Nie rezygnujmy z siebie, czyli kiedyś miałyśmy marzenia…
Pamiętacie o czym myślałyście po maturze, po osiągnięciu pełnoletności, albo kończąc inny ważny etap w życiu? Pamiętacie te głowy pełne planów A, planów B, „wieloplanów”. Wchodziłyśmy w dorosłe życie z jakimś pomysłem na siebie, a potem…odpuszczałyśmy. Dziewczyny! Co się stało? Rzeczywistość nas dopadła? Zweryfikowała boleśnie nasze marzenia? Teraz żyjemy czy udajemy, że żyjemy? Spełniamy czyjeś pragnienia i wyobrażenia, a co z nami? Wypisujemy się z angielskiego, bo syn chciałby chodzić na basen w tym samym czasie, a wiadomo potrzeby dziecka są na pierwszym miejscu. Chciałyśmy spędzić kilka dni w górach, ale rozumiemy JEGO potrzebę spotkania się z rodziną. Siedzimy więc przy świątecznym stole, grzecznie słuchając przytyków typu: „he he he kochana niezbyt dobrze ci w tym blondzie”. Nie odpyskniemy, bo nie chcemy być tą, która wszczyna awantury i przełykamy rosół, choć rośnie nam w gardle. Nie idziemy na imieniny do przyjaciółki, bo partner się dąsa. Chcemy mieć jakieś życie poza NIM, doprawdy! Chowamy w szafie pod starymi ciuchami, nowo zakupione bluzki, sukienki, odcinamy metki, po co? Żeby uniknąć tego oskarżycielskiego tonu lub wzroku mówiącego: „znowu sobie coś kupiłaś!” Chcemy być dobrą matką, żoną, partnerką. Rezygnujemy z siebie.
Posłuchałaś GO, wybrałaś JEGO zamiast imienin Basi, Izy, Gosi. Siedzisz z NIM w domu. Pijecie kawę. Pełnia szczęścia. Tego chciałaś? Tak miał wyglądać związek? Chciałaś mieć właściciela czy partnera? Kiedyś rodzice mówili ci, co masz robić, teraz robi to ON.
Bohaterkami są dla mnie kobiety, które się realizują i których faceci nie jęczą: na siłownię chcesz się zapisać? To my nie mamy pilniejszych wydatków? Na włoski chcesz chodzić? W tym wieku chyba za późno na naukę języka. Kończ tę rozmowę. Gadasz z Izką już dziesięć minut.
Wachlarz emocji, jeśli nie robisz tego, co on chce, jest szeroki. Masz do wyboru: awanturę, wzdychanie, foch albo ciche dni.
Nie wiem jak wy, ale ja mam już tego dosyć. Nie wszyscy mężowie moich przyjaciółek są moimi przyjaciółmi. Dlaczego? Bo uświadamiam dziewczynom, że nie należy NIGDY rezygnować z siebie! Piotrek Anki mówi: „Z Kornelią gadałaś? Skąd wiem? Bo jesteś wtedy nie do zniesienia.” A co się stało? Zamiast obiadu z dwóch dań, ugotowała mu tylko zupę, a o 19, zamiast szykować posiłek na następny dzień, pobiegła ze mną na zumbę.
Spotkałam niedawno parę w sklepie odzieżowym. Ona przymierzała żakiet, on dosadnie komentował zakup. W pewnym momencie dziewczyna odwróciła się i stanowczym głosem powiedziała: czy ty myślisz, że kupuję to dla siebie? Naprawdę myślisz, że potrzebuję piątego żakietu czy dwudziestej sukienki? Dla CIEBIE to robię! Żebyś miał kobietę, która o siebie dba! Dla CIEBIE chcę ładnie wyglądać, nie dla siebie! I dlatego wezmę ten żakiet!
Brawo dziewczyno. Muszę się jeszcze dużo nauczyć.
photo by Chongwah from flickr.com
4 komentarze
Olimpia
Smutny ten wpis, ale jak prawdziwy. Kornelio ucz się, ucz….
Ania
Najtrudniejszy pierwszy krok…
Żeby o siebie zawalczyć trzeba zrobić ten jeden pierwszy, bardzo trudny krok, potem będzie łatwiej. Czasem jest tak, że same sobie nakładamy kajdany, w imię nie wiem czego, a potem dopada nas frustracja…
Grunt to znaleźć w sobie siłę, jak…? Właśnie szukam…
Izabela
Mój mąż 20 lat był sam teraz kiedy spotkał mnie robi wszystko bym czuła się jak królowa i za to go kocham. Ciebie kornelio bardzo podziwiamy bo wpisy masz niesamowicie trafne. Tak trzymaj
Kornelia Knot
I się poryczałam.
Ale dziękuję.