-
Całować czy nie całować? Oto jest pytanie.
Sytuacja sprzed chwili: Ona wsiada do pociągu, ale stoi jeszcze w drzwiach. On został na peronie, ale widać, że wolałby pojechać z Nią. Patrzą na siebie. Nic nie mówią. Chwila wahania, On wskakuje na schodki wagonu, przytula Ją, całują się. Romantyczna chwila. Nagle słychać głos konduktora: „Panie pociąg ma opóźnienie, a pan się za całowanie wziął!” I szast mu drzwi przed nosem. Bardzo dobrze! Gonić całuśników. Tfu. To przez nich te opóźnienia w kursowaniu pociągów. Znowu mi pomidorowa w domu wystygnie. zdjęcie: Vane z Pixabay
-
Kto ma tyle wdzięku co ja, czyli skromność wrodzona.
Dzień dobry. Jak spędziłyście weekend? Ja na gotowaniu. Jako totalne beztalencie kulinarne zdobyłam się w końcu na odwagę, żeby spenetrować ten obszar bliżej mi nieznany. Wzięłam udział w warsztatach pewnej międzynarodowej szkoły kulinarnej w Łodzi. Mam nawet dyplom z lepienia pierogów. Pokazałabym, ale ubrudził się mąką. Czy widać na zdjęciu jak profesjonalnie smażę cebulę? Gdybym wiedziała, że to zdjęcie dostanie tyle lajków na Facebooku, zapisałabym się na kurs… smażenia konfitur. Co by było bardziej prestiżowo.
-
My dzieci PRL-u…
Tylko dzieci PRL-u mogą w pełni zrozumieć dziką radość jakiej doświadczam od kilku dni. Radość, która wytrąca mi długopis z ręki i odsuwa pisanie na dalszy plan, bo zamiast spełniać się twórczo, biegam po sklepach w poszukiwaniu mebli i rzeczy do mojego (!) pokoju, szumnie zwanego biblioteką lub gabinetem. Nie będę już dzielić biurka z nastolatkiem odrabiającym pracę domową o Kochanowskim i nie dostanę rozstroju nerwowego widząc zdanie „Kochanowski urodził się pod lipą, dlatego czerpał z niej natchnienie”. Latorośl dostała swoje biurko w pokoju obok, dokąd przeniosła się z zeszytem, a rozstroju nerwowego niech teraz dostaje pani od polskiego. Skąd ta dzika radość? Odkąd pamiętam nigdy nie miałam swojego kąta.…
-
Jak spełniają się marzenia.
Waham się czy to pisać. Nie wiem czy się chwalić czy nie. Obawiam się waszej reakcji. Zaraz któraś się rozbeczy z żalu, że tak nie ma. A może po prostu nie wypada się chwalić, ale co tam…jestem kochana i mam na to dowód! Co więcej – ktoś stawia na pierwszym miejscu spełnianie moich marzeń. Nie swoich, a moich. Jak się z tym czuję? Hmm… Wzruszyłam się ostatnio po powrocie do domu. Najbliżsi wiedzą, że marzę o podróży do Paryża, zobaczeniu wieży Eiffla, to rzucili się spełniać marzenie. W koszu na pranie piętrzą się rzeczy, rosną, rosną, a moich kochani spełniacze marzeń dokładają kolejne, żebym mogła tę wieżę zobaczyć w jak…
-
Przyłapana. Uchwycona. Uwieczniona.
To jedno ze zdjęć ze świeżutkiej sesji. Moja mina to ostrzeżenie dla Ani: a spróbuj mi powiększyć tyłek! Trochę trudno nam się biegało wśród drzew, bo tylu panien młodych na metr kwadratowy parku, dawno nie widziałam. Chyba kto żyw pozował w sobotę do zdjęć! Na profilu Ani widać, że to czarodziejka obiektywu. Zajrzyjcie. Przekonajcie się sami. #AnnaMariaZagorskaPhotography.




