-
Na wakacje razem czy osobno
-Morze ma w tym roku brzydszy kolor niż rok temu. Szarobury – skrzywiła się Gośka. -Zdejmij okulary przeciwsłoneczne – doradziła Zuza. -I stała się jasność – zaśmiała się Gośka. -Idę się kąpać. Panie jak zwykle zaczynają wypoczynek od plażingu. Leniuchy. – Zuza już biegła do wody. Na naszych wyjazdach obowiązuje jedna zasada: każda robi co chce. Chcesz iść na plażę – idziesz. Chcesz zostać w pokoju – zostajesz. Chcesz iść wieczorem potańczyć – idziemy (z naciskiem na liczbę mnogą). Odpoczywamy w swoim towarzystwie. Nie trzymamy się żadnego planu. Jesteśmy spontaniczne. Gośka właśnie spontanicznie pobiegła do hotelu. Zapomniała, że zapisała się na masaż. Mnie masuje wiatr od morza. -Słyszała sąsiadka o…
-
Wzorowa żona.
W sobotę rano wpadła Zuza. Podjechała swoim wypucowanym rowerem. Wybierałyśmy się na piknik. Koszyk przymocowany do bagażnika wyglądał imponująco, kanapeczki popakowane w kolorowe torebki, owoce w jakimś specjalnym pojemniku. Nawet kocyk dobrała kolorystycznie. We wszystko, co robi, wkłada całe serce. Lubi planować i organizować. Pamięta o wszystkim. -Mówię ci Kornelia podstawa to dobre planowanie. Dzięki planowaniu zmieniłam podejście do sobotnich porządków. Nie może tak być, że sprząta się pobieżnie, bez ładu i składu. Wiesz, ile czasu można zaoszczędzić podchodząc do porządków zadaniowo, koncepcyjnie? -Ile? – zainteresowałam się. -Dużo. Wczoraj zabrałam się do tego w końcu jak trzeba. Stworzyłam listę: planer porządków w układzie tabelarycznym. Koncepcja zgodna ze sztuką sprzątania; najpierw…
-
Użalam się nad losem, a Monika wcina batoniki.
W pierwszej klasie liceum nie lubiłam swojej szkoły. Przyjeżdżałam do domu na jeden weekend w miesiącu i kiedy ojciec odwoził mnie w niedzielę wieczorem do internatu, płakałam całą drogę. To samo uczucie towarzyszy mi codziennie w drodze do pracy. Co prawda jestem za duża na płacz, ale gardło mam ściśnięte tak, jak w licealnych czasach. Nie lubię swojej pracy. W biurze ten sam schemat od lat: przychodzę pierwsza, włączam komputer, nalewam świeżej wody do czajnika, włączam radio, sprawdzam służbową pocztę. Dziewczyny przychodzą w ciągu kolejnych 30 minut. Zaczyna się dzień pracy, zaczynają się luźne rozmowy: o mężczyznach i ich mankamentach, o planach wakacyjnych lub tylko weekendowych, o osiągnięciach dzieci, o…
-
Dostaję od Izki zakaz pisania dla nieboszczyków!
„Wyszłam wieczorem z basenu. Ostatnia. Lubię pływać. Uspokajam głowę. Przestaję wtedy myśleć o pracy, której nie lubię, o marzeniach, które już się nie spełnią, o życiu, które nigdy nie może być proste, zawsze jakaś pętla, czasami wielopoziomowa. Wszystko przez NIEGO. Znowu mnie zawiódł. Wlokłam się noga za nogą…” Chciałam napisać ” słońce mocno świeciło” – a przecież była prawie 22. Ja to jak się rozpędzę to tracę kontakt z rzeczywistością. Wysłałam Izie rozdziały do czytania i korekty. – Kobieto, nie pisz jak jesteś smutna, bo nieraz mam ochotę palnąć sobie w łeb. No chyba, że chodzi ci o to, aby mieć czytelniczą grupę docelową na tamtym świecie. Rzeczywiście, rynek post…
-
Gośka płacze, a ja szukam herbaty
Gośka chodziła od ściany do ściany. – Zrobiłam z siebie idiotkę. – bardziej powiedziała niż zapytała, ale i tak przytaknęłyśmy, na wszelki wypadek. – Zamroczyło mnie. Nic nie wskazywało na to, że Paweł ma zamiar się ewakuować z mojego życia. Nie spodziewałam się. Włączył silnik auta, ja wybiegłam i… tak jakoś samo wyszło. – Gośka, przecież od miesiąca bez przerwy się kłócicie. Na ognisku u Doroty wylałaś na niego wino – przypomniała Izka. – Oj tam, oj tam, drobna sprzeczka – Gośka nie dawała za wygraną. – Twardy jest. Nie takie rzeczy ze mną wytrzymał. – Drobna sprzeczka? Wyzwałaś go od samolubnych drani, chciałaś wracać pieszo do Warszawy. Całe szczęście,…
-
Uwaga na zmotoryzowanych, czyli tak trudno się rozstać.
