Coś mi jednak w życiu wyszło!

Muszę się podzielić z Wami radosną informacją! Nie, nie zadzwonił koncern samochodowy z propozycją milionowego  kontraktu za wzmiankę na blogu o nowym modelu auta. Szczerze mówiąc, nie do końca zgłębiłam  tajniki trudnej sztuki prowadzenia pojazdów, więc lepiej niech nikt nie dzwoni. Prawo jazdy mam,  śliczniutkie, czyściutkie, rzadko używane. Żart o tym, że ktoś jechał pierwszy w korku, to nie żart – naprawdę jechałam pierwsza. Nie wiem z czego się tu śmiać.

I nie, żadna firma kosmetyczna nie poprosiła mnie o wypróbowanie nowej szminki nietestowanej na zwierzętach, nietestowanej na ludziach ani na nawet na moim byłym narzeczonym (pozdrawiam).

Moje drogie – znalazłam coś. Medal. Z cyferką JEDEN. Przeleżał biedak w pudełku na strychu. Tyle lat. Jest namacalnym, żywym (a nie, to robak po nim chodził, już strzepnęłam!) dowodem na to, że coś mi się jednak udało.

Całe życie myślałam, że jestem gamoniem sportowym, łamagą, koleżanką wybieraną do drużyny jako ostatnia.  Nigdy nie nauczyłam się skakać przez kozła.  Nie posiadłam umiejętności wskoczenia na skrzynię gimnastyczną bez walnięcia się nosem w drewnianą część i naprawdę zrobiłam salto w tył, próbując rzucić za siebie piłką lekarską (kiedyś rzuciłam sobie granatem pod nogi – ale to na innej lekcji). Grałam w siatkówkę. Raz. Po tym jak Iza zaserwowała z drugiej połowy boiska, prosto w moją klatkę piersiową, przez co gwałtownie zmniejszyła mi wydolność płuc, omijam sporty zespołowe szerokim łukiem.

Ale był taki dzień, kiedy zdobyłam medal. Pamiętam doskonale. Gorące, letnie powietrze przepełniała atmosfera zdrowej, sportowej rywalizacji. Dookoła dopingujący kibice, zagrzewający do walki i ja…drobna dziewczynka, uczesana w kucyk, zaciskająca pięści, nakierowana na cel: zdobyć medal!

Ja, sześcioro innych uczestników i 6 krzeseł! Miejsce: ośrodek wczasów zakładowych w Mielnie. Nie dałam się pokonać. Za każdym razem kiedy cichła muzyka, to ja trafiałam na krzesełko. Wola walki była we mnie silna. Udało się. Zdobyłam złoty medal w grze w gorące krzesła.

Żyją jeszcze świadkowie tamtego wydarzenia. Przysięgam, że mówię prawdę. Jak bum cyk cyk!

 

zdjęcie: Bernard Spragg Nz z flickrcom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *