Czuję się oszukana, czyli nie daj się nabrać kobieto.
Czuję się oszukana. To trwa już tyle lat. Wszyscy mnie oszukują: i swoi i obcy. A ja jestem naiwna, ciągle daję się nabierać, potem przebaczam, potem znowu mnie oszukują, potem znowu przebaczam. Cyrk po prostu z tym moim życiem.
Oszukano mnie, że żyjemy w świecie przyszłości, zautomatyzowanym, gdzie już prawie wszystko robią za nas jakieś urządzenia, gdzie kobietom jest lepiej, bo mają pralki, lodówki, kuchenki, cudowne środki do zamieniania bałaganu w błysk. Właściwie to panie tylko wciskają guziki i idą parzyć kawę lub piłować pazurki. Rozejrzałam się po mieszkaniu. Kurz na szafce. Skąd tam się wziął?? Przecież dwa dni temu pucowałam komody super środkiem do mebli, którego ulotka obiecywała mi, że przez tydzień nie ruszę szmatą! Kurz pod fotelem! Znowu! A na płynie do podłóg piękną polszczyzną było napisane: „zapach utrzymuje się przez kilka dni, a czystość jeszcze dłużej”. To skąd ten kurz?
Słychać sygnał z łazienki. Pranie się skończyło. I co? Nie ma guzika „rozwieś się samo”.
Oszukał mnie brunet obiecując, że do soboty dokręci gniazdko, które wyszarpnęłam odkurzając. Mija kolejny tydzień, a gniazdko smętnie zwisa.
Telewizor mam ogromny, dokładnie widziałam jaką piękną cerę ma dziewczyna reklamująca krem w ładnym słoiczku. Natychmiast poleciałam kupić eliksir. Smarowałam się dwa tygodnie (jak nakazywała ulotka). Namaszczałam kremem nie tylko cudne me oblicze, ale ekspansja mazidłowa zahaczyła o szyję i ramiona, prawie otarłam się o łopatki – dokąd miałam zasięg ręką. Po zalecanym przez producenta terminie, sprawdziłam efekt. W niczym nie przypominałam pani z reklamy. Fryzurę miałam swoją, kolor oczu też, no i ta zmarszczka pod okiem cały czas tam była. Może patrzyłam na siebie w złym świetle? Wyszłam z lusterkiem na balkon. Robiłam miny, oglądałam się pod skosem i prosto. Przewiesiłam się przez balustradę, żeby złapać lepszy kąt. Osiągnęłam tyle, że pies sąsiada wylegujący się na balkonie wyżej, zaczął ujadać. Może myślał, że z powodu braku efektów rzucę się głową w dół z pierwszego piętra? Spektakularnej metamorfozy nie zauważyłam. Ulotka obiecywała mi świetlaną cerę już po dwóch tygodniach, pozbycie się wszelkich niedoskonałości, a jedyne czego się pozbyłam to złudzeń i paru złotych.
Oszukali mnie. Znowu.
Wtedy usłyszałam panią psycholog w tv: „kobiety, zamiast wydawać kolejne stówki na kolejny cud – kosmetyk , idźcie z przyjaciółkami na wino. Śmiech, rozmowa to najlepsze antidotum, nie tylko na zmarszczki!”
Jednak do czegoś ten telewizor się przydał. Zadzwoniłam do Izki, Basi, Zuzy i Gośki. Zrobiłyśmy sobie maseczkę z ogórka, nawodniłyśmy się wystarczająco, a rano każda w dobrym humorze popędziła do swoich spraw.
Kolejne SPA domowe jak stanieją truskawki. Przepis na maseczkę już mam. Wino się chłodzi.