-
Skandal! Nie odpuszczę!
Chciałam zaprotestować, a ponieważ nie bardzo wiem do kogo adresować swoje pretensje, umieszczam je publicznie, łudząc się, że trafią do właściwych osób. Nie może tak być, że fale hejtu wylewają się tylko na ludzi sławnych, pięknych i bogatych, a na mnie nie. Uważam za wysoce niesprawiedliwe i społecznie szkodliwe omijanie mojej osoby. Spełniam wszelkie kryteria: żyję (sprawdziłam: puls mam, oddycham, czyli nie nakłamałam) i istnieję w sferze publicznej poprzez swoje teksty (i tu drobna podpowiedź: zawsze można się wyżyć, że postawiłam przecinek nie w tym miejscu, co potrzeba, czyli jestem jełopem interpunkcyjnym). Dociekliwi mogą nawet zobaczyć jak wyglądam, bo w czeluściach internetu umieściłam swoją twarz (patrz: zdjęcie profilowe). Co prawda…
-
Słowa, które ranią. Słowa, które leczą.
Słowem wstępu… Słowem podsumowania… Słowem wyjaśnienia… Jednym słowem… Święte słowa… Szkoda słów… Słowo ma ogromną moc. Można nim kogoś dotkliwie zranić. Rana uczyniona słowem jest trudna do wyleczenia, bo niewidoczna. Umości się w człowieku. Tkwi. Boli. Jaki lek pomaga przyspieszyć gojenie takiej rany? Słowem można trafić w człowieka, ale i do człowieka. Do mnie trafiają słowa: chodź przytulę, porozmawiajmy, kocham cię, nie rób tego, nie warto, udało ci się. Znam wiele słów „pierwszej pomocy”. Jakie są Twoje? zdjęcie: Ben Raynal z flickr.com
-
Rower, czyli nikt mnie nie szukał
Marzyłam o rowerze. Mój brunet łaskawie poszedł ze mną do sklepu, aby doradzić, zarekomendować, zaakceptować lub nie, mój wybór. „Ten weź” – wskazał palcem na rower z koszyczkiem z przodu, z koszyczkiem z tyłu – „Mocny. Solidny. Stabilny. Będziesz miała w sam raz na zakupy na ryneczku”. Na zakupy? Na ryneczku? Szukam roweru, którym będę gnać ścieżką rowerową wzdłuż morza, po leśnych ostępach lub zboczami gór! Którym będę się ścigać czując wiatr we włosach! Ryneczek? Też coś. Wyszłam ze sklepu z biało-błękitnym modelem sportowym i kolejnym męskim fochem. Jemu przejdzie, a ja mam to, o czym marzyłam. Nowy zakup stał na balkonie przypięty łańcuchem do balustrady. Nie zniosę go przecież…
-
Jak być piękną i zadbaną kobietą?
Kobieta powinna o siebie dbać. Nie może być rozczochrańcem, chodzić w koślawych butach czy z niewyregulowanymi brwiami. Po prostu nie. Musi być piękną różą. Świat tego oczekuje. Na wiatach przystankowych wiszą zdjęcia zadbanych dziewczyn zachęcających do kupna kremu, perfum, szminki lub mikroskopijnego bikini. Zatrzymałam się wczoraj dłużej przy jednym plakacie, bo zaintrygowało mnie jak pani w rozmiarze 32 daje radę dźwigać biust, na moje oko, miseczka F. Kręgosłup nie boli? Istnieje taka kobieta czy grafik się rozpędził poprawiając zdjęcie? Wzruszyłam tylko ramionami i wciągając brzuch wsiadłam do tramwaju. Nie – uprzedzam pytania – wciągnęłam nie po to, żeby się wydać sobie szczuplejszą, po prostu tłok był w tramwaju i chciałam…
-
Co zrobić kiedy związek wkracza na wyższy poziom?
Wzięłam 200 zł. Związek wszedł już na ten poziom, kiedy można zainwestować w obiekt westchnień trzycyfrową kwotę. Brunet się stara. Przykręcił gniazdko, kwiatki na Dzień Kobiet kiedyś przyniósł. Nie ma co – pokaż Kornelia, że zauważyłaś trud i wysiłek. Niech brunet się dowie, że uczucie nie jest jednostronne, a wielokierunkowe. Okazji co prawda nie ma (do świąt daleko), ale może prezent bez okazji wyrazi uczucie głębiej, mocniej. Może brunet wymieni przepaloną żarówkę w kuchni? Sprytna jesteś dziewczyno – tak sobie pomyślałam i wyszłam z domu. W poszukiwaniu idealnego prezentu obeszłam dwa razy kulę ziemską. To nie mogło być byle co. Nie mogłam wpaść do pierwszego lepszego sklepu i pokazać: to…
-
Coś mi jednak w życiu wyszło!
Muszę się podzielić z Wami radosną informacją! Nie, nie zadzwonił koncern samochodowy z propozycją milionowego kontraktu za wzmiankę na blogu o nowym modelu auta. Szczerze mówiąc, nie do końca zgłębiłam tajniki trudnej sztuki prowadzenia pojazdów, więc lepiej niech nikt nie dzwoni. Prawo jazdy mam, śliczniutkie, czyściutkie, rzadko używane. Żart o tym, że ktoś jechał pierwszy w korku, to nie żart – naprawdę jechałam pierwsza. Nie wiem z czego się tu śmiać. I nie, żadna firma kosmetyczna nie poprosiła mnie o wypróbowanie nowej szminki nietestowanej na zwierzętach, nietestowanej na ludziach ani na nawet na moim byłym narzeczonym (pozdrawiam). Moje drogie – znalazłam coś. Medal. Z cyferką JEDEN. Przeleżał biedak w pudełku…
-
Wolność w związku jest możliwa, czyli męski foch.
Moje przyjaciółki nie zawsze były takie wyemancypowane (czytaj: hop do przodu). Nie zawsze mogłyśmy wyjechać gdzieś razem, same. Nie zawsze mężczyzna jednej czy drugiej zgadzał się zdjąć jej łańcuch z nogi i pozwolić na spędzenie nocy poza domem BEZ NIEGO. Tak, tak były takie czasy. Są kobiety, które z różnych powodów nawet nie poruszają z partnerem tematu wyjazdu z koleżankami. Powiem im to, co słyszałam wielokrotnie od Zuzy: „Kobieto, przestań spełniać oczekiwania innych. Twoje potrzeby też są ważne. Nikt nie może ci dyktować jak masz żyć.” W czasach odległych pewien mężczyzna kładł się Rejtanem w drzwiach, mówiąc: „Nigdzie sama nie pojedziesz! Mowy nie ma! Chyba mam coś do powiedzenia?” Roztaczał…
-
Kilka sposobów na to, jak zostać gwiazdą.
Planuję zostać celebrytką. Pierwsze kroki mam za sobą. Na turnusie odchudzania dostałam statuetkę dla najsympatyczniejszej uczestniczki (nie do końca to prawda, ale w szołbizie wszyscy koloryzują. Iza ją dostała. Włożyła trofeum do mojej walizki, a potem zapomniała zabrać). Wyciągam z albumów stare zdjęcia i poprawiam flamastrami urodę. Koleżanki też upiększam (podać nazwiska?). Po co to robię? Na wypadek, gdyby dziennikarze próbowali zdobyć zdjęcia, aby pokazać światu jak wyglądałam przed i po, czyli przed celebryckością i już w trakcie. Zastanawiam się czy nie poprawić sobie nosa. Tata zawsze mówił, że mam nos jak klamka od zakrystii. Niech zostanie. W końcu to nos po tatusiu. Rozesłałam rodzinie nową biografię na wypadek, gdyby…
-
Wakacje na bogato, czyli kłamstwo ma krótkie nogi.
Przed wyjazdem na wakacje należy uważać co i komu się mówi. Czasami ubarwiamy rzeczywistość. Z różnych powodów. Jeżeli koleżanki w pracy od stycznia przeglądają zagraniczne oferty, wahając się pomiędzy Dominikaną, Australią a Indiami, może się zdarzyć, że wasze wakacje w gospodarstwie agroturystycznym stracą na atrakcyjności. Po prostu zbledną. Cieszyłyście się z odpoczynku w terenie prawie pozbawionym innych jednostek ludzkich, jedzeniem pieczonego przez gospodynię chleba czy twarożku, którego recepturę miejscowa wytwórczyni zazdrośnie strzeże. A przy obco brzmiących potrawach jakoś ten twarożek wydał się już mniej kuszący. Spacery Lisim Jarem czy Korzeniowym Dołem w porównaniu do zwiedzania Wielkiego Kanionu Kolorado też nie wydają się godne uwiecznienia na zdjęciach. Zanim wpadniecie w spiralę…
-
Jeszcze jeden wpis traktujący o tym, jak spędzać wakacje.
Lata świetlne temu mąż cioci Hani, którą znacie z tego wpisu tutaj, postanowił spędzić wakacje oddzielnie (czytaj: bez małżonki). Były to czasy słusznie minione, kiedy jeździło się na wczasy zakładowe. Ciocia lubiła tę formę spędzania czasu. Nie dlatego, że przepadała za zmianą klimatu. Jeździła, bo uwielbiała robić wrażenie na innych wczasowiczkach. Pakowała do walizek całą garderobę zalegającą w szafach, aby każdy posiłek serwowany na stołówce celebrować w innej kreacji. Przebieranki podobno wzbudzały zazdrość wśród koleżanek (tak przynajmniej opowiadała bohaterka tej historii). Specjalnie spóźniała się kilka minut, aby „zrobić wejście”. Przygotowaniom do wakacji ciocia Hania poświęcała wiele tygodni. Do za ciasnych kreacji należało wszyć w boczki wstawki z koronki, do spódnic…

























