O niezrozumieniu w związku

Chyba się rozwodzę.

Ale nie w sensie, że za długo i rozwlekle gadam, ale mówię o sytuacji, w której ja zostaję z majątkiem w pałacu i pokaźnym kontem bankowym, a on odjeżdża z jedną pierzyną, w siną dal, gdzie będzie mu smutno i źle, wozem zaprzęgniętym w jednego konia (oczywiście takiego kaszlącego, o ile konie kaszlą).

Jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji, ale już się ku niej chylę (a nie, to coś mnie łupnęło w krzyżu  i wyprostować się nie mogę).

Do rzeczy: na moją subtelną uwagę (innych przecież nie rzucam, wiadomo), której tematu już nie pamiętam, brunet zapytał czy zauważyłam, że przez ostatnie dwa tygodnie ciągle go krytykuję.

Zdenerwowałam się. Jak mógł tak powiedzieć? Jak mógł??

Jak to świadczy o naszej relacji? O związku? O zrozumieniu? O odbieraniu sygnałów?

Przecież jego wypowiedź to jasny komunikat, że od piętnastu lat jestem nierozumiana  lub co gorsza niesłuchana.

A jak nie ma zrozumienia w związku to i związku nie ma.

To ja przez piętnaście lat się staram, ignoruję, krytykuję – wykonuję takie tam normalne czynności i zachowania osób będących w relacji, a on zobaczył tylko ostatnie dwa tygodnie?

Oj nie wróżę temu związkowi przyszłości, oj nie wróżę.

Czuję się obrażona i nie wyobrażam sobie, że nie zostanę przeproszona!

 

Wpis autoryzował brunet. Mówi, że nigdzie się nie wybiera.

Pewnie koń zakasłał się na śmierć.

 

zdjęcie: Lars Peter Witt z pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *