Blondynka wieczorową porą
Machając nogą w kapciu pisałam wczoraj tekst z zamiarem opublikowania go w piątkowy poranek. Czułam się jak brunet wieczorową porą, bo, jak bohater przywołanego filmu, przez cały dzień nie mogłam znaleźć miejsca, w którym spokojnie dokończyłabym (nie bójmy się nazwać rzeczy po imieniu): prawdy objawione.
Tekst wydawał się lekki i przyjemny, pasujący do porannej, piątkowej przedweekendowej kawki (razem się pisze czy osobno?).
Zegar wskazywał 23:05 (bo przecież jak się ma rodzinę to o innej porze do swoich spraw się nie zasiada), włosy zawinięte na trzy wałki z przodu i pięć z tyłu spokojnie sobie schły, gdy nagle oczom moim ukazał się złośliwy komentarz pod jednym ze starych wpisów, a potem kolejny pisany tą samą ręką.
Nie usuwam ich, bo każdy ma prawo zabrać głos w dyskusji. Każdy ma prawo powiedzieć co go boli, cieszy.
Można nawrzucać autorce byle merytorycznie i bez jadu.
Gdy czytam jakąś złośliwość to mi włosy parują, czyli szybciej schną, a tym samym szybciej mi się loki zakręcają, czyli jakąś wartość te słowa mają.
Ale zdania wychodzące spod ręki Pani Joanny miały charakter ataku na inne kobiety dzielące się w komentarzach swoimi doświadczeniami. Na taki atak nie pozwalam.
Lekkiego tekstu nie dokończyłam. Zamyśliłam się. Co skłania dorosłą kobietę, aby siedzieć o 23 w Internecie pisząc złośliwości?
Ale może ona też zakręca włosy na wałki i może rzucając czymś w kogoś w Internecie, włosy jej się gotują, szybciej schną, ergo: szybciej robią się loki. Może.
Westchnęłam.
Kobieta kobiecie wilkiem – jakże prawdziwe i przykre w dobie, gdy i relacje z mężczyznami do łatwych nie należą.
Ostatnio usłyszałam: „Taka wyemancypowana jesteś, a ciekawe kto u was nosi worki z cementem?”
Podzieliłam się tą refleksją kolegi z innymi kobietami, co z kolei zainspirowało dr Krystynę Bezubik do napisania tekstu o tytule: „Co wspólnego z feminizmem ma noszenie worków z cementem”.
Podlinkowałam Wam na dole świeżutki tekst Krzysi i polecam jako lekturę, również tym, którym słowo „emancypacja” czy „feminizm” nie kojarzy się najlepiej.
Czytajcie, bo rzadko jestem inspiracją dla kogokolwiek.
Właściwie byłam tylko raz, kiedy młodszy brat naśladując siostrę golącą nogi, zamknął się w szafie w przedpokoju i ogolił mamie, kupione za ciężkie pieniądze, futro z królika.
Czytajcie, a ja kończę lekki wpis na poniedziałek.
zdjęcie: wyszperane na pixabay
2 komentarze
Krzysia Bezubik
To prawda, że kobiety zbyt częste są dla siebie zbyt okrutne, złośliwe. Generalnie nie rozumiem ataków, na drugą osobę, niezależnie, czy autorem jest kobieta czy mężczyzna.
Łucja
Tak już jest że każdy może wyrazić swoje zdanie składne czy też nie…ale może.Jeśli jednak nie zdagdza się ze słowem głoszonym mozna to ubrać w kulturane słowa. Właśnie .. dobre wychowanie chyba tego brakuje.Pozdrawiam 🙂 bez wałków 🙂