kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, hejtuje
– Nie odbierasz telefonu. Dodzwonić się królewno do ciebie nie można. Zaczęłam się martwić, że leżysz jako nieboszczka z zawałem pod stołem i kto mi wtedy brytfankę odda? Spadkobiercy się zlecą, łapę na majątku położą, jak udowodnię, że naczynie należało do mnie? To już wolałam przyjść, zdążyć jeszcze za życia odebrać co moje. Dlaczego tak nosem pociągasz?- Dopytuje Izka gramoląc się do mieszkania (z kolejną brytfanką szarlotki).
-Przez literaturę i czytanie ze zrozumieniem- westchnęłam.
-I właśnie dlatego po książki sięgam w ostateczności! Jak mam się doprowadzać do takiego stanu to podziękuję – puściła oko. – Nie flukaj nosem, bo pójdzie do zatok. Co się stało?
-Aj tam. Wieczorem było tak miło. Zamieściłam wpis o wywiadówce. Dyskusja się nawet toczyła. Nie spałam pół nocy. Czytałam w kółko komentarze i sama do siebie się śmiałam – w sensie, że tak fajnie to babeczki odebrały. I nawet zaczęłam pisać kolejny post o pokoju zagadek (też śmieszny), kiedy nagle łup dostałam komentarzem między oczy od jakiejś kobiety, której nie znam i w życiu nie widziałam, a potem poprawiła druga .
-Pokaż twarz – niby zatroskała się Izka. – Nic nie widać. Oczy masz całe. Widocznie źle celowały.
-W przenośni mnie walnęły. Czytały post o wieży Eiffla, którą domownicy robią mi w koszu z rzeczami do prania. Ten, do którego załączyłam zdjęcie Paryża nocą.
-Wiem który. Podobał mi się. A co paniom nie pasowało?
-Napisały mi mniej więcej: „Pierdoły. Co ma pranie do Paryża??? Droga pani, to doprawdy żenujące i nawet WSTYD, że pani prania nie robi i jeszcze się tym chwali w internetach. Jak można dopuścić, żeby z kosza wysypywały się brudne rzeczy? Ja piorę na bieżąco i od razu ubrania prasuję i składam. Bo ja o rodzinę dbam, czego nie można powiedzieć o pani. Jak to świadczy o stanie w jakim znajduje się pani dom? Współczuję domownikom. Pewnie chlew na całego. Poza tym marzenie o zobaczeniu Paryża jest doprawdy śmieszne. Jak byłam dzieckiem mieszkałam tam kilka lat i doprawdy nie ma do czego wzdychać. A w czasach tanich biletów, może pani lecieć kiedy pani chce. Nawet jutro! A pani jęczy na Facebooku, że marzy o zwiedzaniu. Doprawdy… Pani post jest niespójny i nielogiczny”.
-Ha, ha, ha, ha – dusiła się Izka ze śmiechu. – I to cię tak zabolało?
-Tak. Bo ja tu z sercem do czytelników, ironię wkładam między słowa, a tu mnie łup z jednej strony, łup z drugiej. A jeszcze kolega mówił, że jadę po facetach, robię z nich sieroty i niby za równouprawnieniem jestem, a ciekawe jakbym budowała dom to kto by nosił worki z cementem.
-Kornelia, kolega to pewnie zaśmiewa się z kawałów o blondynkach i nic złego w tym nie widzi, więc się kolegą nie przejmuj. Masz szarlotkę i weź się w garść. I natychmiast ma tu wrócić moja złośliwa, pewna siebie Kornelia. Rusz mózgiem i połącz go z długopisem.
Po drugim kawałku szarlotki wymyśliłam:
-Nikt nikogo nie zmusza, żeby trzymał nos w moim blogu. Jak ktoś nie lubi chodzić do pubu „Koziołek” to idzie do pubu „Kociołek” i tyle. Nie stoi pod oknami „Koziołka” krzycząc: „nie lubię was, okna macie brudne, beznadziejną atmosferę i piwo do dupy”. Prawda? Bo inaczej krzyczący marnowałby czas, który mógłby poświęcić na picie w „Kociołku”. Taką wymyśliłam filozofię: idź nażłop się piwa gdzie indziej i szerokiej drogi, widocznie „Koziołek” nie dla ciebie, widocznie tylko dla ekskluzywnej, miłej, serdecznej klienteli. Jak moi czytelnicy.
-No i w punkt – powiedziała Iza.
-Ale Izuniu powiedz, że wymyślenie „Koziołka” i „Kociołka” to majstersztyk słowny. Zaleciało trochę wieszczem?! Taki prawie Mickiewicz już ze mnie, czyż nie?
-Lepsza jesteś. Normalnie jakbym słyszała: „niedaleko Damaszku siedział diabeł na daszku”. Taki wczesny wieszcz – połechtała moją próżność.
To jak moje czytelniczki, zostajecie ze mną w „Koziołku”???
zdjęcie robiła Anna Maria Zagórska – takie trochę dramatyczne.