-
Na wakacje razem czy osobno
-Morze ma w tym roku brzydszy kolor niż rok temu. Szarobury – skrzywiła się Gośka. -Zdejmij okulary przeciwsłoneczne – doradziła Zuza. -I stała się jasność – zaśmiała się Gośka. -Idę się kąpać. Panie jak zwykle zaczynają wypoczynek od plażingu. Leniuchy. – Zuza już biegła do wody. Na naszych wyjazdach obowiązuje jedna zasada: każda robi co chce. Chcesz iść na plażę – idziesz. Chcesz zostać w pokoju – zostajesz. Chcesz iść wieczorem potańczyć – idziemy (z naciskiem na liczbę mnogą). Odpoczywamy w swoim towarzystwie. Nie trzymamy się żadnego planu. Jesteśmy spontaniczne. Gośka właśnie spontanicznie pobiegła do hotelu. Zapomniała, że zapisała się na masaż. Mnie masuje wiatr od morza. -Słyszała sąsiadka o…
-
Mam tę moooooc!!! Mam tę moooooc!
Szłam nadmorskim deptakiem, niespiesznie jedząc lody. Monika zatrzymała się przy straganie z bransoletkami. Biżuterii nigdy za wiele. Rozejrzałam się wokół. Jak co roku na straganach widać balony, kapelusze, kostiumy kąpielowe i chińskie zabaweczki. O jakaś nowość: przydrożny muzyk z chodnikowym zestawem karaoke. Za pięć złotych można wybrać dowolną piosenkę i poudawać artystkę. – Proszę pana mogę zaśpiewać?- Jakaś dziewczynka ciągnie muzyka za rękaw. Uśmiecha się szeroko, pokazując braki w uzębieniu. – Oczywiście. Wybierz sobie piosenkę – muzyk inkasuje pięć złotych. – „Mam tę moc” bym chciała. Z bajki „Kraina lodu”. Bo ja jestem księżniczką Elsą proszę pana. – Wybierz sobie coś innego. Od rana każda dziewczynka śpiewa „Mam tę moc”.…
-
Wzorowa żona.
W sobotę rano wpadła Zuza. Podjechała swoim wypucowanym rowerem. Wybierałyśmy się na piknik. Koszyk przymocowany do bagażnika wyglądał imponująco, kanapeczki popakowane w kolorowe torebki, owoce w jakimś specjalnym pojemniku. Nawet kocyk dobrała kolorystycznie. We wszystko, co robi, wkłada całe serce. Lubi planować i organizować. Pamięta o wszystkim. -Mówię ci Kornelia podstawa to dobre planowanie. Dzięki planowaniu zmieniłam podejście do sobotnich porządków. Nie może tak być, że sprząta się pobieżnie, bez ładu i składu. Wiesz, ile czasu można zaoszczędzić podchodząc do porządków zadaniowo, koncepcyjnie? -Ile? – zainteresowałam się. -Dużo. Wczoraj zabrałam się do tego w końcu jak trzeba. Stworzyłam listę: planer porządków w układzie tabelarycznym. Koncepcja zgodna ze sztuką sprzątania; najpierw…
-
Jak schudnąć? Nie wiem. Jestem gąsienicą.
Każdy rozpoczyna, kończy lub jest w trakcie zmian, przemian, przepoczwarzeń, przeobrażeń. Nie możesz być gąsienicą. Po prostu nie możesz. Nie możesz powiedzieć: „podoba mi się siedzenie na liściu, lubię bycie obłym i zielonym”. Popukają się w czoło koleżanki biegnące na fitness. Podniosą jedną brew koledzy wyciskający sztangi na siłowni. Bycie gąsienicą jest niemodne. Z każdej strony wyskakują hasełka typu: „sezon schudnę do sylwestra uważam za zamknięty. Otwieram sezon: schudnę do wakacji”. Półgębkiem śmieją się z hasełek istoty nie dość chude we własnych oczach, będące w trakcie przeobrażania się. Mnie nie śmieszą. Dlaczego bycie gąsienicą ma być czymś wstydliwym? Czymś na co fukają nosem koleżanki? Czy jako gąsienica muszę udawać, że…
-
Użalam się nad losem, a Monika wcina batoniki.
W pierwszej klasie liceum nie lubiłam swojej szkoły. Przyjeżdżałam do domu na jeden weekend w miesiącu i kiedy ojciec odwoził mnie w niedzielę wieczorem do internatu, płakałam całą drogę. To samo uczucie towarzyszy mi codziennie w drodze do pracy. Co prawda jestem za duża na płacz, ale gardło mam ściśnięte tak, jak w licealnych czasach. Nie lubię swojej pracy. W biurze ten sam schemat od lat: przychodzę pierwsza, włączam komputer, nalewam świeżej wody do czajnika, włączam radio, sprawdzam służbową pocztę. Dziewczyny przychodzą w ciągu kolejnych 30 minut. Zaczyna się dzień pracy, zaczynają się luźne rozmowy: o mężczyznach i ich mankamentach, o planach wakacyjnych lub tylko weekendowych, o osiągnięciach dzieci, o…
-
Jak wyrwać księcia? Poradnik-nieporadnik.
Znacie historię o Kopciuszku i jego super wygodnym kryształowym pantofelku? Próbuję właśnie wcisnąć elegancką szpileczkę na swoją przyzwyczajoną do trampek i sandałków stópkę i „o żesz… „- to najdelikatniejsze sformułowanie wydobywające się z moich ust. Jakiś (wstaw dowolne obraźliwe słowo) nieznający anatomii bajkopisarz, skreślił ponad sto lat temu historyjkę o kobiecie, której los cudownie się odmienił, bo wcisnęła na nogę szklany pantofel. Świat uwierzył, że dzięki obuwiu można wyrwać księcia i jak grzyby po deszczu wyrosły sklepy z asortymentem „na nożnym” tyleż ślicznym, co pioruńsko niewygodnym. Czy któryś osobnik płci przeciwnej próbował kiedyś zrobić choć dwa kroki w bucie na wysokim obcasie? Oczywiście, że nie. Ale każdy głupawy królewicz komentuje:…
-
Facet nielot, czyli pomidor, pomidor.
Marzyłam o tym, żeby polecieć samolotem. Dokądkolwiek. Sama albo z koleżankami. Marzenie z tych nie do spełnienia, gdyż mój brunet nie latał, siłą rzeczy ja też nie mogłam, bez znaczenia czy z nim czy z kimś innym. Wyznawał filozofię nie po to Bóg dał człowiekowi nogi, żeby latał. Każda pokazywana w tv katastrofa lotnicza była komentowana: „Widzisz? A ty mi każesz latać!” Tak jakbym codziennie ciągnęła biedaka za nogę i wlokła po pasie startowym do samolotu. Na wakacje, czy wycieczki zawsze jeździliśmy autobusem. Długość podróży nie miała znaczenia. Jedyny akceptowalny środek transportu to autokar. Ostatnia wycieczka do Włoch skończyła się tym, że zamiast zwiedzać, szukaliśmy na parkingu węża z wodą.…
-
Savoir vivre pociągowy, czyli czepiam się.
„Jeździć pociągiem też trzeba umić” – zasada stara jak kolejnictwo. I nie chodzi mi o umiejętność wsiadania do pociągu drzwiami, bokiem, przodem, bez potrącania innych, bez wylewania kawy na spodnie, sukienki, bez walenia po głowie walizką wkładaną na półkę i inne takie. Nie. Głowę mam twardą, a kawa się sprała. Chodzi mi o głośne, długie rozmowy przez telefon w przedziale pełnym pasażerów. W jakich sytuacjach rozmowa telefoniczna spotka się ze zrozumieniem wśród współpodróżnych: – przed wyjściem do pracy gotowałaś rodzinie zupę. Nie pamiętasz czy wyłączyłaś gaz, bo musiałaś równocześnie odpowiadać na poranne, egzystencjalne pytania partnera typu: gdzie są jego skarpetki, gdzie jest grzebień, gdzie wisi jego koszula, ile wynosi pierwiastek…
-
bonusik do kawy
– Mały trochę się przeziębił. Wzięłam buteleczkę olejku kamforowego, nasmarowałam mu plecy, roztarłam, wklepałam, przykryłam kołderką. Zrobiłam głęboki wdech – uwielbiam zapach olejku kamforowego. Zapytałam Piotrusia, czy też mu się podoba. Odparł, że niczego nie czuje. Zerknęłam na buteleczkę, a tam napis: roztwór do stosowania w jamie ustnej na afty. Kornelia, nasmarowałam dziecko bezzapachowym mazidłem, a czułam kamforę. O czym to świadczy?- zapytała przyjaciółka. – Jak potężna jest siła sugestii. Czekaj, spróbuję czy u mnie działa – powiedziałam i weszłam na wagę. – Nic z tego, taka sama jak od miesiąca. Jestem chyba człowiekiem małej wiary.
-
Dostaję od Izki zakaz pisania dla nieboszczyków!
„Wyszłam wieczorem z basenu. Ostatnia. Lubię pływać. Uspokajam głowę. Przestaję wtedy myśleć o pracy, której nie lubię, o marzeniach, które już się nie spełnią, o życiu, które nigdy nie może być proste, zawsze jakaś pętla, czasami wielopoziomowa. Wszystko przez NIEGO. Znowu mnie zawiódł. Wlokłam się noga za nogą…” Chciałam napisać ” słońce mocno świeciło” – a przecież była prawie 22. Ja to jak się rozpędzę to tracę kontakt z rzeczywistością. Wysłałam Izie rozdziały do czytania i korekty. – Kobieto, nie pisz jak jesteś smutna, bo nieraz mam ochotę palnąć sobie w łeb. No chyba, że chodzi ci o to, aby mieć czytelniczą grupę docelową na tamtym świecie. Rzeczywiście, rynek post…

























