-
Pestka, obcas i empatia.
Pędzę do domu na złamanie karku i obcasa 7 i pół centymetra wzwyż, pod jedną pachą trzymając kilogram mąki i cukru, a w drugiej ręce targając siatkę z zawartością przekraczającą dozwoloną ładowność o jakąś tonę. I lecę tak omijając kałuże, bo zaczęło padać dokładnie w chwili, kiedy wychodziłam z pracy, choć przez osiem godzin słonecznie jakoś było (!) i tak lecę i czuję, że wydłuża mi się ręka trzymająca siatkę i zaraz przekonam się organoleptycznie na czym polega prawo grawitacji, bo mnie siata przeciąża, więc próbuję złapać równowagę odchylając się w stronę przeciwną do siaty i wyglądam teraz jak ten dzwonnik z tej spalonej katedry. I tak balansuję pomiędzy życiem…
-
Miłość w czasach pandemii
Siedzę na kanapie z laptopem na kolanach, przeglądam modowe strony internetowe, zajadam truskawki. Pralka alarmuje, że można już wyjąć z niej pranie, ale każdy udaje głuchego. Brunet dłubie w expresie do kawy. Wykręca śrubki, śrubeczki i inne elementy urządzenia układając je na stole i deklamując cicho poezję pandemiczną. Strofy o „zarazie” i „żeby to cholera wzięła” brzmią raz ciszej, raz głośniej, z właściwą intonacją. Ot zwykły covidowy dzień. -Kochasz mnie? – pada z sofy. – Ta – odpowiada domowy Adam Słodowy znad expresu do kawy. – Bardzo? – dopytuję. – Ta – konwersacja wznosi się na wyżyny. – A gdybyś to miał wyrazić kwotowo? – Nie ma takiej kwoty –…





