Czary mary

Aby uniknąć porannego biegania z szaleństwem w oczach szukając kluczy, prawego buta, tej niebieskiej bluzki lub drugiego kolczyka, warto przygotować sobie wszystkie potrzebne rzeczy wieczorem. Na stole należy poukładać drobiazgi (błyszczyk, telefon), wyjąć z szafy wszystkie części garderoby i położyć np. na fotelu (uprasować, jeśli coś wymaga przeciągnięcia żelazkiem), wklepać krem pod oczy, aby uniknąć porannej opuchlizny, sińców czy co tam kto ma, napić się naparu z melisy i zasnąć śniąc kolorowe sny, bo przecież doskonale przygotowałyśmy się do dnia następnego, co gwarantuje piękne, szczęśliwe, długie życie.

Bla, bla, bla, bla.

Każdego ranka stoję przed lusterkiem mniej więcej o tej samej porze. Nie szukam kluczy, bo tkwią w zamku. Mam się w co ubrać, bo tak jak Francuzki stosuję minimalizm w garderobie i kupuję tylko rzeczy pasujące do siebie (cztery białe jedwabne bluzeczki i dwie pary czarnych spodni najwyższej jakości, spódnica za kolanko). Wystarczy, że sięgnę do szafy i wyjmę cokolwiek i tak zawsze wyglądam świetnie. No dobra, nakłamałam: o Francuzkach czytałam w jakiejś gazecie, a jedwabne to mam dłonie po takim kremie z tubki. Po prostu wyciągam z szafy sukienkę nie wymagającą prasowania i tyle.

Ale jest coś, czego nie przeskoczę, nie zmienię choćby nie wiem co.

Zaczyna się niewinnie. Sięgam po jedyną szczotkę, która nie elektryzuje mi włosów i czeszę się w kitkę. Kiedy już wyglądam jak ta lala, wyciągam rękę po gumkę, która powinna wisieć na haczyku przy lusterku, ale dziwnym trafem nigdy jej tam rano nie ma. Trzymam kucyk prawą ręką, z lewej nie puszczam szczotki i zaczyna się poszukiwanie zaginionej gumki. Tak poranna zabawa w chowanego: ja szukam, gumka się chowa. Jestem przekonana, że kiedy zaczynam się czesać, lafirynda zsuwa się z haczyka i powolutku, pomalutku rozgląda się za kryjówką.

Doprawdy zdziwiona jestem, że jeszcze nie nakręcili o tym filmu. Arka Noego zginęła raz i już zrobili o tym sto filmów. Moja gumka gnie codziennie a żaden reżyser nie zapukał do drzwi. Jest część wspólna pomiędzy tymi dwoma historiami. Jaka? Nadprzyrodzona. Podejrzewam, że w mojej siły nieczyste maczają palce. A przynajmniej jeden (wiecie który). Gumka pojawia się i znika. Materia nieożywiona ożywia się i chichocząc patrzy jak biegam rano szukając kawałka elastycznej szmaty.

I kiedy omdleje mi ręka i puszczę starannie czesane włosy, puf, niczym za czarodziejskim zaklęciem, pojawia się cholera.

Tym razem żmija siedziała okręcona wokół szczotki.

Podejrzewam ją o czary i żądam przywrócenia kary palenia na stosie. Dla gumki oczywiście.

 

 

 

zdjęcie: Anna Maria Zagórska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *