• My dzieci PRL-u…

    Tylko dzieci PRL-u mogą w pełni zrozumieć dziką radość jakiej doświadczam od kilku dni. Radość, która wytrąca mi długopis z ręki i odsuwa pisanie na dalszy plan, bo zamiast spełniać się twórczo, biegam po sklepach w poszukiwaniu mebli i rzeczy do mojego (!) pokoju, szumnie zwanego biblioteką lub gabinetem. Nie będę już dzielić biurka z nastolatkiem odrabiającym pracę domową o Kochanowskim i nie dostanę rozstroju nerwowego widząc zdanie „Kochanowski urodził się pod lipą, dlatego czerpał z niej natchnienie”. Latorośl dostała swoje biurko w pokoju obok, dokąd przeniosła się z zeszytem, a rozstroju nerwowego niech teraz dostaje pani od polskiego. Skąd ta dzika radość? Odkąd pamiętam nigdy nie miałam swojego kąta.…

  • Nabroiłam. Chyba.

    Jakbyście teraz do mnie wpadły i od drzwi krzyczały „Kornelia, Kornelia mamy szarlotkę dla ciebie” – a nikt by  się nie odezwał to nie, nie pomyliłybyście mieszkań. Po prostu siedzę cicho, bo podobno podpadłam i nie wiem jak się wywinę (to cytat autorstwa bruneta). Zaczęło się od skrzynki na listy, a właściwie od rachunku za wodę tkwiącego w środku. Brunet pięć razy sprawdzał czy dane na kwitku się zgadzają, czy dotyczą naszego zużycia, naszego miasta, mieszkania, osób, galaktyki, bo to podobno niemożliwe, żeby takie zużycie dotyczyło jednego domostwa. Zostałam poproszona o zajęcie miejsca w  dużym pokoju i rzucenie okiem na dowód przestępstwa, bo wiadomo, że główną oskarżoną w procesie o…

  • W życiu do teatru nie pójdę, czyli subiektywne recenzje.

    Wczoraj byłam na sztuce. W teatrze. O kulturę wysoką  się otarłam. Śladów po otarciach nie mam, ale bilet posiadam,  mogę zeskanować do pdf-a i tu wrzucić, jakby ktoś nie wierzył. Byłam. Oczywiście. I zachować się potrafiłam. Co prawda zasnęłam dwadzieścia minut po tym, jak kurtynę podnieśli, ale pamiętam, że bohaterowie szukali miłości. Dosyć długo nie mogli jej znaleźć, co mnie bardzo denerwowało, bo ile można łazić po scenie w tę i we w tę, aż od patrzenia mnie zemdliło i choroba lokomocyjna się odnowiła. Te długie poszukiwania to wina scenografa. Gdyby położył ją na widocznym miejscu, to może akcja by się szybciej rozkręciła, a tak nuda. Widzowie w pierwszy rzędach…

  • kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, hejtuje

    – Nie odbierasz telefonu. Dodzwonić się królewno do ciebie nie można. Zaczęłam się martwić, że leżysz jako nieboszczka z zawałem pod stołem i kto mi wtedy brytfankę odda? Spadkobiercy się zlecą, łapę na majątku położą, jak udowodnię, że naczynie należało do mnie? To już wolałam przyjść, zdążyć jeszcze za życia odebrać co moje. Dlaczego tak nosem pociągasz?- Dopytuje Izka gramoląc się do mieszkania (z kolejną brytfanką szarlotki). -Przez literaturę i czytanie ze zrozumieniem- westchnęłam. -I właśnie dlatego po książki sięgam w ostateczności! Jak mam się doprowadzać do takiego stanu to podziękuję – puściła oko. – Nie flukaj nosem, bo pójdzie do zatok. Co się stało? -Aj tam. Wieczorem było tak…

  • Historia na wskroś dramatyczna, czyli…poszedł ojciec na zebranie.

    I jak zwykle to moja wina. Za późno dowiedziałam się o zebraniu szkolnym, nie mogłam odwołać swojego spotkania, więc chcąc nie chcąc, dzisiaj wieczorem naszą rodzinę na zebraniu klasowym musiała reprezentować jej głowa, czyli ojciec. Radość biła z niego ogromna i chyba nie dowierzał szczęściu, bo co chwila mnie pytał: „A ty na pewno nie możesz iść?”, jakby się bał, że odbiorę mu rozkosz siedzenia w ławce, rozmowy z innymi rodzicami, opłacenia składek na ubezpieczenie i… (wisienka na torcie!) – poznania w końcu wychowawczyni, która pełni tę funkcję już prawie cztery lata. Chwilę pobawiliśmy się w „Milionerów”. Padały pytania za sto złotych: – „Którędy mam wejść?” Znałam odpowiedź: – „Głównym…

  • Jak uratowano mój Instagram, czyli wielka miłość.

    Już miałam likwidować konta w social mediach. Już wyciągałam rękę, aby nacisnąć: kasuj to! Powód? Wczoraj wieczorem wydarzyło się coś cudownego! Jakiś przystojniak z Chin napisał do mnie na Instagramie: „hello gorgeous, my beauty”. Obrażał czy pięć złotych chciał pożyczyć? Ciekawość wzięła górę. Wyszarpnęłam słownik spod szafy (dzięki niemu mebel jeszcze jakoś stoi) i wyszło mi, że człowiek z dalekiego kraju urodę moją wychwalał. Zerknęłam do lustra. Łypnęłam okiem. Zdziwiłam się, ale wiecie – w różnych krajach kanony piękna są różne. Mogłam się więc wstrzelić w azjatycki. Przybliżyłam ekran komputera. Pan Chińczyk na zdjęciu prężył dumnie pierś, a szyję oplatał mu stetoskop. Lekarz znaczy się. Przecież niemożliwe żeby ktoś kłamał…

  • Prawdziwa miłość

    Niby zapowiadał się spokojny, słoneczny dzień, zachęcający do odpoczynku. Ptaszki świrgoliły (czy to okap szumiał???). Bezchmurne niebo zachęcało do delektowania się czystym błękitem. Błogo, przyjemnie, chillout (że niby luzik). W dość specyficzny sposób udzieliła mi się atmosfera lenistwa, bo prawie zapragnęłam biegać boso po łące w zwiewnej sukni, ale i łąkę skoszono, i sukienki nie mogłam znaleźć, no i zadzwoniła Basia zapowiadając przybycie zacnego grona moich koleżanek w liczbie czterech. Chcąc nie chcąc wzięłam się za pieczenie. Nie żebym była fanką domowego cukiernictwa, ale ponieważ nieustająco się odchudzam, wczoraj zeżarłam wszystkie ciastka (tak na wszelki wypadek, żeby mnie nie kusiło) i nie miałam czym podjąć szanownego koleżeństwa. Szarlotkę każdy lubi.…

  • Wyznanie: należałam do zorganizowanej grupy.

    Dostałam zaproszenie, aby przyłączyć się na Facebooku do grupy, która pokaże mi jak pokochać siebie. Dobrze, że siebie, a nie na przykład sąsiada z trzeciego piętra. Do tej grupy bym się nie zapisała. Nie lubimy się odkąd przyszedł do mnie z awanturą, żądając, abym natychmiast zdjęła pranie z balkonu, bo za trzy godziny będzie tędy przechodzić procesja i blok powinien prezentować się godnie, a moje biustonosze i za przeproszeniem „gacie” to nie są święte relikwie, więc mam nie wystawiać ich na widok publiczny. Obraziłam się za nazwanie mojej bielizny gaciami. Też coś. Może nie mają mocy uzdrawiających, ale cuda pod ich wpływem się zdarzały. Ale nie o tym chciałam. Bardziej…

  • USTĄP!

    Od małego musiałam ustępować. Ustąp mu, bo jesteś starsza. Ustąp pani miejsca, masz młode nogi. Ustąp, odstąp, przesuń się, podporządkuj, dostosuj. Ustępowałam w rzeczach małych i dużych. Ustępowałam z uwagi na dobre wychowanie, albo dla świętego spokoju. Ustępowałam bratu, mamie, nauczycielom, mężczyznom. Teraz ustąpiłam Zośce. Do kategorii osób, którym ustępuję doszła nowa kategoria: koleżanki z pracy. To, że poniedziałek powinien być tylko dla chętnych, uważam za bardzo dobry slogan. Po weekendzie przynosimy do pracy różne frustracje. A to nie zdążyłyśmy umyć wszystkich okien, co denerwuje kochające się w czystych oknach. A to nie udały się sobotnie zakupy, bo ten śliczny żakiecik w waszym rozmiarze, o którym myślałyście cały tydzień, wyszarpnęła…

  • Wakacyjny romans.

    -W taki upał lody smakują wybornie – Izka zamknęła oczy, rozkoszując się truskawkową gałką. -Ma któraś ochotę na więcej? – Zapytała Zuza wstając od stolika. Siedziałyśmy na tarasie kawiarni z widokiem na morze. Szukałyśmy chłodu. Gdybyśmy szukały udaru, siedziałybyśmy na plaży. Żadna nie chciała ryzykować, że zamiast z opalenizną wróci do domu z oparzeniami. Kolejny dzień zaprzyjaźniałyśmy się z miejscowym baristą i barmanem w jednym. Karta drinków w lokalu powoli, nieubłaganie kończyła się, a przed nami jeszcze tyle dni odpoczynku. Byłam ciekawa jak chłopak rozwiąże problem. Poszuka inspiracji w internecie? -Kornelia –  wodę, herbatę czy tylko szklankę?-  rozbawiła mnie pytaniem Zuza. -Szklankę. Koniecznie mrożoną. Może być wstrząśnięta, ale nie obtłuczona…