Pande(ko)miczna sytuacja

Dopadli mnie. Najpierw rano katar w domu, a potem konduktor w pociągu .

Zaczęło się niewinnie. Otworzył drzwi przedziału i rzucił standardowe: „Bileciki do kontroli”. Nie przejęłam się. Znam procedurę: ja grzebię w torebce, a on przewraca oczami lub wzdycha.

Tym razem było inaczej.

Konduktor omiótł nas wzrokiem i zatrzymał się dłużej na współpasażerce, której znad maseczki wystawało pół nosa i kawałek brody.

Podniósł brew i głos, zwracając się jadowicie z pytaniem: „Nie znamy paragrafu 18 rozporządzenia Rady Ministrów?!!”

Zapadła cisza.

Jakaś mucha przeleciała.

Pani głośno przełknęła cukierka, którego chwilę temu wsadziła do ust. Pan w kapeluszu, siedzący dwa miejsca dalej, nasunął na siebie płaszcz i chrapnął, myśląc, że udawanie śpiącego uchroni go przed wywołaniem do odpowiedzi.

Siedziałam trzy miejsca dalej, jeśli pani nie odpowie, pytanie przejdzie na mnie.

Wystraszyłam się, bo jakoś nie wiedziałam, że oprócz posiadania biletu obowiązuje mnie również posiadanie wiedzy na temat paragrafu 18. Żałowałam, że nie ma za mną Basi. Schowałabym się za jej plecami, jak przed wywołaniem do tablicy w szkole.

„Źle pani nosi tę maseczkę! W tej chwili proszę założyć ją zgodnie z rozporządzeniem!”- nieubłaganie żądał konduktor.

Współpasażerka ciągnęła materiał w każdą stronę, ale konduktor nie wydawał się usatysfakcjonowany.

Co tu zrobić? Niby wiem, że trzeba te gumki założyć na uszy, a prostokątem ze szmaty zasłonić przednią część głowy zostawiając pole widzenia czyli nie nasuwając na oczy, ale kto wie, może się mylę. Może rozporządzenie mówi inaczej? Zawsze najlepiej wychodziło mi nakładanie maseczki z ogórka, ale nie o to konduktor pyta.

Ukradkiem sięgnęłam po komórkę, żeby zaczerpnąć wiedzy z internetu. Jak na złość nie było zasięgu.

Paragrafu nie znam, ale coś tam na pamięć umiem. Zagadam go. O choćby o świerzopie i dzięcielinie, o tym co uczyniła droga Urszula tym zniknieniem swoim. Mogę również zdradzić kto mieszka nad rzeczką opodal krzaczka albo dlaczego wysp tych nie ma. Ostatecznie wygłoszę  melorecytację zaczynającą się: księżyc raz odwiedził staw lub prosto do nieba czwórkami szli.

Jednak pytanie do mnie nie doszło. Konduktor zrezygnował z odpytywania, po tym jak czyjś małżonek wstał  i rzucił odważnie: „Żona mi nie powiedziała, że trzeba coś umieć na pamięć. Zgłaszam nieprzygotowanie!”

Zuch. Nie ma co!

A Wy dziewczyny co pamiętacie ze szkoły? Czym zagadałybyście konduktora?

Oczywiście pytam te, które nie znają na pamięć rozporządzenia. Wiadomo.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *