-
Savoir vivre pociągowy, czyli czepiam się.
„Jeździć pociągiem też trzeba umić” – zasada stara jak kolejnictwo. I nie chodzi mi o umiejętność wsiadania do pociągu drzwiami, bokiem, przodem, bez potrącania innych, bez wylewania kawy na spodnie, sukienki, bez walenia po głowie walizką wkładaną na półkę i inne takie. Nie. Głowę mam twardą, a kawa się sprała. Chodzi mi o głośne, długie rozmowy przez telefon w przedziale pełnym pasażerów. W jakich sytuacjach rozmowa telefoniczna spotka się ze zrozumieniem wśród współpodróżnych: – przed wyjściem do pracy gotowałaś rodzinie zupę. Nie pamiętasz czy wyłączyłaś gaz, bo musiałaś równocześnie odpowiadać na poranne, egzystencjalne pytania partnera typu: gdzie są jego skarpetki, gdzie jest grzebień, gdzie wisi jego koszula, ile wynosi pierwiastek…
-
bonusik do kawy
– Mały trochę się przeziębił. Wzięłam buteleczkę olejku kamforowego, nasmarowałam mu plecy, roztarłam, wklepałam, przykryłam kołderką. Zrobiłam głęboki wdech – uwielbiam zapach olejku kamforowego. Zapytałam Piotrusia, czy też mu się podoba. Odparł, że niczego nie czuje. Zerknęłam na buteleczkę, a tam napis: roztwór do stosowania w jamie ustnej na afty. Kornelia, nasmarowałam dziecko bezzapachowym mazidłem, a czułam kamforę. O czym to świadczy?- zapytała przyjaciółka. – Jak potężna jest siła sugestii. Czekaj, spróbuję czy u mnie działa – powiedziałam i weszłam na wagę. – Nic z tego, taka sama jak od miesiąca. Jestem chyba człowiekiem małej wiary.





