Wpadłam na genialny pomysł…
Zachciało mi się pożyć jak kobieta XXI wieku, taka z telewizji lub czasopism, która pakuje walizkę tudzież plecak, wyrusza dokąd chce, a nie tylko przemieszcza się utartą trasą praca-dom-spożywczak-praca-dom-spożywczak.
Wymyśliłam… samotny kilkudniowy wyjazd.
Wkładając do walizki sweter, dres, kostium kąpielowy, książki, dwa kilogramy maseczek pielęgnacyjnych, wyobrażałam sobie jak cudownie będzie wyłączyć telefon, odciąć się od cywilizacji, pobyć sama ze sobą.
Nie wzięłam nawet laptopa, tylko notatnik i długopis i …pojechałam na Kaszuby.
Las, jezioro, piękna pogoda – zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia, co nie jest jakimś wyczynem, bo zakochuję się często i przeważnie od pierwszego wejrzenia.
Wieczorami siadałam na tarasie z lampką wina. Wsłuchiwałam się w ciszę. Raj. Błogostan. Kraina szczęśliwości. Odsypiałam poranne wstawania do pracy. Zjadałam czekoladki bez wyrzutów sumienia. Spacerowałam wokół jeziora. Nakładałam maseczki na twarz.
Cisza. Znowu cisza. Znowu spacer. Znowu spanie. Kurde znowu cisza. Zaczęła mi ta cisza doskwierać. Zaczęłam tęsknić za ludźmi (zachciało mi się domku na odludziu!). Jestem zwierzęciem stadnym. Do życia potrzebuję innych. Poczułam się samotna, opuszczona. Pomyślałam jaka to jestem nieszczęśliwa. Gruczoł łzowy napełnij się szybko, za szybko i po chwili rozkleiłam się na dobre. Nie mogłam poprosić, żeby ktoś do mnie dojechał, bo przecież ostrzegłam wszystkich dookoła, że chcę pobyć sama i niech ich ręka czy Matka Boska broni zakłócać mi delektowanie się naturą w ciszy.
I kiedy tak chlipałam wycierając nos, otworzyły się drzwi:
-Błoto po pas, mówiłam skręć w lewo, to nie, jak zwykle Zuza indywidualistka musiała jechać swoją trasą- Izka gramoliła się do pokoju.
-Nie wiedziałam, że jesteś dyplomowaną nawigatorką. Może zatrudnij się na jakimś okręcie, najlepiej podwodnym. – Zuza nic nie robiła sobie ze zrzędzenia Izki. – Dojechałyśmy? Dojechałyśmy. To pięknie podziękuj i siedź cicho.
-Iza lepiej wyskakuj z kasy. Wygrałam zakład. Mówiłam, że Kornelia będzie ryczeć – powiedziała Basia z satysfakcją w głosie.- Ona i samotny wyjazd. Też pomysł. A pamiętacie jak w szkole Agnieszka chciała pobyć sama i przesiedziała dwie lekcje schowana w skrzyni gimnastycznej? Musiała potem za karę czyścić ten wielki globus w sali geograficznej.
Wieczorem rozpaliłyśmy ognisko. Upiekłyśmy kiełbaski. Pękały ze śmiechu (złośliwce jedne) z mojej samotnej wyprawy.
Lubię być sama. Ale nie za długo.
Wy też?