Skutki uboczne wykształcenia.

Obudziłam się rano z migreną (tak powiedziałaby dama – mnie po prostu łupał łeb).

Powód: zdjęcie u fotografa.

Odwlekałam tę chwilę, rozciągałam w czasie tak, że aż skurczył się niczym sweterek prany w 60 stopniach i nie było w rady: w sobotę należało dać się zdjąć.

Nieopatrznie zgodziłam się na podnoszenie kwalifikacji w pracy, a jednym ze skutków wspięcia się na szczebel okazało się zdjęcie oblicza w wersji kolorowej, błyszczącej lub matowej, format „jak do legitymacji”, celem przyklejenia do dyplomu ukończenia kursu.

Zakład fotograficzny nawiedzałam wieki temu, kiedy puder i szminka służyły tylko do podkreślania urody, a nie tuszowania niedoskonałości, czytaj: ratowania twarzy.

Zakręciłam włosy na noc z mizernym skutkiem, bo się cholery wałki jakoś zsunęły, pozostawiając mi odgnioty na mózgu, zamiast pięknych, blond loków. Osiągnęłam efekt odwrotny do zamierzonego: naelektryzowane włosy sterczały niczym anteny nastawione na odbiór radia Erewań. Chciałam mieć fale, ale nie radiowe!

Zdążyłam rano wybebeszyć szafę w poszukiwaniu czegoś spełniającego kryteria: żeby wyglądać młodziej, bardziej świeżo, nie tak grubo. Uzbrojona w szczotkę do włosów i nerwowy uśmiech, pojechałam się zdjąć.

-Dzień dobry, czy mogę zrobić sobie zdjęcie?- Zapytałam wchodząc do zakładu, a uśmiechnięty starszy pan odpowiedział:

– Mam nadzieję, bo siedzę tu od rana i pstrykam. Proszę zdjąć płaszczyk i broń Boże nic innego i zapraszam na krzesełko. Umie się pani uśmiechnąć z ząbkami? Pokażmy światu, że pieniądze na aparat nie poszły na marne. O, bardzo ładnie. Niczym modelka. Proszę się nie denerwować, zrobimy tak, żeby wyszła pani najkorzystniej. Mamy czas, bo to potrwa.

Zaczął się fotograficzny fitness:

„Proszę usiąść pół- boczkiem, niby przodem a jednak nóżki w lewo. Wyciągnąć brodę do przodu, podnosząc ją troszkę.”

Potem puknął mnie w biustonosz z tyłu, kazał wyprostować plecy. Popatrzył z daleka na swe dzieło i powiedział: „Tak będzie najkorzystniej”.

Pstryknął.

Odszedł od aparatu i zasiadł do komputera. Obrabiał zdjęcie z miną jaką przybierają najwięksi artyści tworzący wiekopomne dzieła. Chwilę chuchał, dmuchał, czarował, po czym wręczył mi efekt pracy.

Popatrzyłam. Bajka Ignacego Krasickiego „Malarze” nie straciła na aktualności.

Pamiętacie?

” (…) Dlaczegóż los tak różny mieli ci malarze?

Piotr malował podobne, Jan piękniejsze twarze.”

Trafiłam na Jana.

Wyszłam od fotografa z twarzą.

Z nową twarzą i w dobrym humorze.

Za jedyne 25 złotych.

Jak to leciało? Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie…  🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *