-
Dostaję od Izki zakaz pisania dla nieboszczyków!
„Wyszłam wieczorem z basenu. Ostatnia. Lubię pływać. Uspokajam głowę. Przestaję wtedy myśleć o pracy, której nie lubię, o marzeniach, które już się nie spełnią, o życiu, które nigdy nie może być proste, zawsze jakaś pętla, czasami wielopoziomowa. Wszystko przez NIEGO. Znowu mnie zawiódł. Wlokłam się noga za nogą…” Chciałam napisać ” słońce mocno świeciło” – a przecież była prawie 22. Ja to jak się rozpędzę to tracę kontakt z rzeczywistością. Wysłałam Izie rozdziały do czytania i korekty. – Kobieto, nie pisz jak jesteś smutna, bo nieraz mam ochotę palnąć sobie w łeb. No chyba, że chodzi ci o to, aby mieć czytelniczą grupę docelową na tamtym świecie. Rzeczywiście, rynek post…
-
Gośka płacze, a ja szukam herbaty
Gośka chodziła od ściany do ściany. – Zrobiłam z siebie idiotkę. – bardziej powiedziała niż zapytała, ale i tak przytaknęłyśmy, na wszelki wypadek. – Zamroczyło mnie. Nic nie wskazywało na to, że Paweł ma zamiar się ewakuować z mojego życia. Nie spodziewałam się. Włączył silnik auta, ja wybiegłam i… tak jakoś samo wyszło. – Gośka, przecież od miesiąca bez przerwy się kłócicie. Na ognisku u Doroty wylałaś na niego wino – przypomniała Izka. – Oj tam, oj tam, drobna sprzeczka – Gośka nie dawała za wygraną. – Twardy jest. Nie takie rzeczy ze mną wytrzymał. – Drobna sprzeczka? Wyzwałaś go od samolubnych drani, chciałaś wracać pieszo do Warszawy. Całe szczęście,…
-
Uwaga na zmotoryzowanych, czyli tak trudno się rozstać.
Obierałam jabłko nad deską do krojenia kupioną w Ikei, kiedy rozległo się walenie do drzwi. – Daj szansę otworzyć – krzyknęłam. – Idę, już idę. W drzwiach stała Iza. – Jak ty czegoś z nią nie zrobisz, to ja zrobię!- Zagroziła, rzucając płaszcz na sofę. – Z kim niby? – Z Gośką- powiedziała tonem, wyrażającym zdziwienie, że pytam o tak oczywistą rzecz. – Zdrowa, pracuje, ma Pawła. To co jej dolega według ciebie? – Nalałam dwa kubki herbaty i usiadłyśmy w kuchni. – Ciało może ma zdrowe, ale głowa chyba zawodzi. No i od wczoraj Paweł stał się przeszłością. Rozumiem, że zakochana, rozumiem, że ciężko znowu być samą, ale to,…
-
Przeszkadzacze dnia codziennego, czyli zaraz mnie coś trafi.
Sytuacja z zeszłego tygodnia: Obiecałam sobie, że przysiądę do pisania! Naprawdę! Ale…może najpierw posprzątam. Nie skupię się na książce, kiedy z kosza wyłazi pranie, podłoga błaga o odkurzenie, a lodówka wzdycha, że dawno nie widziała pomidora, sera i innych przyjaciół ze spożywczaka. Załatwię wszystko szybko w godzinę i wracam do kartek. Okazuje się, że powrót do kartek trwał dłużej niż myślałam, bo w spożywczaku wysiadł terminal. Musiałam biec do bankomatu po pieniądze, po drodze zajrzałam do Ewy fryzjerki, umówić się przy okazji na kolor i zostałam chwilę na kawie. Z godziny zrobiły się dwie. Potem trzeba było coś zjeść i proszę: która jest? Ludzie! Znowu zmarnowałam tyle czasu. Na studiach…
-
bonusik do kawy
Dzisiaj będzie o tyłku, czterech literach, zadzie. Można na nim siedzieć i hodować, ale można też zadbać, żeby był doskonały, doskonalszy lub po prostu fajny. I nie mówię o rozmiarze tyłka?. Wiem co należy i czego nie należy z nim robić. Nie karmić go byle czym! ??Wychodzić z nim na dwór,? na siłownię, na rower. ?Pobiegać z nim. Innymi słowy: ruszyć tyłek! „?” Płaczemy w kącie, że nie jest idealny. Oczywiście, że nie będzie idealny już, za chwilę, za tydzień. Na to trzeba czasu. Daj czas sobie⏰. Daj jemu szansę. Zmieni się. Tylko mu pomóż. Najgorzej to usiąść na nim i udawać, że go nie ma. Nie patrzymy na tyłek,…
-
Czuję się oszukana, czyli nie daj się nabrać kobieto.
Czuję się oszukana. To trwa już tyle lat. Wszyscy mnie oszukują: i swoi i obcy. A ja jestem naiwna, ciągle daję się nabierać, potem przebaczam, potem znowu mnie oszukują, potem znowu przebaczam. Cyrk po prostu z tym moim życiem. Oszukano mnie, że żyjemy w świecie przyszłości, zautomatyzowanym, gdzie już prawie wszystko robią za nas jakieś urządzenia, gdzie kobietom jest lepiej, bo mają pralki, lodówki, kuchenki, cudowne środki do zamieniania bałaganu w błysk. Właściwie to panie tylko wciskają guziki i idą parzyć kawę lub piłować pazurki. Rozejrzałam się po mieszkaniu. Kurz na szafce. Skąd tam się wziął?? Przecież dwa dni temu pucowałam komody super środkiem do mebli, którego ulotka obiecywała mi,…
-
Wenecja, czyli jak nie poznałam George’a Clooney’a
Zakochałam się. Na amen. Na zabój. Na śmierć i życie. I co ważne: z wzajemnością. Uprzedzam uśmieszki koleżanek – nie, to nie kolejny wysoki brunet, piwne oczy, śniadania cera, z uśmiechem, który zwala z nóg. Tym razem zakochałam się we włoskim języku. Wystarczyły trzy dni w Mediolanie, żebym całkowicie wpadła we włoskie sidła. Już w drodze powrotnej do Polski wyszukiwałam w internecie lektorów języka, bo przecież musiałam nauczyć się go natychmiast! Nauczyciel nie był w moim typie, może i dobrze, bo jak mówi Izka: brunet i Kornelia zawsze równa się nieszczęście. Tym razem powierzyłam swój umysł pani Monice i chłonęłam włoskie słówka i czasy, przez dobry rok. Czułam, że miłość…
-
bonusik do kawy.
Zobacz – Iza wskazała palcem na wystawę. Za szybą stała torebka Michaela Korsa. Piękna. Bardzo droga. Żadnej z nas nie było stać na taki zakup, ale każda marzyła, żeby mieć ją w swojej kolekcji. Jedyna w swoim rodzaju, obiekt pożądania wielu, dostępna nielicznym. Jak miłość – westchnęła Iza.- Jak miłość…Wiesz jak wygląda. Pragniesz jej. Wyobrażasz sobie jak będzie ci z nią do twarzy. Dałabyś wiele, aby ją zdobyć, a jednocześnie zdajesz sobie sprawę, że nie stać cię na nią. Niesie ze sobą wiele wyrzeczeń. I tak naprawdę nie masz pewności, czy kiedy już ją zdobędziesz, przyniesie szczęście czy rozczarowanie. Czy nie okaże się, że jeśli coś się zepsuje, to czy…
-
Szantaż, czyli jestem mimem
Od małego byłam szantażowana. Rosłam szantażowana przez rodziców: jak nie zjesz – nie pójdziesz na dwór, jak nie posprzątasz w pokoju – nie zaprosisz koleżanek; przez brata: powiem mamie, że byłaś na wagarach, jak nie dasz mi czekolady, którą schowałaś w szafce. Szantażowała mnie Gośka w ósmej klasie: jak mi nie dasz odpisać polskiego, to powiem Pawłowi, że się w nim kochasz. Szantażował mnie Kamil na obozie: daj buziaka, albo nigdy nie znajdziesz trampek, które ci schowałem. Czasami ulegałam szantażowi – dałam odpisać Gośce polski, dałam buziaka Kamilowi (dokładnie wiedziałam, gdzie schował trampki i tylko udawałam, że się zmuszam), a czasami ryzykowałam karę (nie dałam bratu czekolady, o wagarach rodzice…
-
Matura, matura i po maturze, czyli nie zawsze wciśniesz się w sukienkę ze studniówki
Przyszedł maj, a wraz z nim matury. Pewnie maturzyści myślą, że nie ma nic gorszego niż zbliżający się termin egzaminu z polskiego, historii czy (nie daj Bóg) z matmy. O nieświadomi niczego abiturienci szkół średnich! Już niedługo dowiecie się, że równie ciężko i długo będziecie przygotowywać się do…zjazdu z okazji – lecia matury. Będzie to o wiele bardziej traumatyczne przeżycie, niż wkuwanie zawiłych wzorów, równań czy też obszaru występowania parzystokopytnych w Polsce i na świecie. Na hasło „-lecie matury” wśród dziewczyn wybierających się na spotkanie ze szkolnymi „przyjaciółmi” rozpoczyna się jakiś dziwny taniec, niczym taniec godowy, jednak nie kończący się prokreacją, a wykreowaniem wizerunku kogoś innego, lepszego niż się w…























