Wytrzymaj to, czyli kobieta ma pasję.
Mam takiego wnerwa na NIEGO, że szok. Masakra! Cokolwiek powie lub zrobi, doprowadza mnie dzisiaj do szału. A przecież przestawiłam biurko pod okno, żeby zwiększyć mu powierzchnię życiową zajmowaną przez mój laptop i inne moje graty. Wybrałam to miejsce, żeby patrzeć na przelatujące ptaki, jadące tramwaje i chwytać promienie słońca. Zamiast muzyki miasta, słyszę łażenie w tę i z powrotem, trzaskanie szafkami w kuchni i głośne mieszanie łyżeczką w szklance. Co się dzieje? ON jest zazdrosny. O co? O mój czas. Zamiast siedzieć przy laptopie i udawać Masłowską (nie zna kobiety, ale widział ten film, w którym waliła w maszynę do pisania) to mogłabym dwa razy skopać ogródek, umyć okna, polecieć na pocztę z awizem i sprawdzić na Zalando czy na tę męską kurtkę od Hillfingera jest już promocja. A ja co? Za pisanie się wzięłam. „Kornelia, może o tobie też nakręcą film?” – słyszę rechot.
Doprawdy śmieszne!!! Miałam już wielbiciela zazdrosnego o mój każdy, nawet najmniejszy sukces. Nie od razu skojarzyłam, że to zazdrość – frustracja. Gdy podekscytowana dzwoniłam do niego ciesząc się, że pierwszy raz przebiegłam 5 km bez zadyszki, słyszałam: „Ale w jakim tempie??? Kobieto! Tak, to ty nigdy biegaczką nie zostaniesz”. Innym razem zrzucono na mnie organizację służbowej imprezy. Robiłam ekwilibrystykę słowną błagając dostawców o minimalne ceny kanapeczek, sałateczek i innych -eczek. Koleżanka upiekła tort za symboliczny koszt i dozgonną wdzięczność. Robiłam szpagat z przerzutką, żeby spiął się ograniczony budżet. Brunet rzucił w moją stronę komentarz: „No i z czego się tak naprawdę cieszysz? Pewnie śmieją się za twoimi plecami, że znaleźli leszcza na kajak, który im zorganizował imprezę. Doprawdy sukces. Narobiłaś się, a nikt ci za to ani nie zapłaci ani nie podziękuje”.
Gdzie mężczyźni murem stojący za swoimi kobietami? Gdzie ten błysk w oku mówiący TO MOJA KOBIETA ??? Co takiego mamy zrobić, żebyście nie czuli się zagrożeni, a współodczuwali z nami, cieszyli się naszymi mikro- i makro- sukcesami? Polecieć na Marsa lodówką czy lokówką?! Wasze osiągnięcia są za to głośno i szeroko omawiane, komentowane. Oczekujecie czci i szacunku, bo skręciliście długopis nie brudząc się tuszem! Dlaczego siedzi w was Onufry Zagłoba krzyczący: JAM TO NIE CHWALĄC SIĘ SPRAWIŁ?!
Zamykam laptop. Nie mogę się skupić, gdy co chwila ON zagląda mi przez ramię.
Dałam MU tekst do przeczytania. Komentarz: „Popracuj nad interpunkcją!”
„K… mać” – zaklęłam pod nosem.
„Kornelio wolałbym żebyś nie używała w domu takiego języka!” – mówi.
Wzdycham ciężko. Sprawdzę rano gdzie znajduje się najbliższa pustelnia. Jeśli mają tam wi-fi to zmykam!
photo by Rawpixel Ltd, from flickr.com
7 komentarzy
Basia
Kornelia, podpisuję się „obiema ręcami „. Teks trafia w punkt , uwielbiam!
Kornelia Knot
Dziękuję 🙂
Monika
Coś w tym jest. Mężczyźni wolą „blondynki „?;)
Kornelia Knot
🙂
Sylvi
Właśnie otworzyłaś mi oczy!
Kornelia Knot
🙂
galeony basni
Dobre i prawdziwe 😀
Co ciekawe dzisiaj czytałam artykuł Manueli Gretkowskiej, w którym omawiała fakt, że nasze mózgi się zmniejszają od czasu kiedy nastał patriarchat. Wcześniej, w dobie matriarchatu- rosły. Antropologowie szukali przyczyny w niedostatku jedzenia, zlodowaceniu a okazało się, że winny był ów patriarchat. Faceci zaczęli wybierać kobiety z mniejszym mózgiem, głupsze, bo łatwiej je kontrolować a te oczywiście siłą rzeczy rodziły dzieci o także mniejszych mózgach 😀 No więc wstrzeliłam się w tematykę jak widać 😀