• Jedyny, prawdziwy horoskop na 2020 rok

    Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie pewna kobieta rozmawiająca w tramwaju przez telefon, cytuję: „Mariusz wróżba działa! Mówię ci, że działa. Mariusz nie denerwuj się, zaraz dojadę to porozmawiamy, ale mówię ci, że działa. Tak wiem, że zapłaciłeś sto złotych, ale co taki niecierpliwy jesteś? Wróżba też potrzebuje czasu, ale według mnie już działa. Moje wróżby zawsze działają… Mariusz.” Szkoda, że Mariusz nie przyszedł po wróżbę do mnie. Zachowałby przynajmniej swoją stówę. Nie jestem zawodową wróżką, ale moce magiczne posiadam. Kiedyś na pewnym brunecie wypróbowałam zaklęcie z blokadą numeru w telefonie.  Z sukcesem.  On wykręcał mój numer, a tu nic, cisza, nie można się połączyć. Czysta magia. To dobre zaklęcie…

  • Grzech zmarnować!

    Podobno tak trzeba żyć, aby niczego nie marnować (czy: żałować?)”. A ja wam powiem: uważajcie! Bo przez tę filozofię ZERO WASTE, co to ją wpychają do domów drzwiami, telewizorami i fejsbukami, cały dzień dogorywam, ręką nogą ruszyć nie mogę, sufit mi się kręci i czuję jakby za wcześnie przybieżeli pasterze, rozgościli się w szopie, a teraz kolędują głośno, że hej. Hej! Zaczęło się od cioci Sabiny i jej przedświątecznego sprzątania. Ciocia jest z pokolenia, które myśli, że w stajence leży Dziecię, a po stajence chodzi Sanepid i białą rękawiczką sprawdza, czy baranki mają wszystkie kopytka czyste. Gdyby to ciocia chodziła po stajence, kto wie, czy i po  aureolkach by paluszkiem…

  • Odkrywam gorzką prawdę o sobie…

    Może Was zaskoczę, ale…nie jestem ideałem.  Obżeram się słodyczami, choć nie powinnam. Już drugi miesiąc idę na siłownię, a tylko potykam się pod drzwiami o spakowaną torbę ze strojem sportowym. A jak rano dzwoni budzik nawołując do podniesienia zwłok z łóżka to nie witam dnia radosnym: „kochany poniedziałku, wtorku, miło was widzieć”, tylko zawsze przeklnę: „ożesz mać nieeee”. Tak wiem, rozczarowałam Was. Tak, otworzyłam oczy niedowiarkom tym wyznaniem i już widzę jak się pakujecie i zabieracie zabawki z naszej piaskownicy, w której my wszyscy wspólnie siedzimy. Przykro mi. Wybaczcie. Wybaczanie to rzadka umiejętność. Jestem spod Barana wiec u mnie przebaczanie leży i kwiczy, a właściwie: stoi na krótkich nóżkach i…

  • Bo prawdziwy mężczyzna o kobietę dba!

    Od kilku minut słuchałam grzecznie, co Współspacz* miał do powiedzenia. I choć wywód bruneta mogłam przerwać po minucie (bałam się, że mu kolacja wystygnie), to akurat dzień wcześniej wpadł mi w ręce artykuł na temat związków, w którym stało jak byk, że MĘŻCZYZNA OD CZASU DO CZASU WYPOWIEDZIEĆ SIĘ MUSI. Widocznie przyszła kolej na nasz dom. Przedmiotem tyrady było moje zbyt emocjonalne podchodzenia do rzeczy dziejące się tylko w internecie i on mnie nauczy jak się takie sprawy załatwia, bo widzi, że zdecydowanie za miękka jestem. W mężczyźnie odezwał się rycerz, Konrad Wallenrod, James Bond czy Dean, ogólnie taki ktoś pomagający kobiecie w opałach. Zaakcentował, że naukę mam zacząć od…

  • Bo w życiu trzeba mieć zasady!

    To ja – kobieta z zasadami. Z zasady nie jem mięsa (ale uwielbiam kotlety mielone). Nie otwieram drzwi nieznajomym (no chyba, że kurierowi z nowym sweterkiem). Wycieram nos w chusteczkę, a nie w rękaw (oj tam, oj tam zdarzyło się raz… dwa…oj, zdarzyło się). Nawet, gdy mi bardzo smakuje, nie wylizuję talerza (gdy ktoś patrzy). Nie zakładam rajstop pod spodnie (chyba, że mi w tyłek zimno). I nie uważam, że jeśli na sukience jest metka z rozmiarem S, to w nią nie wejdę.  Trzeba po prostu znać technikę z nabieraniem powietrza i wciąganiem brzucha na czas wciskania na siebie trzy rozmiary mniejszej kiecki. Ale o trikach modowych opowiem innym razem.…

  • Komu choć raz nie wyszedł zakalec, niech pierwszy rzuci jajkiem, dwiema szklankami mąki i połową kostki margaryny! Cukrem według uznania.

    Ciocia Sabina uwielbia piec. Każde jej imieniny to uczta podniebienia, pieszczenie zmysłów lub tylko kubków smakowych. Talent kulinarny został doceniony przez jednego z gości, który zajadając się sernikiem pochwalił: „Saaabinaaaa! Pycha ten sernik! Jest taki dobry, prawie tak dobry jak ze sklepu!” Celowo nie podałam imienia wujka/gościa. Nie znęcajmy się już nad nim. Mina ciotki pewnie śni mu się po nocach. Przypomniałam sobie tę rodzinną  historię, kiedy inna ciocia poczęstowana przeze mnie szarlotką skomentowała: „Zakalec ci kochana wyszedł”. Może i wyszedł, ale czy na pewno zaraz trzeba wyciągać zakalec na światło dzienne? Niech sobie spokojnie leży na dnie ciasta. Po południu piekłam drugą. Zostawiłam ciasto w piekarniku pod opieką nastoletniej…

  • Trudna miłość

    Nastolatka z wypiekami na twarzy rozmawia przez telefon: „I wiesz co, gadałam z Pawłem i on mówi, że nie zdążę, a ja mówię, że zdążę. On mówi, że nie, ja mówię, że tak. I wiesz co? Zdążyłam. Zadzwoniłam potem Pawła i mu mówię, że zdążyłam a on tak słodko odpowiedział: „łaaał” Jak myślisz kocha mnie?” Też kiedyś prowadziłam podobną konwersację. Mówiłam, że zdążę, ZUS mówił, że nie. To ja znowu, że zdążę, a on, że nie. Chwilę przekomarzaliśmy się, ale wiecie co – zdążyłam. Złożyłam dokumenty o czasie. Urzędniczka nie powiedziała: „łaaał”. Myślicie, że ZUS mnie kocha?  

  • O niezrozumieniu w związku

    Chyba się rozwodzę. Ale nie w sensie, że za długo i rozwlekle gadam, ale mówię o sytuacji, w której ja zostaję z majątkiem w pałacu i pokaźnym kontem bankowym, a on odjeżdża z jedną pierzyną, w siną dal, gdzie będzie mu smutno i źle, wozem zaprzęgniętym w jednego konia (oczywiście takiego kaszlącego, o ile konie kaszlą). Jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji, ale już się ku niej chylę (a nie, to coś mnie łupnęło w krzyżu  i wyprostować się nie mogę). Do rzeczy: na moją subtelną uwagę (innych przecież nie rzucam, wiadomo), której tematu już nie pamiętam, brunet zapytał czy zauważyłam, że przez ostatnie dwa tygodnie ciągle go krytykuję. Zdenerwowałam się.…

  • Cuda się zdarzają.

    Impreza rodzinna. Kościelna. Towarzystwo poważne, wystrojone. Podkusiło mnie, żeby założyć nowe  buty na wysokich obcasach to stoję i cierpię już z godzinę. Wkomponowałam się w miejsce znakomicie: na ścianach wiszą sami męczennicy, a  jedna cierpiętnica stoi na środku kościoła i przeklina w myślach pomysł wystrojenia się.  Naiwnie sądziłam, że usiądę. Jasne. Stoimy. Miejsc brakuje. Wiadomo, ławki zajmują rezydentki, które mam wrażenie w ogóle nie opuszczają kościelnych ław jakby się bały, że ta, która wyjdzie pierwsza, pierwsza przeniesie się na tamten świat. Spoglądają na siebie co niedzielę, jakby chciały się odliczyć i pokazać  „jeszcze tu jestem i nigdzie się nie wybieram”. Mają za nic prośby księdza, aby przychodzić na msze dla…

  • Manewry wojenne, czyli kolejna impreza rodzinna.

    Uwielbiam imprezy rodzinne. Uwielbiam. Doczekać się nie mogę kolejnych. Wyczułyście sarkazm? Kiedy inni widzą zabawę, radość, rosół z kluchami, piękne sukienki, możliwość pogadania z dawno nie widzianymi krewnymi ja widzę to: Telenowela, odcinek pierwszy: „Szykujemy się na wesele”. Od rana Mały pyta czy idziemy na rosół czy do kościoła, bo on do kościoła nie idzie, bo w kościele to go zawsze nogi bolą, właściwie to go nogi bolą jak tylko obok kościoła przechodzi, ale na rosół pójdzie. I czy on musi iść w koszuli, bo nie cierpi chodzić w koszulach i czy na pewno WSZYSCY chłopcy będą w koszulach. Po półgodzinnych pertraktacjach, zakończonych jedynym działającym argumentem: „musisz iść w koszuli,…