Podbite oko Zuzy.

Chorych nawiedzać…

– pamiętając o uczynkach miłosierdzia, wzmacnianych przez ciekawość jak wygląda Zuza z podbitym okiem (w przygotowaniu post jak do tego doszło), zapakowałam kilka rzeczy do torby z zamiarem nawiedzenia rekonwalescentki.  Osiem godzin w pracy dłużyło się niemiłosiernie. Czekoladki pachniały nawet przez zamknięte pudełko.

A spróbuję jedną.

Zuza i tak na pewno by mnie poczęstowała, więc co szkodzi uszczknąć jedną przed wręczeniem. Sięgnęłam po pierwszą. Od słodkiego zachciało mi się pić.  Skierowałam oko na kompot. Nie ma nic gorszego jak odwiedzający przynoszący katar, kaszel albo zepsuty kompot. Sprawdzę czy się Zuza nie zatruje.

Sprawdziłam. Pyszny. Na pewno by jej smakował.

Ani się obejrzałam po czekoladkach zostało pudełko, w słoiku pojawiło się dno, a na talerzyku wyrosła góra pestek po wiśniach. Dziwne. Jak to wszystko zniknęło?

Postanowiłam dorobić do łakomstwa ideologię. Niewłaściwe zachowania, do których dorabia się jakąś filozofię, zawsze brzmią lepiej. Wchodząc do rekonwalescentki krzyknęłam od drzwi:

– W kompocie było za dużo cukru, od czekolady rośnie tyłek, a na pomarańcze jeszcze nie sezon. Nawiedzam cię przynosząc dobre słowo.

Zuza popatrzyła i odezwała się: „Uwielbiam twoje dobre słowo”.

„Amen” – odpowiedziałam, jak przystało na osobę spełniającą uczynek miłosierdzia.

Na szafce przy łóżku stał…kompot z wiśni.

Ciekawe czy dobry?

 

zdjęcie: Marco Verch z flivkr.com

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *