-
Nikt nie rozumie artystów!
Czy jako dziecko bawiłaś się w widoczki? Trzeba było znaleźć szkiełko, zerwać ukradkiem bratki lub róże z klombu, wykopać dołek w ustronnym miejscu (najczęściej za blokiem, pod balkonami) i ułożyć w nim kompozycję z kwiatów. Przykrywaliśmy je szkiełkiem, zasypywaliśmy ziemią, by następnie odgarnąć troszkę ze środka i zobaczyć jaki wyszedł obrazek. Do zrobienia widoczku używaliśmy również patyczków, liści, ale i sreberek po czekoladzie. Byłam właścicielką całkiem pokaźnej galerii dzieł kwietno-liściastych. Jak tak pomyślę to od małego ciągnęło mnie w stronę sztuki. Ale również od małego nie byłam rozumiana przez otoczenie. Nie wiedząc czemu, zostałam ukarana, kiedy okazało się, że do zrobienia ostatniego dzieła użyłam banknotu leżącego na stole. Nie umiałam…
-
Samochwała dawno w kącie nie stała.
„Oj nieładnie się przechwalać, oj nieładnie” – mówiła nam pani w szkole, mówiły babcie, ciocie. Dobrze wychowane dziewczynki nie przechwalały się. Uczyły się na pamięć wierszyka o Samochwale i znały konsekwencje chlapania jęzorem co popadnie. Swoją drogą zawsze podobała mi się ta zadziorna dziewczynka. Stała w kącie, a i tak brzęczała pod nosem jaka to jest zdolna niesłychanie. Nie dała sobie wmówić, że ma być jak wszyscy, przeciętna. Czuła się wyjątkowa jak jej najpiękniejsze ubranie. W dzisiejszych czasach Samochwały nie stoją w kątach. Jest ich tak dużo, że zajęłyby wszystkie kąty świata. Ale nie są tak sympatyczne jak ta z wierszyka Brzechwy. Zajmują lewy pas na autostradzie jadąc wolniej niż…
-
Do czego służy tusz do rzęs?
Nie przejmuj się – łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jestem miła. Jestem do cholery miła! Na dzień dobry odpowiadam dzień dobry. Cieszę się z sukcesów innych. Nie pluję jadem. To wszystko za mało… Za mało, żeby traktować mnie jak człowieka. Jestem kobietą słabą, wahającą się, z kompleksami, pomimo świadectw z czerwonym paskiem, kurzących się gdzieś w szafie. Wiadomości zdobyte podczas odległej edukacji pewnie się zdezaktualizowały, ale są jedynym potwierdzeniem, że głupia chyba jednak nie jestem, skoro wkułam złoża naturalne Konga, budowę pantofelka i eugleny zielonej na całkiem przyzwoite oceny. Świat się zmienił. Wymyślono koło. Osiągnięto postęp, a ja ciągle tkwię mentalnie w odległych czasach, kiedy wszystko było prostsze. A może tylko…
-
Niegrzeczny mężczyzna czy rozważny i romantyczny?
Wpadło mi w ręce „Ogniem i mieczem”. Odkurzałam książki i bach, 590 stron w twardej oprawie spadło mi na głowę. Nie pogniewałam się na dzieło za tak bolesne przypomnienie o swoim istnieniu. Uwielbiałam kiedyś tę powieść. Nagryzmoliłam nawet siedmiostronicowe dzieło pod tytułem „Skrzetuski – bohater narodowy, wzór do naśladowania”. Piątkę z wypracowania dostałam raczej za objętość niż za treść. Prawdą było, że nie przyłożyłam się do zadania. Używałam frazesów, górnolotnych słów, trzymałam się utartych schematów. Pisałam zgodnie z obowiązującą interpretacją: Skrzetuski to pomnik spiżowy, na który nawet gołąb nie śmie siadać. I choć doceniam zasługi Jana za nadstawianie piersi, honor, miłość do ojczyzny to skrycie, na dnie serca umościłam gniazdko…
-
11 staników i dwa lewe buty.
Rozpakowując torbę z zakupami, włożyłam szampon do lodówki. Zorientowałam się w pomyłce dopiero wieczorem, kiedy zmoczyłam głowę pod kranem i rozglądałam bezradnie po łazience szukając czarnej butelki. Nie ma tego złego – idąc do kuchni po szampon, kapało ze mnie na podłogę, więc bez nalewania wody do wiaderka, wykonując tylko dwa ruchy mopem – umyłam również ją. Robiąc w torebce porządki, wyjęłam parasolkę, którą nosiłam nie wiem po co, przez cały miesiąc. Oczywiście lunęło następnego dnia. Nie ma jednak tego złego -przynajmniej dowiedziałam się, że mój wodoodporny tusz nie jest wcale taki odporny na wodę. Ale to nic w porównaniu z moim ostatnim osiągnięciem. Na sportowy wyjazd (no dobra, podkoloryzowałam…
-
Skutki uboczne wykształcenia.
