Savoir vivre pociągowy, czyli czepiam się.
„Jeździć pociągiem też trzeba umić” – zasada stara jak kolejnictwo.
I nie chodzi mi o umiejętność wsiadania do pociągu drzwiami, bokiem, przodem, bez potrącania innych, bez wylewania kawy na spodnie, sukienki, bez walenia po głowie walizką wkładaną na półkę i inne takie. Nie. Głowę mam twardą, a kawa się sprała. Chodzi mi o głośne, długie rozmowy przez telefon w przedziale pełnym pasażerów.
W jakich sytuacjach rozmowa telefoniczna spotka się ze zrozumieniem wśród współpodróżnych:
– przed wyjściem do pracy gotowałaś rodzinie zupę. Nie pamiętasz czy wyłączyłaś gaz, bo musiałaś równocześnie odpowiadać na poranne, egzystencjalne pytania partnera typu: gdzie są jego skarpetki, gdzie jest grzebień, gdzie wisi jego koszula, ile wynosi pierwiastek z pięciuset dwudzieści trzech. Możesz zadzwonić do straży pożarnej z pytaniem, czy pod twoim adresem była dzisiaj interwencja. Chcesz się upewnić, że pożar nie objął twojego mieszkania, bloku czy osiedla. Pasażerowie zrozumieją i będą trzymać kciuki, za satysfakcjonującą ciebie i twoich sąsiadów odpowiedź.
– sekundę temu przypomniało ci się, że partner ma urodziny, a odbiera cię dzisiaj z dworca. Nie wypada dzwonić przy nim do restauracji z pytaniem o wolny stolik. Każda kobieta w przedziale zrozumie i nawet pomoże załatwić rezerwację w innym zaprzyjaźnionym lokalu – jeśli będzie potrzeba.
– zapomniałaś kodów nuklearnych. Nie pamiętasz, czy po szóstce była ósemka, a potem hashtag, czy odwrotnie. Masz to zapisane w notesie na biurku. Zadzwoń do koleżanki, która myśląc, że pracując po dwanaście godzin zyska przychylność szefa i podwyżkę, i ślęczy w biurze do nocy, niech ci poda. Możesz nawet poprosić kogoś w przedziale o zanotowanie ciągu znaków. Zawsze mam przy sobie długopis, chętnie pomogę. Nie darowałabym sobie, gdyby ktoś napadł na nasz kraj i tylko przez twoje dobre wychowanie (czytaj: nie konwersowanie w przedziale przez komórkę), musiałabym zaciągnąć się w szeregi obrońców ojczyzny lub ukrywać w lesie udając partyzanta. Nie mam rozmiaru 34 i nie za każdym drzewem się schowam.
W innym przypadku, niewymienionym powyżej, błagam, poczekaj, aż dojedziesz do stacji docelowej i dopiero wtedy rozwijaj opowieść. Bo to nigdy nie są krótkie rozmowy, raczej epopeje narodowe, trylogie, wywody, coś na kształt sagi służbowo – rodzinnej. A ile tam zwrotów akcji!
Kochani:
-przepisy jak się gotuje rosół, piecze serniki, wywabia plamy – mogę znaleźć w internecie;
-informacje na temat „małpy” – nowej koleżanki z pracy, fajtłapy partnera i kretyna szefa – nie są mi do niczego potrzebne, a tylko powodują zażenowanie lub wnerw.
Zostawcie sobie trochę tajemnicy. Niech wasze życie nie będzie otwartą księgą dla wszystkich, jadących z wami osób.
Odłóżcie telefon. Popatrzcie przez okno na piękny świat. Poczytajcie coś. A jeśli już chcecie rozmawiać – porozmawiajcie ze mną. Lubię konwersować. Poznajmy się.
To jak?