem? Przyjemność sprawia mu jak cierpisz. Podręcznikowy przykład. Polecę ci jedną książkę”. Baśka (matka pełną gębą, miłośniczka radykalnych rozwiązań, nie odkleja plastra powoli, tylko odrywa stanowczym ruchem): „Na litość boską tylko nie dzwoń do niego!  Nie dzwoń, nie odbieraj telefonów! Masz do niego nie pisać! Wywal go ze znajomych! Zablokuj! Zakop! Obiecaj mi to! Przysięgnij, że to zrobisz! Przysięgnij!!!” Ania feministka: „Jest XXI wiek. Kobieta nie potrzebuje mężczyzny, żeby czuć się spełnioną! Zamknij ten rozdział i idź dalej. Na Grójeckiej otworzyli nowe studio jogi. Skoczymy?”

Okazuje się, że naszym koleżankom Pyłek nie leżał od początku. Od razu wiedziały co to za ziółko. Przejrzały go. Zuza, ekonomistka i fanka Excela, radzi: „Zrób wykres, tabelkę, co tam chcesz. Wypisz wszystkie wady i zalety, a potem sprawdź, podlicz. Zobacz co ci wyjdzie. O ile cokolwiek sensownego wyjdzie.”

Zrobiłam tabelkę. Po stronie zalet wpisałam tylko jedną pozycję: JEST. Mało prawda? Znowu trzeba zacząć grę:

1, 2, ,3 szukam!

 

photo by 64MM form flickr.com

8 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *