Do czego służy tusz do rzęs?

Nie przejmuj się – łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.

Jestem miła. Jestem do cholery miła!  Na dzień dobry odpowiadam dzień dobry.  Cieszę się z sukcesów innych. Nie pluję jadem. To wszystko za mało… Za mało, żeby traktować mnie jak człowieka. Jestem kobietą słabą, wahającą się, z kompleksami, pomimo świadectw z czerwonym paskiem, kurzących się gdzieś w szafie. Wiadomości zdobyte podczas odległej edukacji pewnie się zdezaktualizowały, ale są jedynym potwierdzeniem, że głupia chyba jednak nie jestem, skoro wkułam złoża naturalne Konga, budowę pantofelka i eugleny zielonej na całkiem przyzwoite oceny. Świat się zmienił. Wymyślono koło. Osiągnięto postęp, a ja ciągle tkwię mentalnie w odległych czasach, kiedy wszystko było prostsze. A może tylko tak mi się wydawało, bo byłam młodsza, czy też mniej miałam do stracenia. Jestem kobietą, ale bezspornie nie kobietą nowoczesną.

Jaka jest kobieta XXI wieku? Pewna siebie. Świadoma swojej wartości. Chodzi z podniesioną głową. Porażki to nie dramat, a mobilizacja do lepszego działania. Rzadko się załamuje. Nie przejmuje się głupotami. Moje wymyślone alter ego (kobieta, którą zawsze chciałam być) Kornelia redaktorka, ma wszystkie cechy nowoczesnej kobiety. Mówi, jeśli leży jej coś na sercu. Bez awantur i złośliwości. Normalnie, jak do ludzi. Nie gra ani w życiu ani w pracy w gierki, podchody, intrygi. Nie ma czasu i ochoty na bycie jędzą. Ma wiele powodów do wywyższania się, ale tego nie robi, bo wie, że przede wszystkim należy być człowiekiem.

Staram się być taka jak ona, ale słabo mi wychodzi. Wokół mnie ludzie dobrzy i źli. Różni. Każdy ma swoje dramaty, swoje historie, swoje życie. To jak się zachowujemy, odnosimy do innych, zależy od wielu czynników. Pamiętam o tym, kiedy kolejny raz słyszę złośliwości, kiedy kolejny raz zawiodę się na ludziach, kiedy ktoś próbuje mi udowodnić, że jestem mało warta, głupia, beznadziejna. Co robię? Usprawiedliwiam plucie jadem. Myślę: może ktoś ją/jego skrzywdził? Może coś się zadziało w jej/jego życiu? Bo przecież powód jakiś musi być. Musi. Nikt nie chce być podły. Nikt nie chce specjalnie krzywdzić innych. Pewnie to niechcący. Pewnie zrobiła/zrobił zanim pomyślała/pomyślał.

Kto z was wstaje rano zadając sobie pytanie: Boże nie, znowu muszę tam iść?

Często tak mam. Ciężko zwlec się z łóżka i udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy jedyne na co mam ochotę to zostanie w tym domu, w tym łóżku. Lustro w łazience podpowiada, że jednak trzeba się umalować, aby przypominać człowieka. Pogoda się poprawia, ale tylko za oknem, bo w duszy szaroburo. I tylko ja mam problem, bo ten kto wczoraj pluł jadem, dzisiaj wstaje rześko jak skowronek i wpada do pracy z radosnym „dzień dobry”.

Jestem na siebie zła. Za każdym razem obiecuję: nie pozwolę się więcej krzywdzić, nie dam się, powiem jej/jemu/im! Odezwę się.

Czytam mądre książki, wypłakuję się przyjaciółkom. Pomaga na chwilę. Do następnego razu.

Zuza się wścieka:

-Kornelia możesz się w końcu odezwać, czy ja mam tam wparować i zrobić porządek?

Monika pyta:

-Czy ty jesteś mądra??? Siedzisz cicho? Odezwij się kobieto.

Gośka radzi:

– Kornelia, to, że jesteś miła to, że się nie odzywasz to twój wybór, ale i z takimi sytuacjami można sobie poradzić. Ci, którzy krzywdzą rekompensują sobie własne braki, leczą własne kompleksy. Na razie nie przejmuj się. Kornelia masz nas. Nie przejmuj się.

Łatwo powiedzieć: nie przejmuj się. Nie uczono mnie nigdy pewności siebie, asertywności, nie przejmowania się. Może dlatego jestem, jaka jestem. I dalej będę dziękować Bogu za łazienki  w pracy, w których można się wyryczeć, umyć twarz, wytrzeć oczy i zamaskować kosmetykami porażkę, bo znowu dałam się sprowokować i znowu nie umiałam się odezwać i zawalczyć o siebie.

 

photo by Pe_Wu from flickr.com

2 komentarze

  • bosonoga_kontessa

    Kochana Kornelio, jestem z Tobą! Jestem zapewne dużo starsza od Ciebie (1952), ale to nie przeszkadza w rozumieniu Twoich problemów. Mam tak samo jak Ty i mam przyjaciół (głownie przyjaciółki), które widzą świat podobnie, tak samo czują i tak samo zbierają baty od otoczenia… Wiem, że „nie przejmuj się” to idiotyczne słowo-wytrych – tego się nie da zrobić pstryknięciem palcami. To bardzo trudny proces, w którym trzeba walczyć sama z sobą i wpojonymi nam wzorcami zachowań. Ale można to robić i trzeba to robić. Mnie pomógł psychiatra, do którego poszłam 20 lat temu – i żałowałam, że tak późno… Dał mi prochy, ale też rozmowy – raz na kwartał – które pomogły mi spojrzeć na siebie i moje otoczenie z dystansu i powoli uczyć asertywności, czyli uprzejmego „darcia pyska” w obronie własnych interesów. Rozważ to. W każdym razie pamiętaj – nie jesteś sama na świecie! Takich ludzi jest mnóstwo – i trzeba o nich dbać, jak o ginący gatunek…

    • Kornelia Knot

      Wszystko, co piszesz to szczera prawda.
      Pomaga mi też świadomość, że obok dni gorszych są również dni lepsze, świetne i takie jak powinny być.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *