Jak dobrze, że mnie macie.
Jako samozwańcza najbardziej oczytana osoba w kraju, erudytka, koneserka słowa, miłośniczka dobrej* literatury, a przy tym niesłychanie skromna, czuję misję, powołanie do pouczania wszystkich (oj wkradł się chochlik, miało być „nauczania”).
Korzystajcie z krynicy mądrości. Uwaga odkręcam kran lub (dla niepodłączonych do miejskiej sieci wodociągowej) wyciągam wiadro ze studni!
Chciałabym dzisiaj podzielić się z wami wiedzą w zakresie sposobu doboru literatury, inaczej mówiąc: tworzenia domowej biblioteczki. Ciągle słyszy się o tym, że Polacy rzadko chodzą do księgarń, rzadko sięgają do kieszeni, aby nabyć nowe dzieło literackie, a to błąd moi drodzy. Jak dobrze, że macie mnie. Pomogę.
Aby właściwe dzieła trafiły pod nasze strzechy, trzeba się porządnie nagimnastykować. Nie chodzi o dziwne ułożenie książek na regałach sklepowych, choć spróbujcie sięgnąć po pozycję na najniższej półce jak was rwie rwa (kulszowa rzecz jasna). Chodzi mi o gimnastykę umysłową: w jaki sposób dobierać te cudeńka, ten twór ludzkich umysłów i skarbnicę mądrości wszelakich?
Do zakupu książek podchodzę z pełnym profesjonalizmem. A jako, że uczyć trzeba się od najlepszych, dzielę się z wami wiedzą o tym, jak klasyfikować, żeby długo delektować się zakupioną literaturą, czyli pieścić zmysły.
Wybierając książki można sugerować się kolorem okładki. Dobrze dobrana literatura to taka, która ładnie komponuje się z wystrojem domu, mieszkania czy chaty, pasuje do kanapy, okien i dywanu. Unikamy ostrych kolorów. W tym roku wskazane są barwy białe i czerwone. Niech was ręka broni sięgać po inne. Widziałam książkę „Świnka Ludka i tęczowy ludek”, ale nie dałam się sprowokować.
Nie wybierajcie tych z długimi tytułami. Gdy widzę za dużo liter – dyskwalifikuję taką pozycję z miejsca. Należy unikać efektu chodzącej po ścianie mrówki, a uwierzcie, że książka z za długim tytułem sprawia takie wrażenie. Mam ochotę sięgnąć po…łapkę na owady, a przecież nie po to kupowałyśmy dzieło prawda? (Uwaga nie dotyczy entomologów. Wielbiciele owadów typują książki według innego klucza.)
Pamiętajcie: ważna jest ekologia. Jeżeli papier pochodzi z recyklingu – kupujemy. Kładziemy taką książkę na najniższej półce i kiedy odwiedzi nas koleżanka z „rozkosznym” maleństwem, przeżuwającym właśnie krówkę ciągutkę i drącym się „ja chcęęęę” – z uśmiechem podajecie recyklingowaną pozycję. Nie będzie wam żal. Same przecież nie będziecie tego czytać. Doprawdy nie rozumiem mody na odzyskiwanie. Nawet nie chcę myśleć do czego wcześniej mógł służyć ten papier.
Kolejny ważny element wyboru właściwej literatury znajduje się na okładce. To doprawdy proste. Jeśli wpadły wam w oko dwie lub więcej pozycje, popatrzcie na informacje wypisane z tyłu. Nie, nie na recenzję. Sprawdźcie ile kosztuje i zawsze wybierajcie… droższą. Przed wizytą gości, koniecznie obracajcie książki cenami przodem do oglądających. Niech wiedzą, że was stać na fanaberię jakim jest kupno książek. A co?
I ostatnia rada, ale jakże cenna: nigdy, ale to nigdy nie kupujcie książek z dziewczyną na okładce, zwłaszcza młodszą od was. Po co ten widok ma dziobać męża, partnera w oczy ? Popatrzy na okładkę, popatrzy na was i same wiecie, nie zawsze porównanie będzie dla nas korzystne. Jeszcze się zachce oglądaczowi szukać modelki ze zdjęcia. Nie komplikujmy życia.
Pomogłam? Cieszę się.
*dobra literatura to taka, po której nie mamy zgagi, bólu żołądka i nie dostajemy globusa, ale to temat na inny wpis.
zdjęcie: Halfwraith z flickr.com