Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz.

-Zwalniam go za tydzień – powiedziała Anka przegryzając arbuza.

-Rozumiem, że nie apartament w Ritzu- zażartowałam.

-Bartka zwalniam. Dałam mu miesiąc. Owszem, cieszy oko i nawet pogadać z nim można, ale reszta dramat: żadnej własnej inwencji, żadnego własnego pomysłu. Czeka, aż ja podsunę temat. Byliśmy w Kazimierzu, bo wspomniałam, że to ładne miasto. Na pierwszą kolację poszliśmy do restauracji obok pomnika Mickiewicza, nieopatrznie wyraziłam zachwyt miejscem to nie zabiera mnie już nigdzie indziej. Karta dań dawno się skończyła i Bartek też się skończył.

-Nie przesadzasz? Wodzireja szukasz czy mężczyzny na życie?

-Wodzirejem też bym nie pogardziła – westchnęła Anka.- Wiesz co zrobił w poprzedni weekend? Przemalował mieszkanie, bo mu powiedziałam, że lubię szary kolor. Teraz  ma siedemdziesiąt metrów kwadratowych bunkra. No nie Kornelia, tak nie może być, żeby facet robił wszystko, czego chce kobieta. Trzeba się czasem postawić i mieć własne zdanie.

-A może by wpadł do mnie? Kuchnię trzeba odnowić- rozejrzałam się po swoim M.

– Ja tu problem egzystencjalny, a ty mi wyjeżdżasz z remontem. Kornelia, co mam zrobić? Za dużo tej uległości i potulności. Zwalniam go. Już postanowione.

– Od razu mówię: ja go nie biorę. Mi też ciężko wyrażać opinie i forsować własne zdanie. Waham się właśnie co ci odpowiedzieć. Niejedna by chciała przygarnąć do piersi coś więcej niż tylko garnek rosołu w sobotę, a ty wydziwiasz.

-To może chociaż  kawy nalej.

-Robi się – powiedziałam potulnie, choć kawę miałam beznadziejną, za to kompot świetny, ale nie wyskoczę z inicjatywą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *