A spróbuj się teraz dodzwonić!
W czasach dawno minionych strach wzbudzał…telegram. Kiedy mama dostawała powiadomienie, zalewała się łzami nawet nie znając przesyłanej treści. Czasami była tam tylko wiadomość, że ktoś do nas przyjeżdża i wtedy rozpacz zamieniała się w ulgę.
Rozmowa międzymiastowa nie wywoływała już takich dreszczy. Myślałam, że gdy mama wchodzi do kabiny telefonicznej to tylko po to, żeby sobie pokrzyczeć. Krzyczała i nikt nie zwracał uwagi. Wszyscy tak rozmawiali.
Nie mieliśmy telefonów komórkowych, ale udawało nam się porozumieć.
W parku na moście oraz na pniach drzew można było przeczytać wyznania miłosne, oświadczenia kogo i z kim łączy wielka, nierozłączna miłość, kto jest głupi, albo który klub piłkarski jest #@##.
Darliśmy się pod oknami „maaamooo”, żeby zapytać jak długo możemy jeszcze zostać na dworze, albo czy rzuci nam chleb z cukrem lub tylko piłkę.
Modna była komunikacja szeptana (i nie mówię o grze w głuchy telefon). Jedna pani drugiej pani szeptała gdzie rzucili pomarańcze, w której kolejce warto stanąć by jeszcze dostać herbatę oraz kto może załatwić meblościankę spod lady.
Czy to były trudne czasy dla porozumiewania się?
Nie sądzę. Nie zdarzyło się, żeby mama nie otworzyła okna lub żeby nie dotarło do zainteresowanej Basi, że kocha się w niej Paweł (o czym nagryzmolił na murze). Jak nie doniosły koleżanki to doniosła szkolna woźna, klnąc pod nosem podczas zmywania napisu.
Teraz jest lepiej, bo mamy lepsze środki komunikacji? Tak myślicie?
Otóż wraz z pojawieniem się telefonu komórkowego, nowego znaczenia nabrało słowo: dodzwonić się.
Często próbuję dodzwonić się do zaprzyjaźnionego nastolatka i powiedzmy na dziesięć połączeń udaje mi skomunikować raz.
Powodów braku reakcji na moje dobijanie się dźwiękowe lub pisemne jest kilka. Podaję najczęstsze:
– rozładował mi się telefon,
– nie było zasięgu,
– miałem wyciszony dźwięk,
– nie zauważyłem wiadomości,
– odinstalowałem messengera.
Zastanawiam się czy nie wypuszczać go z domu tylko na odległość dokąd mogłaby dotrzeć fala dźwiękowa i mój głos: do dooomuuuu!.