pixabay

11 staników i dwa lewe buty.

Rozpakowując torbę z zakupami, włożyłam szampon do lodówki. Zorientowałam się w pomyłce dopiero wieczorem, kiedy zmoczyłam głowę pod kranem i rozglądałam bezradnie po łazience szukając czarnej butelki.

Nie ma tego złego – idąc do kuchni po szampon, kapało ze mnie na podłogę, więc bez nalewania wody do wiaderka, wykonując tylko dwa ruchy mopem – umyłam również ją.

Robiąc w torebce porządki, wyjęłam parasolkę, którą nosiłam nie wiem po co, przez cały miesiąc. Oczywiście lunęło następnego dnia.

Nie ma jednak tego złego -przynajmniej dowiedziałam się, że mój wodoodporny tusz nie jest wcale taki odporny na wodę.

Ale to nic w porównaniu z moim ostatnim osiągnięciem. Na sportowy wyjazd (no dobra, podkoloryzowałam – miałyśmy po prostu codziennie chodzić z kijkami) spakowałam się jak mistrzyni. Zabrałam co prawda buty do biegania, ale niekompletne. Ponieważ niestety okres przydatności moich wieloletnich adidasów dobiegał końca, kupiłam nową parę w podobnym kolorze. I właśnie kolor mnie zmylił. Pakowałam się gadający przez telefon i wrzuciłam do walizki co? Buty. Owszem, ale… tylko lewe.

Nie ma tego złego. W sklepiku nadmorskim nabyłam niemarkowe, nieatestowane, niereklamowane buty za niską kwotę i to był strzał w dziesiątkę. W życiu nie nosiłam tak wygodnych butów.

Kiedy wieczorem wyjmowałam ubrania z walizki okazało się, że spakowałam jedenaście biustonoszy?? Po co? Żadna nie wiedziała. Natura wyposażyła mnie standardowo w dwuelementowy biust. Próbowałyśmy rozwiązać tę zagadkę wieczorem przy trunku. Podobno wino działa na umysł poszerzając horyzonty, tym razem nic nam nie poszerzyło.

Za dwa tygodnie kolejny wyjazd.

Już się boję co wyjmę z walizki w hotelu.

Macie jakieś pomysły na mądre pakowanie się?

Nie gadać przez telefon w trakcie –  to już wiem.

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *