Skandal! Nie odpuszczę!

Chciałam zaprotestować, a ponieważ nie bardzo wiem do kogo adresować swoje pretensje, umieszczam je publicznie, łudząc się, że trafią do właściwych osób.

Nie może tak być, że fale hejtu wylewają się tylko  na ludzi sławnych, pięknych i bogatych, a na mnie nie. Uważam za wysoce niesprawiedliwe i społecznie szkodliwe omijanie mojej osoby. Spełniam wszelkie kryteria: żyję (sprawdziłam: puls mam, oddycham, czyli  nie nakłamałam)  i istnieję w sferze publicznej poprzez swoje teksty (i tu drobna podpowiedź: zawsze można się wyżyć, że postawiłam przecinek nie w tym miejscu, co potrzeba, czyli jestem jełopem interpunkcyjnym). Dociekliwi mogą nawet zobaczyć jak wyglądam, bo w czeluściach internetu umieściłam swoją twarz (patrz: zdjęcie profilowe). Co prawda na nosie mam okulary i za bardzo nie widać czym piękna dziewoja czy maszkara, ale zawsze można skrytykować moje patrzałki  (że beznadziejne), albo białą bluzę (że głupi napis, albo przynajmniej za duży), że się garbię, albo siedzę za prosto (tu już pozostawiam dowolność).

Hejt w pracy się nie liczy, bo jak się pracuje z kobietami to zawsze cię obmówią, zawsze coś je będzie uwierać,  zawsze będę nie taka jak powinnam. Dopóki nie rzucają we mnie kamieniami, nie zwracam uwagi, a kamyczki zawsze można wytrzepać z buta  i pójść dalej robiąc swoje.  Oczywiście, że mi przykro, ale jak pisałam wcześniej – to część życia. Nie da się przez nie przejść,  bez oblepienia się śliną innych. Kłopot w tym, że plotki, ploteczki, obmowy w pracy, dotyczą mnie jako osobą prywatnej (nie chwalę się, że układam słowa w zdania i wrzucam do sieci, to nie wiedzą, że pretenduję do bycia celebrytką), a ja jęczę o uwagę publiczną.

Oczywiście nie czytam portali plotkarskich. Oczywiście! Tak mi się czasami coś rzuci w oczy to zerknę. Nie po to mam dwie gały żeby je zamykać, jak tyle się dzieje ciekawego na tym świecie. I widzę tytuł: „pani X jest beznadziejna, bo założyła brązowe kozaki do czarnej sukienki”, to szybko zakładam podobne i co? I nic. Pies z kulawą mnie nie zaczepia na ulicy, a Olimpia powiedziała, że nareszcie wyglądam jak człowiek, a Basia z Izą to nawet zapytały gdzie kupiłam. Dramat te moje przyjaciółki. Żadnej pomocy.

Piosenkarki, aktorki, dziennikarki, ba… nawet niektóre pisarki są oceniane negatywnie, przez pryzmat nie tylko wyglądu, ale miejsca czy sposobu spędzania wolnego czasu, co tylko nakręca ich karierę, to pojechałam do Łeby nakręcić swoją i znowu nic. Nikt nie zaproponował odciśnięcia dwóch dłoni  na chodniku w alei sław. Może częściowo dlatego, że w Łebie nie ma takiej alei, ale chodnik mają, więc to tylko wymówka. Walczyłam o uwagę trzęsąc się przez dwie godziny w zimnym Bałtyku  w nadziei, że ktoś zauważy i napisze artykuł: „Autorka bloga z kokardą na głowie pływa na pontonie”. Zauważył tylko pan ratownik krzycząc, że ponton znosi mnie do Szwecji. Szwedzkiego nie znam, więc wróciłam na polski brzeg.

Stworzyłam blog, który czytają kobiety lubiące ironiczne podejście do życia, mające dystans do siebie, ale ja jako autorka pozostaję nadal anonimowa. Ani jednej wzmianki na portalu plotkarskim. No naprawdę! Skandal!

Moment! Mam! Wpadłam na świetny pomysł! Napisałam sama do siebie hejterskiego smsa. He he he. Zaraz go wyślę. Chciałabym zobaczyć swoją minę jak będę go czytać. Na pewno się popłaczę, jak mazgaj i ostatnia ciamajda. I dobrze mi tak. Żal po prostu jaka jestem beznadziejna.

 

P.S. A niech tam. Załączyłam zdjęcie ze swoją gębą. Monika je robiła. Stanęłam obok znaku drogowego, bo myślałam, że taka ironia, że niby „zakaz wstępu dla 30-tek” a ja przecież mam trochę więcej i się na pewno  koleżanki uśmiechną: „o jaki miała świetny pomysł”. Był świetny dopóki nie uświadomiłam sobie co naprawdę oznacza: ograniczenie prędkości.

Innymi słowy:  nie rozpędzaj się tak kobieto, bo jeszcze na coś wpadniesz i rozbijesz nos!

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *