Chciała prezent to ma.
Gośka była wściekła. Emocje przeniosła na kubek, zamaszyście mieszając w nim łyżką i rozchlapując herbatę.
-Siorbał barszcz i nawet okiem nie mrugnął, kiedy robiłam z siebie durnia. Cała rodzina przy stole, a ja z wyciągniętą łapą cieszę się z prezentu – złotego pierścionka z diamentem. Uśmiecham się. Matka go chwali. Duma mnie rozpiera, a ten wsuwa barszcz z twarzą pokerzysty. Myślę: „skromny człowiek”. A ten oszust, oszust… – Gośka miesza herbatę, a właściwie to już tylko dzwoni łyżką w pustym kubku.
-Gdybyś tak dopłynęła do brzegu z tą opowieścią kochana – poprosiła Basia wycierając blat.
-Bo facetom się nie ufa, sto razy mówiłam, ale kto mnie słucha?-Padło retoryczne pytanie spod okna, przy którym paliła Zuza.
-Dopytywał co chcę na urodziny – snuła opowieść Gośka.- Pomyślałam, że za te lata stania przy garach, zajmowania się nim, jego potrzebami, nie zaszkodzi jak raz w życiu dostanę porządny prezent. Mówię: „Futro, nie byle jakie, prawdziwe. „Ale ty wegetarianką jesteś” – odpala cwaniak. „A co ma jedno do drugiego?- Ripostuję. – Nie będę jadła tego futra tylko nosiła. Pokażę ci nawet fajny salon. I nie chodzi mi o futro za 200 złotych z przeceny”. Mina mu zrzedła. Żal mi się chłopa trochę zrobiło. Nie wiedziałam czy dostał premię. „Dobra, ok – mówię w końcu – może być złoty pierścionek”. I doczekałam się. Wczoraj znalazłam pod poduszką prezent. Pierścionek.”4 tysiące złotych zapłaciłem w tym markowym salonie, ale dla ciebie kwiatuszku dałbym nawet 5 tysięcy”. Buziaczki, misiaczki, serduszka padały przeplatane całuskami. Perfidny oszust.
-Brylant za mały?- Zapytałam krojąc tartę ze szpinakiem i podając Zuzce.- O co chodzi?
-A o to – Gośka wyciągnęła z torebki paragon. – Markowy salon. Phi. Pewnie jakiś MAREK ten lombard prowadzi.
Zerknęłyśmy na papier: „320 złotych, lombard przy placu…”
-Oszust kupił pozłacany pierścionek z cyrkonią i wcisnął mi jako złoty z diamentem! Sprzątałam auto i znalazłam ten paragon w schowku. Pokazałam mu. I jak się tłumaczył? „To paragon nie od tego pierścionka”. „A od którego – pytam.- Komu jeszcze kupujesz pierścionki?” To się zmieszał. Nie przemyślał strategii. Przyznał, że rozumował tak: co to za różnica czy złoty cz pozłacany, czy brylant czy cyrkonia, jak i tak się nie znam.
– Kółko jest kółkiem, Gośka. Oj, czepiasz się -wzruszyłam ramionami.
– Jak ty nic nie rozumiesz- westchnęła Gośka.
-Ja bym brała futro – dokończyła Zuza wsadzając do buzi widelec z tartą.