Obudziłam się rano z migreną (tak powiedziałaby dama – mnie po prostu łupał łeb). Powód: zdjęcie u fotografa. Odwlekałam tę chwilę, rozciągałam w czasie tak, że aż skurczył się niczym sweterek prany w 60 stopniach i nie było w rady: w sobotę należało dać się zdjąć. Nieopatrznie zgodziłam się na podnoszenie kwalifikacji w pracy, a jednym ze skutków wspięcia się na szczebel okazało się zdjęcie oblicza w wersji kolorowej, błyszczącej lub matowej, format „jak do legitymacji”, celem przyklejenia do dyplomu ukończenia kursu. Zakład fotograficzny nawiedzałam wieki temu, kiedy puder i szminka służyły tylko do podkreślania urody, a nie tuszowania niedoskonałości, czytaj: ratowania twarzy. Zakręciłam włosy na noc z mizernym skutkiem,…
-
Blue Monday dopadł i mnie.
Chcecie wiedzieć skąd znają się Kornelia, Izka, Basia, Zuza, Gośka i pozostałe dziewczyny? Piątek. Godzina 14. Stołówka. Słychać brzęk sztućców i talerzy. Ostatni wspólny obiad w tej scenerii, w tym składzie. Ostatni obiad uczennic pewnego liceum. Basia bierze wazę i nalewa każdej zupę. Talerze przechodzą z rąk do rąk. Pierwsza bierze Ola. Za chwilę dostanie się na wydział matematyki i przeprowadzi nad morze. Zuza dosłownie potraktuje słowa pewnej Siostry, żeby być dobra matką, żona i Polką i zakocha się tak bardzo, że podporządkuje miłości następne lata. Iza kobieta- armata nie zwolni tempa nawet po ukończeniu liceum. Zaangażuje się we wszystko co możliwe. Nieważne: radio studenckie, pomoc w schronisku czy pogadanki…
-
Nieznane właściwości herbaty z cytryną.
W jednej z komedii, główna bohaterka płacze na kanapie rodziców, żaląc się na podłego męża, porzucającego ją po dwudziestu latach małżeństwa dla młodszej, ładniejszej, chyba chudszej (ale tu mogę być nieprecyzyjna, bo akurat poszłam do kuchni po herbatę z cytryną). Ojciec reaguje krzykiem, gniewem. Szuka łopaty, aby wykopać grób niewiernemu, który śmiał skrzywdzić jego córkę. Sprawdza czy najbliżej rosnące drzewo ma wystarczająco grube gałęzie, aby utrzymać byłego zięcia. A co robi matka? Matka…proponuje córce kanapkę z szynką. Pada pytanie: „Czy myślisz, że kanapka z szynką jest lekiem na wszystkie problemy świata?!” Matka potwierdza, ale to amerykański film. W polskim filmie, przynajmniej takim, którego ja byłabym reżyserką, rolę kanapki z szynką…
-
I to jest przyjaciółka!
Przyjaciółka zrozumie i wybaczy. Zrozumie, że nie możesz pojechać z nią na basen, bo wieczorem spotykasz się z mężczyzną życia i nie chcesz zamoczyć włosów. Wybaczy jeśli wejdziesz spóźniona na spektakl i udając żółwia spróbujesz przecisnąć się w jej stronę, choć pół rzędu syczy. Cieszy się, że przyszłaś. Nie przewróci oczami, kiedy z sałatki jarzynowej wydłubujesz groszek, cebulkę, marchewkę i właściwie jesz tylko ogórki. Cieszy się, że siedzisz z nią przy stole, nie obchodzą jej Twoje dziwactwa kulinarnie. Nie komentuje kiedy wpadasz w dół, choć mówiła ci „nie leź, bo tam dół”, a i tak polazłaś. Nie mówi „nie bój się”, bo wie, że to najgłupsza rada świata. Mówi: „Boisz…
-
Miłość ma ograniczenia. Przynajmniej terytorialne.
Często się spóźniam. Nie dlatego, że mam takie hobby, ale dlatego, że muszę połączyć ze sobą różne środki lokomocji i nagiąć czasoprzestrzeń, żeby wszystko spiąć. Jak wpadnę do tramwaju o 16:05, to zdążę na autobus o 16:50, co pozwoli mi prawie w ostatniej chwili szarpnąć za drzwi pociągu o 17:20. Choćby minuta obsunięcia powoduje, że widzę tylne światła pociągu i stoję na peronie jak ta… gapa. Przypominają mi się wtedy słowa profesora od postępowania administracyjnego: „Pani Kornelio, nie ma znaczenia, czy spóźni się pani na pociąg minutę czy godzinę. W oby przypadkach i tak pani nie pojedzie. To samo dotyczy terminów administracyjnych – spóźni się pani dzień – uchybiła pani…






















