Bo prawdziwy mężczyzna o kobietę dba!
Od kilku minut słuchałam grzecznie, co Współspacz* miał do powiedzenia.
I choć wywód bruneta mogłam przerwać po minucie (bałam się, że mu kolacja wystygnie), to akurat dzień wcześniej wpadł mi w ręce artykuł na temat związków, w którym stało jak byk, że MĘŻCZYZNA OD CZASU DO CZASU WYPOWIEDZIEĆ SIĘ MUSI.
Widocznie przyszła kolej na nasz dom.
Przedmiotem tyrady było moje zbyt emocjonalne podchodzenia do rzeczy dziejące się tylko w internecie i on mnie nauczy jak się takie sprawy załatwia, bo widzi, że zdecydowanie za miękka jestem.
W mężczyźnie odezwał się rycerz, Konrad Wallenrod, James Bond czy Dean, ogólnie taki ktoś pomagający kobiecie w opałach.
Zaakcentował, że naukę mam zacząć od zaraz, odpisując panu, który w internecie zaczepił mnie słownie, uważając mój komentarz pod postem koleżanki za płytki (cytuję cytat: „ale płytki ten komentarz napisałaś”).
Na razie mam spróbować odpisać sama, Współspacz mi to potem zrecenzuje, a teraz się zajmie kolacją, bo przez to zajmowanie się moimi internetami całkiem mu wszystko wystygnie.
Naostrzyłam gęsię pióro, wywaliłam jęzor jak przy ciężkiej robocie i zaczęłam tymi słowy:
„Bardzo Pana przepraszam, ale mąż zerknął okiem na Pana komentarz i prosi o nie zaczepianie mnie w ten sposób, bo on myślał, że w tych internetach to ludzie kulturalnie rozmawiają, bez zaczepek i gdyby proszę Pana wiedział, że ja się potem tak denerwuję i płaczę to on by mi nigdy telefonu z dostępem do internetu nie kupił, a ja proszę Pana muszę mieć dostęp, bo Gośka moja przyjaciółka wyleciała do Stanów z nowym facetem i się denerwuję co u niej, a kontaktujemy się tylko przez internet w komórce, bo mi laptop się zepsuł, a informatyk ręce rozkłada i nie wiem ile ta naprawa potrwa. I jeszcze mąż mówi, że jeśli chodzi o płytkość to owszem na basenie wybieram płytszą stronę, ale on już mnie zapisał na naukę pływania, żebym na głębi się nie bała. Ta moja obawa przed głębią to głębszy problem, przez który mąż awansu nie dostał, bo proszę Pana jak ostatnio byliśmy nad morzem na takim wyjeździe służbowym, to nowa narzeczona dyrektora głębi się nie bała i żabką, i kraulem pływała, a najlepiej to na plecach. I się tak wszyscy zachwycali tą narzeczoną, a ja tylko przy brzegu stałam, zapalenie pęcherza symulowałam i pewnie dlatego mężowi awans koło nosa przeszedł, przez tę moją obawę przed głębią właśnie, bo nie mogłam się wykazać, że ja też jak narzeczona dyrektora na plecach sobie radzę.”
Odłożyłam pióro, bo mi się tusz w kałamarzu skończył i podałam dzieło życia do recenzji.
Współspacz przeczytał, zrobił dziwną minę i chyba mu się spodobało, bo zaraz powiedział: „Kornelia nalej mi whisky”, a wiadomo, że u nas w domu alkohol to się podaje tylko jak się coś świętuje, jak jakaś radość albo szczęście zawita.
Dlatego proszę, dajcie się Waszym mężczyznom wypowiedzieć i potraktować Was jak osoby potrzebujące pomocy, bo może i z Waszego wyskoczy w niespodziewanym momencie rycerz abo jaki książę? Nie duście księcia w mężczyźnie!
Policzmy się. Niech każda, której mężczyzna choć raz okazał się rycerzem, zostawi buźkę pod tym wpisem.
*a dla pogubionych w tekście wytłumaczenie: według słownika staropolszczyzny XVI wieku „Współspacz” to ten, co się w łóżku rozpycha i kołdrę zabiera, a wy całą noc macie pół pleców odkryte, a potem rano się dziwicie skąd ten katar.