-
bonusik do kawy.
Ptaszki zaświrgoliły, słoneczko zaświeciło, wiosna się rozkręciła. Poczułam chęć zmiany, odpuszczenia w ten weekend sprzątania, prania, gotowania i pozostałego -ania. Szybko zrobiłam przegląd potrzeb (1,2,3). Okazało się, że najbardziej potrzebowałam… wyjść na rower. Odłożyłam wszystkie pilne i mniej pilne sprawy na bok. Wypoczywać też trzeba umieć (jak naucza pewna blogerka), a po tygodniowym kołowrocie w pracy, rower wydawał się wspaniałą alternatywą. Wyciągnęłam moje cudo z piwnicy. Przetarłam szmatką. Odświeżyłam także rewelacyjną, ale potwornie drogą markową stylizację rowerzystki m.in. spódnico-spodenki z pieluchą, dzięki której po wielu kilometrach na rowerze nie chodzę tydzień okrakiem (chodzę tylko trzy dni). Zakup nadszarpnął mi kieszeń na tyle, że kolejny miesiąc żywiłam się trawą z parku…
-
Przyjaciółki kusicielki, czyli skąd ten nadbagaż :)
To nie moja wina – mówię do siebie patrząc w lustro, siłując się z suwakiem sukienki, która jeszcze niedawno leżała jak na modelce. Chwilę temu wyrzuciłam do kosza opakowanie po czekoladkach. Nie kupiłam ich. Dziewczyny przyniosły. Zostawiły mi nie tylko słodycze, ale chyba jakieś pół kilograma więcej w boczkach. Oczywiście, że współuczestniczyłam w zbrodni – pożeraniu czekoladek, unicestwianiu ich. -Tak proszę Wysokiego Sądu, brałam w tym udział, ale Monika mi kazała, i Basia, i Zuza. Podać pozostałe imiona? Czy odczuwam wyrzuty sumienia? Tylko jak wchodzę na wagę. Jak to się zaczęło? Od jednego pytania. Pogadamy? – najniewinniejsze pytanie świata, a ile niesie ze sobą zagrożeń. Ile niebezpieczeństw kryje się pod…





