Przeszkadzacze dnia codziennego, czyli zaraz mnie coś trafi.
Sytuacja z zeszłego tygodnia:
Obiecałam sobie, że przysiądę do pisania! Naprawdę! Ale…może najpierw posprzątam. Nie skupię się na książce, kiedy z kosza wyłazi pranie, podłoga błaga o odkurzenie, a lodówka wzdycha, że dawno nie widziała pomidora, sera i innych przyjaciół ze spożywczaka. Załatwię wszystko szybko w godzinę i wracam do kartek. Okazuje się, że powrót do kartek trwał dłużej niż myślałam, bo w spożywczaku wysiadł terminal. Musiałam biec do bankomatu po pieniądze, po drodze zajrzałam do Ewy fryzjerki, umówić się przy okazji na kolor i zostałam chwilę na kawie. Z godziny zrobiły się dwie. Potem trzeba było coś zjeść i proszę: która jest? Ludzie! Znowu zmarnowałam tyle czasu.
Na studiach taką samą metodę stosowałam w czasie sesji. Robiłam z otoczenia sterylne laboratorium, naiwnie sądząc, że uporządkowane otoczenie równa się piątka z egzaminu. Uwierzcie na słowo: nie równało się. Kiedy przed wejściem na egzamin ustny z literatury klasycznej siedzieliśmy na korytarzu przeglądając ostatni raz notatki, ktoś nagle zapytał: jak się nazywał koń Achillesa? Na co Gośka jęknęła: Boże to Achilles miał konia?? A dzień wcześniej pucowała otoczenie razem ze mną, zamiast skupić się na nauce (na szczęście profesor nie zapytał o konia Achillesa – gdybyście chciały wiedzieć).
Dookoła mnóstwo rozpraszaczy: telewizor, fb, piękna pogoda za oknem. W ten weekend się nie dam. Skupiam się tylko na tym, co ważne, reszta mnie nie interesuje. Zajmę się tylko pisaniem. Ponieważ musiałam, po prostu musiałam dokończyć rozdział książki, odcięłam się od świata (przezornie wysprzątałam dom dwa dni wcześniej, niektóre nawyki pozostają).
Kiedy brałam długopis do ręki, zadzwoniła Gośka z radosną informacją:
– Zostaję blogerką modową!
Jęknęłam. Gośka szukała swojej niszy od lat. Pół roku temu otwierała kwiaciarnię, ale okazało się, że jest uczulona na asparagus. Miesiąc temu chciała sprzedawać przez internet broszki z modeliny, ale spaliła piekarnik wypalając biżuterię. Konieczna była wizyta strażaków i ubezpieczyciela. Szyła już ubranka dla papug, hodowała jedwabniki i kleiła latawce w kształcie waz z dynastii Ming.
– Skąd ten pomysł? – Zapytałam ostrożnie.
– Wiesz: szafę mam, ubrać się umiem. Ogólne zasady doboru stroju znam: bielizna pod spód, reszta na wierzch. Kolory rozróżniam. Fotograf mi tylko potrzebny i dlatego dzwonię.
– Gocha zlituj się. Ostatni raz aparat fotograficzny miałam w rękach na koloniach w epoce minionej. Robiłam zdjęcia Zbyszkowi i prawie na każdym ucięłam mu pół głowy. Nie nadaję się do roli fotografa.
– Głupia jesteś. Robiłabyś zdjęcia moim telefonem. Próbowałam sama, ale mam taką technikę, że na każdym zdjęciu wychodzi mi zez zbieżny albo rozbieżny.
– Poproś Izę – olśniło mnie. – Muszę dokończyć rozdział do jutra, a nie mogę się zdecydować czy uśmiercić niewiernego amanta, czy tylko lekko go poturbować.
– Dobrze, zadzwonię, ale nie miej pretensji, jak odbierając nagrodę dla blogerki modowej roku, nie wymienię cię wśród podziękowań.
Zapewniłam, że nie będę żywić urazy i Gośka się rozłączyła.
Musiałam dokończyć ten rozdział. Obiecałam sobie, że tak, jak jeden z czołowych polskich pisarzy, napiszę codziennie sto stron. Czy może tysiąc? Nie czytałam wywiadu zbyt uważnie.
Kolejny telefon. Zaraz zwariuję.
– Pamiętasz o urodzinach Arka w sobotę? – Zuza dzwoniła, żeby się upewnić.
– Tak, pamiętam. Zuza, jak odbiorę dzisiaj jeszcze jeden telefon to oszaleję. Piszę.
– To pisz, ale powiedz, że wiersz masz gotowy. (Obiecałam, że na urodzinach Arka odczytam żartobliwy wiersz.)
– Mam. Nie bój się. Rozłączam się. Pa – odłożyłam telefon do szuflady. Wyciszyłam go na wszelki wypadek.
Domofon.
– Sąd zbliża się wielkimi krokami. Czy jest pani zainteresowana zbawieniem swojej duszy?
Do pokoju wleciała wielka mucha. Spojrzałam na świat za oknem. Widocznie dzisiaj to nie jest TEN dzień.
Literatura musi poczekać. Idę na rower. Poszukam inspiracji w lesie.
I w ciszy.
zdjęcie pochodzi od Natalii z bloga: jestrudo.pl
2 komentarze
Monika
Kiedy będzie książka? Dobrze się zapowiada?
Kornelia Knot
Nieprędko. Za dużo much wpada mi przez okno.