Grzech zmarnować!
Podobno tak trzeba żyć, aby niczego nie marnować (czy: żałować?)”.
A ja wam powiem: uważajcie!
Bo przez tę filozofię ZERO WASTE, co to ją wpychają do domów drzwiami, telewizorami i fejsbukami, cały dzień dogorywam, ręką nogą ruszyć nie mogę, sufit mi się kręci i czuję jakby za wcześnie przybieżeli pasterze, rozgościli się w szopie, a teraz kolędują głośno, że hej.
Hej!
Zaczęło się od cioci Sabiny i jej przedświątecznego sprzątania. Ciocia jest z pokolenia, które myśli, że w stajence leży Dziecię, a po stajence chodzi Sanepid i białą rękawiczką sprawdza, czy baranki mają wszystkie kopytka czyste.
Gdyby to ciocia chodziła po stajence, kto wie, czy i po aureolkach by paluszkiem nie przeleciała.
Nie wiem czy się cioci kartki w kalendarzu skleiły, ale gruntowne pucowanie mieszkania zaczęła już tydzień temu. Szczęśliwy koniec nastąpił wczoraj, co zostało mi zakomunikowane telefonicznie wraz z zaproszeniem na oglądanie śnieżnobiałej firany i błyszczącej meblościanki (tej, którą kupiła na kartki w latach 80-tych, a którą szkoda wyrzucić, bo wujek Zdzichu trzy noce po nią stał). Co roku z podziwu wyjść nie mogę, jak udaje się cioci zachować ten błysk politury.
Nie dała się przekonać, żeby przełożyć oględziny na inny dzień, bo chciałam niedzielę spędzić w piżamie, z nosem w książce i herbacie z cytryną.
– Kornelia, nie po to sprzątałam cały tydzień, żeby mi się sprzątanie zmarnowało – odezwała się stanowczo fanka ruchu „Zero waste„.
Wizyta u cioci była poznawczo-zapoznawczą z innymi fanami niemarnowania.
Pani Ala z drugiego piętra przyniosła serniczek niedojedzony przez gości celebrujących dzień wcześniej jej 80-te urodziny.
Sernik trafił na stół Sabiny, bo wiadomo – grzech zmarnować takie dobre ciasto.
Gromkie „Sto lat” ściągnęło pana Jana – sąsiada z parteru, które świąteczne porządki zaczął od odgruzowywania piwnicy. Znalazł trzy butelki domowego wina z poprzedniego sezonu. Przyniósł cioci, wiadomo…żeby się nie zmarnowało.
Przed Świętami strach grzeszyć. W obawie przed ogniem piekielnym, dołączyłam do osiedlowego ruchu świecko-religijnego „Grzech zmarnować„.
I powiem wam jedno (trzymając kompres na czole): kiedyś przygotowania do Świąt były łatwiejsze.