Obierałam jabłko nad deską do krojenia kupioną w Ikei, kiedy rozległo się walenie do drzwi. – Daj szansę otworzyć – krzyknęłam. – Idę, już idę. W drzwiach stała Iza. – Jak ty czegoś z nią nie zrobisz, to ja zrobię!- Zagroziła, rzucając płaszcz na sofę. – Z kim niby? – Z Gośką- powiedziała tonem, wyrażającym zdziwienie, że pytam o tak oczywistą rzecz. – Zdrowa, pracuje, ma Pawła. To co jej dolega według ciebie? – Nalałam dwa kubki herbaty i usiadłyśmy w kuchni. – Ciało może ma zdrowe, ale głowa chyba zawodzi. No i od wczoraj Paweł stał się przeszłością. Rozumiem, że zakochana, rozumiem, że ciężko znowu być samą, ale to,…
-
Przeszkadzacze dnia codziennego, czyli zaraz mnie coś trafi.
Sytuacja z zeszłego tygodnia: Obiecałam sobie, że przysiądę do pisania! Naprawdę! Ale…może najpierw posprzątam. Nie skupię się na książce, kiedy z kosza wyłazi pranie, podłoga błaga o odkurzenie, a lodówka wzdycha, że dawno nie widziała pomidora, sera i innych przyjaciół ze spożywczaka. Załatwię wszystko szybko w godzinę i wracam do kartek. Okazuje się, że powrót do kartek trwał dłużej niż myślałam, bo w spożywczaku wysiadł terminal. Musiałam biec do bankomatu po pieniądze, po drodze zajrzałam do Ewy fryzjerki, umówić się przy okazji na kolor i zostałam chwilę na kawie. Z godziny zrobiły się dwie. Potem trzeba było coś zjeść i proszę: która jest? Ludzie! Znowu zmarnowałam tyle czasu. Na studiach…
-
Wenecja, czyli jak nie poznałam George’a Clooney’a
Zakochałam się. Na amen. Na zabój. Na śmierć i życie. I co ważne: z wzajemnością. Uprzedzam uśmieszki koleżanek – nie, to nie kolejny wysoki brunet, piwne oczy, śniadania cera, z uśmiechem, który zwala z nóg. Tym razem zakochałam się we włoskim języku. Wystarczyły trzy dni w Mediolanie, żebym całkowicie wpadła we włoskie sidła. Już w drodze powrotnej do Polski wyszukiwałam w internecie lektorów języka, bo przecież musiałam nauczyć się go natychmiast! Nauczyciel nie był w moim typie, może i dobrze, bo jak mówi Izka: brunet i Kornelia zawsze równa się nieszczęście. Tym razem powierzyłam swój umysł pani Monice i chłonęłam włoskie słówka i czasy, przez dobry rok. Czułam, że miłość…
-
Przyjaciółki kusicielki, czyli skąd ten nadbagaż :)
To nie moja wina – mówię do siebie patrząc w lustro, siłując się z suwakiem sukienki, która jeszcze niedawno leżała jak na modelce. Chwilę temu wyrzuciłam do kosza opakowanie po czekoladkach. Nie kupiłam ich. Dziewczyny przyniosły. Zostawiły mi nie tylko słodycze, ale chyba jakieś pół kilograma więcej w boczkach. Oczywiście, że współuczestniczyłam w zbrodni – pożeraniu czekoladek, unicestwianiu ich. -Tak proszę Wysokiego Sądu, brałam w tym udział, ale Monika mi kazała, i Basia, i Zuza. Podać pozostałe imiona? Czy odczuwam wyrzuty sumienia? Tylko jak wchodzę na wagę. Jak to się zaczęło? Od jednego pytania. Pogadamy? – najniewinniejsze pytanie świata, a ile niesie ze sobą zagrożeń. Ile niebezpieczeństw kryje się pod…
-
Jak nie zadziałał mój urok osobisty, czyli horoskopy jednak się sprawdzają.
Iza trajkotała jak nakręcona. Biło od niej szczęście. Nic dziwnego. To był jej pierwszy wolny weekend od wielu tygodni. Z powodu pracy, którą zwaliła jej na głowę szefowa, Izka odcięła się od świata: „do czasu zapięcia roboty na ostatni guzik lub do czasu, aż w moją trumnę wbiją ostatni gwóźdź” – jak się odgrażała. Na szczęście czarna wizja z leżącą w trumnie Izką się nie spełniła. Guzikowa wizja i owszem – wczoraj zapięła ostatni, co wyraziłam radosnym: Hip, hip hura! Czekał na nas Wrocław, czekał babski weekend i czekało włoskie wino wypychające mi torbę podróżną. – Kornelia kupię jeszcze tylko gazetę. Gdyby nam się podróż dłużyła – Iza już biegła…















