-
Dla szukających w sobie talentu, czyli upycham pranie
– Nie mam żadnego talentu. Kornelia potrzebny mi talent! Na już, a najpóźniej do jutra! – rozgorączkowana Iza krzyczała do słuchawki. – Ale taki biblijny? Żebyś mogła zakopać? – zapytałam półprzytomna, próbując upchnąć do pralki kołdrę i dwie poduszki. – Zwariowałaś? Do jakiego zakopania?! Do odkrycia potrzebuję! – uściśliła. – Ja mam talent do psucia związków i urządzeń elektrycznych. Chcesz któryś? – oferowałam się. – Wariatka. Anka w pracy chwali się szydełkowaniem – przyniosła własnoręcznie wydziergany całun. Monika robi witraże – zakleiła nam jedno okno w pokoju Świętym Józefem z pastuszkiem, Ewka biega, Paweł zwija sushi językiem, a Maciek hoduje pszczoły na dachu. I to afrykańskie czy syberyjskie! Jakieś ostre…
-
Wytrzymaj to, czyli kobieta ma pasję.
Mam takiego wnerwa na NIEGO, że szok. Masakra! Cokolwiek powie lub zrobi, doprowadza mnie dzisiaj do szału. A przecież przestawiłam biurko pod okno, żeby zwiększyć mu powierzchnię życiową zajmowaną przez mój laptop i inne moje graty. Wybrałam to miejsce, żeby patrzeć na przelatujące ptaki, jadące tramwaje i chwytać promienie słońca. Zamiast muzyki miasta, słyszę łażenie w tę i z powrotem, trzaskanie szafkami w kuchni i głośne mieszanie łyżeczką w szklance. Co się dzieje? ON jest zazdrosny. O co? O mój czas. Zamiast siedzieć przy laptopie i udawać Masłowską (nie zna kobiety, ale widział ten film, w którym waliła w maszynę do pisania) to mogłabym dwa razy skopać ogródek, umyć okna,…





