• Jak spełniają się marzenia.

    Waham się czy to pisać. Nie wiem czy się chwalić czy nie. Obawiam się waszej reakcji. Zaraz któraś się rozbeczy z żalu, że tak nie ma. A może po prostu nie wypada się chwalić, ale co tam…jestem kochana i mam na to dowód! Co więcej – ktoś stawia na pierwszym miejscu spełnianie moich marzeń. Nie swoich, a moich. Jak się z tym czuję? Hmm… Wzruszyłam się ostatnio po powrocie do domu. Najbliżsi wiedzą, że marzę o podróży do Paryża, zobaczeniu wieży Eiffla, to rzucili się spełniać marzenie. W koszu na pranie piętrzą się rzeczy, rosną, rosną, a moich kochani spełniacze marzeń dokładają kolejne, żebym mogła tę wieżę zobaczyć w jak…

  • Komplementy, komplemenciki, miłe słówka.

    Komplementy trzeba zbierać, przechowywać,  konserwować, wyciągać je w chwilach zwątpienia, załamania lub lekkiego dołka. Dawkować niczym lekarstwo, brać troszeczkę, na czubek łyżeczki. Delektować się nimi. Mężczyźni, wiadomo, nie rzucają komplementami na prawo i lewo. No chyba, że trafi się akurat osobnik sypiący jak z rękawa: „ładne buty”, „ta zupa to poezja, nikt nie gotuje tak dobrze” lub „świetnie się trzymasz jak na swoje lata”. Nie jestem kobietą zbyt często komplementowaną. W podstawówce słyszałam kilka miłych zdań.  Nie za dużo. O, na przykład Paweł: „Kornelia świetnie tańczysz. Czy ta ładna koleżanka, z którą przyszłaś też lubi tańczyć? Poznasz nas?” Często komplementowała mnie mama: „Kornelia tylko ty potrafisz zrobić taki bałagan w…

  • Dzieci dzwonią z kolonii, czyli mali hipochondrycy.

    -Mamo czy jestem na coś uczulony?- Z takim pytaniem zadzwonił do Izy syn. Wyjechał tydzień temu na kolonię nad jezioro. -Nie, nie jesteś. Stało się coś?- zainteresowała się Iza. -Bo mam takie czerwone policzki. Bardzo. Naprawdę. Rano nie miałem – kontynuował. Piotruś dba o siebie wyjątkowo. Kiedy skaleczy się w palec, pokazuje ranę całej rodzinie i owija rękę bandażem aż do łokcia. -Byliście dzisiaj nad jeziorem? -Tak – przytaknęło dziecko. -Kąpaliście się? -Tak. -Jak pływałeś miałeś głowę nad wodą? -Tak. Czy to coś poważnego? Muszę jechać do szpitala? – zapytał podekscytowany. – Nie synu. Opaliłeś się po prostu -sprowadziła go na ziemię Iza. – Kolejny hipochondryk rośnie – mruknęła rozłączając…

  • Ku przestrodze. Kolejna historia prawie kryminalna.

    Wracając rano ze sklepu z naręczem kopru, nie przeczuwała jak tragicznie zakończy się ten dzień. Tak jak w każdą sobotę wstała, wypiła kawę i wyszła z domu. Postronnego obserwatora jej życia, zdziwiłoby tylko to, że akurat w tę sobotę wyszła z domu godzinę wcześniej niż zwykle. Rodzina znała powód: Zuza planowała robienie przetworów z ogórków. To była praca zespołowa: matka przetrząsała garaż w poszukiwaniu słoików, za dobór nakrętek odpowiedzialnymi zostali córka i zięć. Mąż dostał  zadanie „zdobyć chrzan” – niby proste, a jednak. Nie chodziło jej o byle jaki chrzan z pierwszego lepszego warzywniaka. Chrzan miał być ekologiczny, z ogródka oddalonego od skupisk ludzkich i samochodów o co najmniej dziewięć…

  • Po czym poznać, że związek z mężczyzną się kończy

    Ciebie nie da się rzucić – słyszałam nie raz i nie dwa. Z Brunetem nr … miałam związek szarpany, burzliwy, pełen wzlotów i uniesień, problematyczny. Porzucał mnie bezwzględnie i kategorycznie, zakopywał nasz związek w otchłani zapomnienia, wymazywał z pamięci, żeby po kilku dniach wracać w moje ramiona, otrzeć mi łzy i powiedzieć  radiowym głosem: kochanie ciebie nie da się rzucić. Rzucanie odbywało się poprzez zablokowanie na fb, wymazywanie z kontaktów w telefonie, znikanie z JEGO życia. Kiedyś dawno temu zostałabym porzucona tylko poprzez trzaśnięcie drzwiami (spadł mi wtedy obrazek z napisem „home sweet home”) lub ewentualnie pozostawiona w kawiarni z samą sobą i niezapłaconym rachunkiem (dwie kawy, szarlotka i sernik,…

  • Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz.

