-
Do trzech razy sztuka.
Najpierw skusiły mnie kolory, piękne – różowe, czerwone, białe, srebrzyste. Potem zapach – letni, wiosenny, truskawkowo-cytrynowy, malinowy. Oczy ucieszył kształt. Serca, serduszka, kuleczki, prostokąty rozpychały się w gablocie jednej z warszawskich cukierni, do której miałam nie zaglądać, bo przecież znowu od jutra przechodzę na kolejną dietę, ale jakoś tak, no wiecie, jakoś tak samo wyszło, że weszłam. „Pożegnam się chociaż z torcikiem malinowym na spodzie z kruchej bezy. Przecież nie można odchodzić bez pożegnania. To niekulturalne” – dorobiłam teorię i wlazłam. Maseczka skrywała uśmiech, portfel skrywał ostatnie dwie dychy. Musiały wystarczy. Terminal nieczynny. Błądziłam wzrokiem po gablocie. Zatrzymałam go dłużej przy torciku i się zaczęło. – Piękny ten torcik. Może…
-
Pande(ko)miczna sytuacja
Dopadli mnie. Najpierw rano katar w domu, a potem konduktor w pociągu . Zaczęło się niewinnie. Otworzył drzwi przedziału i rzucił standardowe: „Bileciki do kontroli”. Nie przejęłam się. Znam procedurę: ja grzebię w torebce, a on przewraca oczami lub wzdycha. Tym razem było inaczej. Konduktor omiótł nas wzrokiem i zatrzymał się dłużej na współpasażerce, której znad maseczki wystawało pół nosa i kawałek brody. Podniósł brew i głos, zwracając się jadowicie z pytaniem: „Nie znamy paragrafu 18 rozporządzenia Rady Ministrów?!!” Zapadła cisza. Jakaś mucha przeleciała. Pani głośno przełknęła cukierka, którego chwilę temu wsadziła do ust. Pan w kapeluszu, siedzący dwa miejsca dalej, nasunął na siebie płaszcz i chrapnął, myśląc, że udawanie…




