Dzieci dzwonią z kolonii, czyli mali hipochondrycy.
-Mamo czy jestem na coś uczulony?- Z takim pytaniem zadzwonił do Izy syn. Wyjechał tydzień temu na kolonię nad jezioro.
-Nie, nie jesteś. Stało się coś?- zainteresowała się Iza.
-Bo mam takie czerwone policzki. Bardzo. Naprawdę. Rano nie miałem – kontynuował. Piotruś dba o siebie wyjątkowo. Kiedy skaleczy się w palec, pokazuje ranę całej rodzinie i owija rękę bandażem aż do łokcia.
-Byliście dzisiaj nad jeziorem?
-Tak – przytaknęło dziecko.
-Kąpaliście się?
-Tak.
-Jak pływałeś miałeś głowę nad wodą?
-Tak. Czy to coś poważnego? Muszę jechać do szpitala? – zapytał podekscytowany.
– Nie synu. Opaliłeś się po prostu -sprowadziła go na ziemię Iza. – Kolejny hipochondryk rośnie – mruknęła rozłączając się.