    -Zwalniam go za tydzień – powiedziała Anka przegryzając arbuza. -Rozumiem, że nie apartament w Ritzu- zażartowałam. -Bartka zwalniam. Dałam mu miesiąc. Owszem, cieszy oko i nawet pogadać z nim można, ale reszta dramat: żadnej własnej inwencji, żadnego własnego pomysłu. Czeka, aż ja podsunę temat. Byliśmy w Kazimierzu, bo wspomniałam, że to ładne miasto. Na pierwszą kolację poszliśmy do restauracji obok pomnika Mickiewicza, nieopatrznie wyraziłam zachwyt miejscem to nie zabiera mnie już nigdzie indziej. Karta dań dawno się skończyła i Bartek też się skończył. -Nie przesadzasz? Wodzireja szukasz czy mężczyzny na życie? -Wodzirejem też bym nie pogardziła – westchnęła Anka.- Wiesz co zrobił w poprzedni weekend? Przemalował mieszkanie, bo mu powiedziałam,…

  • Co może doprowadzić kobietę do szału?

    Właśnie maluję baner, plakat, jak zwał tak zwał. Wywieszę go w oknie albo na balkonie, albo przybiję do drzwi wejściowych. Napis: „Niczego nie chcę, niczego nie potrzebuję, wszystko mam!!!” Może nagram taką zapowiedź na pocztę głosową… Niczego nie kupię. Mam wymagania wprost proporcjonalne do budżetu, czyli niewielkie, skromne. Pragnienie powiedzenia NIE, mam za to olbrzymie. Nie, nie potrzebuję wymienić drzwi na nowsze, ładniejsze, bardziej ekskluzywne. Podobają mi się moje, dwudziestoletnie, odziedziczone po cioci razem z metalowym durszlakiem. Nie, durszlak też mi się podoba. Niepotrzebny mi błyszczący, zrobiony z kosmicznej stali. Zasada działania pozostaje ta sama? Woda nadal wycieka przez dziurki. To pozostanę przy swoim. Komplet garnków? Gotuję średnio, więc podziękuję.…

  • Jak dobrze, że mnie macie.

    Jako samozwańcza najbardziej oczytana osoba w kraju, erudytka, koneserka słowa, miłośniczka dobrej* literatury, a przy tym niesłychanie skromna, czuję misję, powołanie do pouczania wszystkich (oj wkradł się chochlik, miało być „nauczania”). Korzystajcie z krynicy mądrości. Uwaga odkręcam kran lub (dla niepodłączonych do miejskiej sieci wodociągowej) wyciągam wiadro ze studni! Chciałabym dzisiaj podzielić się z wami wiedzą w zakresie sposobu doboru literatury, inaczej mówiąc: tworzenia domowej biblioteczki. Ciągle słyszy się o tym, że Polacy rzadko chodzą do księgarń, rzadko sięgają do kieszeni, aby nabyć nowe dzieło literackie, a to błąd moi drodzy. Jak dobrze, że macie mnie. Pomogę. Aby właściwe dzieła trafiły pod nasze strzechy, trzeba się porządnie nagimnastykować. Nie chodzi…

  • Huczy o tym cały internet.

    Popłakałam się. Wyłam tak, że z łez zrobiła się kałuża, z której łzy trzeba było zbierać szmatą i wyciskać do wiadra. Powód: uświadomiłam sobie, że zatraciłam dziecięcą radość. Gdzieś mi się  przez te lata zagubiła, zapodziała, zaplątała. Szukałam na dnie torebki. Podobno tam jest wszystko, niestety dziecięcej radości nie było. Szukałam w kieszeni płaszcza – może wpadła za podszewkę. Też nie. Szukałam na dnie szafy z dziecięcymi ubraniami (trzymam tam strój księżniczki, który próbuję wcisnąć na grzbiet jak nikt nie widzi, ale niestety już  tylko korona na mnie pasuje). Szukałam wszędzie. Nie znalazłam. Zgubiła się, a może odeszła niezauważona? Kiedyś byłam taka radosna. Cieszyłam się z drobiazgów: ze złamanego patyczka,…

  • Czary mary

    Aby uniknąć porannego biegania z szaleństwem w oczach szukając kluczy, prawego buta, tej niebieskiej bluzki lub drugiego kolczyka, warto przygotować sobie wszystkie potrzebne rzeczy wieczorem. Na stole należy poukładać drobiazgi (błyszczyk, telefon), wyjąć z szafy wszystkie części garderoby i położyć np. na fotelu (uprasować, jeśli coś wymaga przeciągnięcia żelazkiem), wklepać krem pod oczy, aby uniknąć porannej opuchlizny, sińców czy co tam kto ma, napić się naparu z melisy i zasnąć śniąc kolorowe sny, bo przecież doskonale przygotowałyśmy się do dnia następnego, co gwarantuje piękne, szczęśliwe, długie życie. Bla, bla, bla, bla. Każdego ranka stoję przed lusterkiem mniej więcej o tej samej porze. Nie szukam kluczy, bo tkwią w zamku. Mam…