Cuda się zdarzają.
Impreza rodzinna. Kościelna. Towarzystwo poważne, wystrojone. Podkusiło mnie, żeby założyć nowe buty na wysokich obcasach to stoję i cierpię już z godzinę. Wkomponowałam się w miejsce znakomicie: na ścianach wiszą sami męczennicy, a jedna cierpiętnica stoi na środku kościoła i przeklina w myślach pomysł wystrojenia się. Naiwnie sądziłam, że usiądę. Jasne.
Stoimy. Miejsc brakuje. Wiadomo, ławki zajmują rezydentki, które mam wrażenie w ogóle nie opuszczają kościelnych ław jakby się bały, że ta, która wyjdzie pierwsza, pierwsza przeniesie się na tamten świat. Spoglądają na siebie co niedzielę, jakby chciały się odliczyć i pokazać „jeszcze tu jestem i nigdzie się nie wybieram”. Mają za nic prośby księdza, aby przychodzić na msze dla dorosłych, żeby na dziecięcej maluchy i młodzież mogły usiąść. Głuche są.
Stoję w butach na obcasach. Nogi mi wchodzą w miejsce nie do wypowiedzenia czy pomyślenia w takim Przybytku. Dzieci kręcą piruety, czołgają się pod ławkami lub patrzą z otwartą buzią ciekawe czy ksiądz utopi dziecko i dlaczego ciocia nie reaguje, tylko pozwala lać wodą na Julkę.
Super wygodne buty. Ekstra. Naprawdę. Stoję prosto, ocieram łzy chusteczką, bo wiadomo płakać się chce z głupoty. Ciocia Beatka (na płaskim obcasie) patrzy na mnie wzruszona moim wzruszeniem, przyjmujemy przecież dziecko do wspólnoty nieprawdaż? Zazdroszczę Julce atłasowych bucików bez obcasów.
Zabrzmiała pieśń.
Rozlega się chór z ław czyli śpiewają wierni. Pieśń obija się o mury kościoła, wiruje, wznosi się, wznosi, kogoś ponosi, jakoś tak nutki niebezpiecznie zbliżają się do górnego C, już dawno zostawiły go w tyle i teraz to już nie śpiew a jakaś aria. Zgubiłam melodię. W wyciąganiu wysokich dźwięków przodują rezydentki. Najpierw z chóru odpadają panowie, umiejący śpiewać wyłącznie basem. Potem odpadamy my, czyli kobiety mające określoną wydolność płuc. Rozglądamy się po sobie. Pieśń ma jeszcze co najmniej trzy zwrotki. My milczymy, ale panie z ławek wyciągają nuty pod niebiosa.
Nagle do mikrofonu podchodzi ksiądz i mówi: „Ja bardzo proszę żeby panie przestały śpiewać, bo to jest obraza boska”.
Buty natychmiast przestały mnie cisnąć. Cud.
zdjęcie: Karen Arnold, Pixabay